REKLAMA
REKLAMA

Felietony

Rewolucja październikowa

Rosnąca opresyjność regulacji w połączeniu ze zmianami w sądownictwie kreuje kolejne obszary ryzyka czy wręcz niepewności, której uczestnicy rynku starają się unikać jak ognia. Oby się nie okazało, że unikanie ognia oznaczać musi unikanie regulowanego rynku kapitałowego

Mirosław Kachniewski, prezes zarządu, SEG

Foto: Archiwum

W październiku staniemy się krajem rad, a konkretnie rad nadzorczych. Miesiąc ten, zwany kiedyś miesiącem oszczędzania, stanie się miesiącem marnotrawstwa polegającego na konieczności zwoływania nadzwyczajnych walnych zgromadzeń, celem spełnienia jednego z wymogów nowej ustawy o biegłych rewidentach. Jest to wynik pewnej pułapki regulacyjnej, której wielu emitentom nie uda się uniknąć.

Nowa ustawa o biegłych wprowadza wiele zmian dla emitentów, głównie w obszarze przeprowadzania audytu. Rozszerzenie katalogu usług zabronionych spowodować może podniesienie kosztów, bo biegły nie będzie mógł wykorzystać swej wiedzy zebranej podczas badania do świadczenia usług dodatkowych, tylko ktoś inny będzie się musiał tego od nowa nauczyć. Dodatkowo połączenie tego z kumulacją wyboru nowego biegłego przez spółki (wskutek skrócenia okresu, po którym musi nastąpić obowiązkowa rotacja) doprowadzić może do chaosu na rynku, gdyż obsłużenie tak wielu procesów wyboru ofert przy zmieniających się cenach będzie niezwykle trudne.

W związku z powyższym czeka nas bardzo gorąca wiosna, ale o tym będzie jeszcze czas napisać. Dziś chciałbym się skupić na stosunkowo drobnej zmianie, która jednak wymagać będzie skomplikowanych działań po stronie emitenta, a mianowicie na konieczności spełnienia nowych wymogów dotyczących kompozycji komitetu audytu. A konkretnie zapewnienia większości niezależnych członków w składzie tego komitetu oraz udziału osoby „posiadającej wiedzę lub umiejętności w zakresie rachunkowości lub badania sprawozdań finansowych", a także osoby znającej branżę. Timing wprowadzenia tej regulacji, w powiązaniu z gigantycznymi sankcjami za jej nieprzestrzeganie, spowoduje wysyp nadzwyczajnych walnych w październiku.

Zacznijmy od sankcji, bo to jest element, który najczęściej pozwala przykuć uwagę. Najwyraźniej tak samo uważają regulatorzy, bo od kilku lat prześcigają się w ustanawianiu coraz wymyślniejszych i coraz bardziej drastycznych kar za stosunkowo drobne przewinienia. A ujmując rzecz nieco bardziej precyzyjnie – sankcje mają charakter „workowaty". Chodzi mianowicie o to, że przepis sankcyjny dotyczy nie konkretnie wskazanego rodzaju naruszenia, ale całego worka mniej lub bardziej poważnych naruszeń, dopasowując oczywiście maksymalny wymiar sankcji do przewinienia najbardziej drastycznego. I w tym konkretnym przypadku w worku przewinień znalazło się niespełnienie wymogu kompozycji komitetu audytu, za co spółce grozić będzie kara do 10 proc. rocznych przychodów, a osobom fizycznym (członkom zarządów i rad nadzorczych) do 250 tys. zł.

Przejdźmy teraz do timingu – ustawa została ogłoszona 6 czerwca, a ww. wymogi należy spełnić do 21 października, co niby daje trochę czasu, ale w przypadku większości spółek wymagać to będzie podjęcia decyzji na poziomie walnego zgromadzenia akcjonariuszy. I są przynajmniej cztery grupy emitentów, którzy najprawdopodobniej będą musieli zwołać w tym celu nadzwyczajne walne.

Pierwsza grupa to emitenci zaskoczeni. Nie każdy należy do SEG, nie każdy ma informacje wyprzedzające dotyczące planowanych zmian i ich skutków. Duża część spółek bazuje na uchwalonych i opublikowanych aktach prawnych. I jeśli ktoś tak podszedł do sprawy, to nie ma szans na przeprocedowanie wymaganych zmian w „sezonie" zwyczajnych WZA, chyba że akurat przypadkiem miał niezbędne punkty w porządku obrad. Drugą grupę stanowią emitenci niedoinformowani, czy też raczej ofiary dezinformacji polegającej na kreowaniu kolejnych definicji pojęcia „niezależności" członka rady nadzorczej. Ktoś mógł sobie pomyśleć: „mam dwóch niezależnych, więc nie muszę nic robić". Tyle że niezależny niezależnemu nierówny – to musi być osoba niezależna w rozumieniu kryteriów nowej ustawy, a te zajmują całą stronę Dziennika Ustaw drobnym druczkiem. Trzecia grupa to emitenci planujący – unikają działań pod presją czasu, wolą zorganizować nadzwyczajne walne za kilka miesięcy, niż ryzykować popełnienie błędu.

Może się pojawić jeszcze grupa czwarta – emitentów zdradzonych, którzy ufnie czekają na wejście w życie nowych regulacji, bo mają komitet audytu i jest on skomponowany zgodnie z nowymi wymogami, ale sytuacja może się zmienić. Otóż jeśli od członka komitetu audytu będzie zależało spełnienie warunku obciążonego sankcją w wysokości 10 proc. rocznych przychodów spółki, to mogłoby to nagle pogorszyć stan jego zdrowia, względnie spowodować powstanie innych problemów natury osobistej. Zwłaszcza gdyby się okazało, że jakaś inna spółka z nożem na gardle musi znaleźć właściwą osobę do komitetu audytu i akurat dany człowiek pasowałby do profilu takiej poszukiwanej osoby.

Warto tu podkreślić pewną asymetrię – członek rady nadzorczej może złożyć rezygnację w dowolnym momencie, a spółka w celu uzupełnienia tego braku musi zwoływać WZA. I jeśli się okaże, że popyt na niezależnych członków komitetów audytu przewyższy ich podaż, to możemy mieć do czynienia z ciekawym procesem. A warto zauważyć, że wobec nowych wymogów i nowych sankcji niekoniecznie będzie wielu chętnych do pracy w komitetach audytu. Zwłaszcza że dotychczas często odbywało się to na warunkach zbliżonych do wolontariatu. Być może emitenci będą zmuszeni istotnie podnieść wynagrodzenia członkom komitetów audytu wobec coraz szerszego zakresu zadań i odpowiedzialności.

Sprawą otwartą jest ewentualna reakcja nadzoru na ewentualne naruszenia nowych przepisów. Ja uważam za oczywistą oczywistość, że jeśli spółka podejmie działania mające na celu uzupełnienie składu komitetu audytu, to nadzorca nie będzie nakładał sankcji. A nawet jeśli, to zamiast kary śmierci tylko przestrzeli kolano. Ale problem polega na tym, że zgodnie z regulacjami na każdego może się znaleźć paragraf, i to nawet w przypadku dołożenia należytej staranności. Rosnąca opresyjność regulacji, w połączeniu ze zmianami w sądownictwie, kreuje kolejne obszary ryzyka czy wręcz niepewności, której uczestnicy rynku starają się unikać jak ognia. Oby się nie okazało, że unikanie ognia oznaczać musi unikanie regulowanego rynku kapitałowego.

Powiązane artykuły

REKLAMA
REKLAMA

Wideo komentarz

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA