Felietony

Święty Graal czy złudzenie?

Obserwowany mniej więcej od początku roku wzrost rentowności obligacji skarbowych na rynkach światowych postawił na porządku dziennym kwestię kontrolowania krzywej dochodowości.

Krzysztof Wołowicz, ekonomista

Foto: materiały prasowe

Jest to strategia stosowana w polityce pieniężnej w Stanach Zjednoczonych jeszcze w czasach II wojny światowej. Polega na tym, że bank centralny próbuje wpływać na poziom rentowności obligacji skarbowych o różnym terminie zapadalności.

W obecnej sytuacji celem takiej kontroli miałoby być ograniczenie kosztów finansowania rosnącego długu Stanów Zjednoczonych, który już obecnie przekroczył 28 bln dolarów. Jak duża to kwota, uzmysławia fakt, iż na każdego obywatela przypada dług w wysokości prawie 85 tys. dolarów. Tymczasem w życie wchodzi kolejny pakiet pomocy dla gospodarki o wartości 1,9 bln dolarów, co oczywiście oznacza dalszy wzrost zadłużenia. Nie może zatem dziwić, że w tych warunkach decydenci amerykańskiej polityki monetarnej poszukują sposobów minimalizacji negatywnych konsekwencji rosnącego zadłużenia.

W praktyce kontrola krzywej dochodowości może wyglądać w ten sposób, iż bank centralny wyznaczy maksymalny poziom rentowności, np. dziesięcioletnich obligacji skarbowych, na 2 proc. W momencie gdy rentowności przekroczą wyznaczony poziom, bank skupuje obligacje tak długo, aż rentowność spadnie poniżej tego pułapu. Dla lepszego zrozumienia mechanizmu należy oczywiście pamiętać, iż między rentownością a ceną obligacji zachodzi odwrotna zależność. To znaczy, gdy cena rośnie, spada rentowność, i na odwrót. Mając to w pamięci, łatwo zrozumieć, że gdy bank kupuje na rynku obligacje, to tym samym rośnie na nie popyt, a w konsekwencji rośnie też ich cena, co – jak wspomniano – powoduje spadek rentowności. Wysokie i stale rosnące rentowności obligacji skarbowych powodują większe koszty finansowania amerykańskiego zadłużenia. Tamtejszy skarb, sprzedając nowe emisje obligacji na rynkach, przy coraz wyższych rentownościach uzyska niższe ceny, a ponadto będzie musiał płacić coraz wyższe odsetki od zaciągniętego długu. Dlatego rosnąca popularność koncepcji kontrolowania krzywej dochodowości wydaje się zrozumiała. Ale dlaczego rentowności miałyby dalej rosnąć?

Otóż postępujący program szczepień wskazuje, że gospodarka wkrótce zacznie przyspieszać po pandemicznych lockdownach. Publikowany przez oddział Rezerwy Federalnej w Atlancie wskaźnik wyprzedzający dla PKB za I kwartał osiągnął w marcu poziomy powyżej 8 proc. Szybki wzrost gospodarczy to oczywiście czynnik napędzający inflację, a rosnąca inflacja to środowisko korzystne dla rosnących rentowności obligacji. I kiedy już wydaje się, że pojawiał się Święty Graal w postaci kontroli krzywej dochodowości, warto wspomnieć o negatywnych konsekwencjach tej strategii, a są one niemałe.

Po pierwsze, zanika rynkowa wycena emitowanych obligacji, wszak są one w dużym stopniu kształtowane przez decyzje banku centralnego. W efekcie uczestnicy rynku nie mogą polegać na funkcji informacyjnej krzywej dochodowości. Należy tu wspomnieć, że kształt krzywej, jej poziom nachylenia, szybkość zmian itd. to istotne czynniki pozwalające przewidywać przyszły wzrost gospodarczy czy inflację. Po wtóre, poprzez sztuczne utrzymywanie rentowności na stałych poziomach rośnie ryzyko powstania bańki spekulacyjnej w różnych częściach rynku finansowego. Zatem, przywołując tytuł znanego filmu, „Nie ma róży bez ognia".

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.