REKLAMA
REKLAMA

Felietony

PPK – kierunek słuszny, ale droga wyboista

Wbrew entuzjastycznym wyliczeniom pierwsze realne środki z PPK na GPW zobaczymy dopiero pod koniec 2019 r., a i tak zobaczymy ich prawdopodobnie mniej, niż przewidujemy.

Marcin Wojewódka Instytut Emerytalny

Foto: Archiwum

W ostatnim czasie pojawiają się liczne głosy dotyczące wpływu PPK na nasz rynek kapitałowy. Stawiana jest teza, że PPK dosyć szybko powinny przynieść dodatkowe miliardy popytu, tak potrzebne GPW.

Nie chciałbym być Kasandrą, bo – co chcę od razu zadeklarować – zależy mi na rozwoju długoterminowego oszczędzania w naszym kraju, w tym PPK, ale uważam, że u progu startu systemu PPK musimy sobie wszyscy uzmysłowić istnienie kilku raf czy mielizn, na których ten projekt może się zatrzymać.

Po pierwsze, nie jestem w stanie podzielić optymistycznego założenia, że jakieś znaczące, wymierne środki z wpłat w ramach PPK trafią na GPW już w połowie 2019 r. To myślenie, delikatnie mówiąc, bardzo życzeniowe. A przede wszystkim wskazuje, że część wypowiadających się w ten sposób osób albo nie doczytała postanowień ustawy o PPK, albo nie wie, co zamierza uczynić przytłaczająca większość dużych pracodawców. Zgoda, pracodawcy ci będą zobowiązani tworzyć PPK już od 1 lipca, ale to nie oznacza, że od razu będą dokonywane wpłaty do PPK. Właśnie tu jest pierwszy błąd rozumowania albo właśnie życzeniowego myślenia.

Otóż określona w ustawie data rozpoczęcia w stosunku do danego pracodawcy stosowania przepisów ustawy o PPK jest jedynie otwarciem możliwości zawierania umów, a nie zaś terminem, od którego będą, czy muszą być, dokonywane wpłaty do PPK. Uważna lektura przepisów ustawy o PPK, a proszę mi wierzyć, większość pracodawców zatrudniających powyżej 250 osób potrafi dobrze i ze zrozumieniem przeczytać ustawy, wskazuje, że skoro pierwsza wpłata do PPK musi nastąpić w listopadzie lub grudniu 2019 r. (w zależności od terminu płatności wynagrodzeń u danego pracodawcy), to oni tak zrobią. Oznacza to, że w większości przypadków duzi pracodawcy zaczną ponosić koszty związane z PPK, czyli odprowadzać wpłaty, dopiero pod sam koniec 2019 r., a nie od połowy roku. Dlatego też wszelkie symulacje wielkości aktywów, które trafią na GPW, powinny brać pod uwagę powyższe, a wydaje się, że to w debacie publicznej jest pomijane. Tak więc wyliczenia dotyczące kwot, jakie wypłyną na GPW, warto by zweryfikować pod tym kątem. Te miliardy być może się pojawią, ale później.

Druga istotna kwestia to spędzająca sen z powiek pomysłodawcom kwestia partycypacji w PPK. Badania przeprowadzone przez Randstad wskazują, że w PPK pozostanie co najmniej 64 proc. osób, do których skierowany jest system PPK. Przypomnijmy, że w projekcie ustawy o PPK złożonym do Sejmu w połowie 2018 r. zakładano, że w systemie PPK pozostanie 75 proc. z automatycznie tam zapisanych. Ale jak przejrzeć wypowiedzi medialne różnych osób zaangażowanych w tworzenie PPK, to znajdziemy wypowiedzi, że jako sukces PPK będzie traktowane utrzymanie poziomu partycypacji rzędu 50 proc.

Oczywiście, dzisiaj przewidywanie tej liczby jest w dużym stopniu wróżeniem z fusów, gdyż na poziom partycypacji w PPK wpłynie wiele czynników, tak w skali makro-, jak i mikroekonomicznej, a finalnie będą to indywidualne decyzje. Jednakże z rozmów z pracodawcami oraz pracownikami wynika, że założenie o 50-proc. poziomie partycypacji może być dosyć optymistyczne. Oczywiście są pracodawcy, którzy będą istotnie angażowali się w propagowanie PPK, a nawet zachęcanie pracowników do niewystępowania. Jednakże duża część pracodawców, a w szczególności przytłaczająca większość internautów zamieszczających komentarze pod jakimkolwiek tekstem dotyczącym PPK, głównie szuka informacji, jak się z PPK wypisać. Niestety, zniszczone przez złe decyzje w stosunku do OFE zaufanie do państwa jako do organizatora systemu dodatkowego zabezpieczenia emerytalnego, cały czas pokutuje i będzie pokutować. A powtarzanie jak mantra, że PPK to nie OFE, co zresztą jest prawdą, z uwagi na dosyć nachalną formę tej komunikacji, może być niestety przeciwskuteczne. Chciałbym się mylić.

No i trzecia kwestia – najbardziej związana z samą GPW. Ustawa o PPK w dosyć precyzyjny sposób kieruje strumienie wpłat na akcje spółek WIG20, mWIG40 oraz mWIG80, a wyliczenia pokazują, że w sumie wpłaty środków z PPK będą miały największe znaczenie dla spółek mWIG40 i mWiG80. Ale ten fakt do tej pory nie przebił się do przestrzeni publicznej. To, o czym wiedzą i o co pytają dzisiaj pracodawcy, którzy będą musieli tworzyć PPK, to dlaczego ich pracownicy zostaną zmuszeni do inwestowania w akcje firm kontrolowanych w większości przez Skarb Państwa, właśnie tych z WIG20. Powyższe u części pracodawców, w tym w szczególności firm o kapitale zagranicznym, budzi pytania o rzeczywiste intencje polskiego ustawodawcy. Przy jednoczesnym stosunkowo niedużym limicie inwestycji zagranicznych oraz relatywnie nie największej skali GPW to wszystko może się składać na brak oczekiwanego entuzjazmu w stosunku do PPK. Pytani, dlaczego to uczynili, w większości odpowiadają, że nie mają zaufania do PPK, w tym właśnie z uwagi na to, że ustawodawca każe ich pracownikom z góry inwestować w spółki z WIG20. To powinno dać do zastanowienia.


Wideo komentarz

Powiązane artykuły

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA