REKLAMA
REKLAMA

Felietony

Oceny ceny, czyli jak państwo robi na giełdzie interesy samo ze sobą

Każda złotówka więcej za akcję Energi to dla kasy państwa ponad 200 mln zł dochodu ekstra.

Tomasz Prusek, publicysta ekonomiczny

Foto: materiały prasowe

Wezwanie Orlenu na Energę oraz fuzja PKN Orlen z Lotosem są testem na kalkulowanie cen w wezwaniach w sytuacji, gdy po obu stronach stoi ten sam strategiczny właściciel – państwo. I testem na poszanowanie praw i interesów akcjonariuszy mniejszościowych.

Minister aktywów państwowych Jacek Sasin nie pozostawia złudzeń: będzie przybywać fuzji i przejęć w rodzinie spółek kontrolowanych przez rząd, aby budować silne koncerny – narodowe czempiony – mogące konkurować z innymi przynajmniej w wymiarze europejskim. Bo tworzenie wielosektorowych narodowych czempionów wpisuje się w politykę rządu. W praktyce będzie to oznaczać państwową konsolidację, która będzie miała doniosłe skutki nie tylko dla branż i firm, ale także dla milionów konsumentów i detalicznych inwestorów giełdowych. Dla konsumentów liczyć się będzie to, czy po ewentualnej fuzji Orlenu i Lotosu nie spadnie konkurencyjność na detalicznym rynku paliw i nie będą łapać się za kieszenie, przejeżdżając koło kolejnych stacji tego samego koncernu, które wcześniej – gdy Orlen i Lotos działały osobno – ze sobą konkurowały cenami, aby przyciągnąć klientów.

Z kolei dla inwestorów najważniejsze pytanie to, na jakich warunkach i po jakich cenach będą łączyć się spółki kontrolowane przez państwo. Ich współwłaścicielami tak naprawdę są nie tylko rzesze Polaków, którzy kupili akcje prywatyzowanych firm np. spod szyldu akcjonariatu obywatelskiego, ale także ci, którzy pośrednio zainwestowali w nie poprzez fundusze emerytalne i inwestycyjne, a od niedawna również – PPK. Z punktu widzenia ich finansowego interesu liczy się to, czy cena w wezwaniach będzie godziwa i uwzględniała np. premię czy nie. Bo od tego zależeć będzie budowanie w Polsce długoterminowych oszczędności. Jeśli inwestycje w kontrolowane przez rząd spółki będą kiepskie finansowo, to trudno mówić o realizowaniu tego celu w praktyce.

Dlatego ceny w wezwaniach i ewentualne parytety wymiany akcji będą tak ważne. Wezwanie Orlenu na Energę można potraktować jako swoiste laboratorium. A dzieje się w nim naprawdę wiele. Orlen zaoferował 7 zł za akcję, co w momencie ogłoszenia wezwania wyceniało całą spółkę na 2,9 mld zł. Lwia część z tej kwoty trafiłaby do Skarbu Państwa, bo kontroluje aż 51,5 proc. akcji, co dawało wycenę pakietu na poziomie 1,5 mld zł. Tyle że cena Energi została w ostatnich latach mocno zdołowana, jak wielu spółek z sektora energetycznego, w dużej mierze przez fatalną politykę właścicielską na szczęście zlikwidowanego już resortu energii. Wystarczy tylko przypomnieć, że w ofercie publicznej w 2013 r. inwestorzy płacili po 17 zł. Oznacza to, że – jeśli pozostali inwestorami długoterminowymi – to zrobiliby kiepski interes, oddając teraz akcje po 7 zł. Oczywiście trzeba pamiętać, że problemy energetyki i spadek wycen spółek notowanych na giełdzie to także efekt wzrostu cen do emisji CO2 oraz polityki klimatycznej. Ale niestety, wiele działań wpływających bezpośrednio na wyceny akcji zależne było od rządu, np. zaprzęgnięcie spółek do ratowania górnictwa czy zamrożenie cen prądu dla Polaków. Odkładając na bok rozważania, kto odpowiada za zdołowanie kursu Energi, warto przeanalizować, co dzieje się teraz wokół jej wyceny. Zarząd Energi uznał 7 zł za godziwą cenę. Przeciwna opinia, biorąc pod uwagę fakt posiadania w akcjonariacie państwa, które kontroluje również Orlen, byłaby w polskich realiach sensacją. Jednak na tym się nie skończyło, bo resort aktywów zamówił własną wycenę, której jeszcze nie znamy, aby dopiero na tej podstawie zdecydować czy odpowiedzieć na wezwanie. I to jest bardzo słuszna decyzja, bo jako większościowy właściciel powinien być pewien, po jakiej cenie warto sprzedać akcje. Dla państwa, obciążonego gigantycznymi transferami socjalnymi, to poważne pieniądze. Każda złotówka więcej za akcję Energi to dla kasy państwa ponad 200 mln zł dochodu ekstra.

Ogromne znaczenie dla wyceny Energi ma też inwestycja w blok energetyczny w Ostrołęce. Zawieszenie jej finansowania oznacza, że nie powstanie tam blok na węgiel, tylko być może na gaz. W efekcie cena Energi na giełdzie podskoczyła i utrzymuje się powyżej poziomu wezwania – to sygnał, że inwestorzy liczą na jej podniesienie po uwolnieniu się od węglowego balastu, który byłby także obciążeniem dla Orlenu – wszak przejmuje Energę, bo chce być bardziej „zielony", a nie „czarny".

Jeśli cena w wezwaniu na Energę zostałaby podniesiona, byłby to sygnał, że państwo w swoich kalkulacjach i działaniach wobec kontrolowanych spółek będzie się kierować nie tylko samą budową większych koncernów, ale także chęcią maksymalizacji zarobku na takich transakcjach. Byłby to też sprytny sposób na podniesienie wartości zdołowanych wycen giełdowych spółek, co korzystnie odbiłoby się na indeksach giełdowych, w szczególności WIG20. W wielu przypadkach to jednak niewielkie pocieszenie dla tych akcjonariuszy spółek, którzy kupili akcje w IPO i nadal trzymają.

Powiązane artykuły

REKLAMA
REKLAMA

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA