REKLAMA
REKLAMA

Emerytura

Już tylko dwa, trzy kroki do Pracowniczych Planów Kapitałowych

Sejm uchwalił w czwartek późnym wieczorem ustawę o PPK. Od połowy przyszłego roku mamy zacząć dodatkowo oszczędzać na emerytury. Nasze pensje nieco się obniżą, nasi pracodawcy będą mieć wyższe koszty, ale na koniec będziemy mieć więcej pieniędzy na starość
Foto: Fotorzepa, Adam Burakowski

PPK mają nas zachęcić do dodatkowego oszczędzania na emerytury. Niekorzystne trendy demograficzne oraz obniżenie wieku emerytalnego sprawią, że te z ZUS będą bardzo niskie. Coraz niższy będzie bowiem stopień zastąpienia, czyli stosunek emerytury do ostatniej pensji, emeryta. W czwartkowym głosowaniu w Sejmie ustawę poparło 229 posłów (PiS). Przeciw było197 posłów (opozycja). Od głosu wstrzymało się... posłów.

Jak będą działać PPK

Ustawa zakłada, że od połowy przyszłego roku firmy, najpierw te największe, zatrudniające co najmniej 250 tys. osób, będą zapisywały swoich pracowników do PPK. Ci będą co miesiąc odkładać na emeryturę od 2 proc. do 4 proc. swojej pensji brutto. Pracodawca dołoży im do tego od 1,5 do 4 proc. pensji. Osoby z niskim zarobkami (poniżej 2,5 tys. zł miesięcznie), zamiast 2 proc. odkładać będą 0,5 proc. pensji. Swoje trzy grosze dorzuci też państwo. Z budżetu wpłaci każdemu oszczędzającemu 250 zł opłaty powitalnej oraz dodatkowo co roku 240 zł. Taki mechanizm oznacza, że pensje pracowników, którzy przystąpią do PPK będą nieco niższe, zaś koszty ich zatrudnienia po stronie pracodawców nieco wzrosną.

Pieniądze odkładane Pracowniczych Planach Kapitałowych będą trafiać do Towarzystw Funduszy Inwestycyjnych, zakładów ubezpieczeń i PTE, które mają je pomnażać. Będą inwestować w obligacje i akcje, także za granicą. Za zarządzanie będą pobierać opłaty, do 0,6 proc. zgromadzonych kapitałów (wraz z premią za wyniki).

Stopniowo do programu dołączać będą także mniejsze firmy i instytucje. Docelowo PPK będą mieli obowiązek utworzyć wszyscy pracodawcy. Automatycznie zostaną do nich zapisani wszyscy pracownicy. Każdy będzie mógł jednak zrezygnować z udziału w PPK. Jeśli tak zrobi, pieniądze z jego pensji nie będą pobierane. Po 4 latach pracownicy, którzy nie uczestniczą w PPK znów zostaną do niech zapisani. I znów będą mogli zrezygnować.

Projekt zakłada, że po osiągnięciu wieku emerytalnego oszczędzający będzie mógł wypłacić swoje pieniądze z PPK. Jeśli, od razu wypłaci 100 proc. zgromadzonej kwoty, zostanie ona obłożona podatkiem od zysków kapitałowych. Można też będzie jednak wypłacić jednorazowo 25 proc. zgromadzonych oszczędności, natomiast pozostałą kwotę wycofywać w ratach, na przykład przez 10 lat.

Jeszcze w trakcie oszczędzania pieniądze można będzie wypłacić na cel mieszkaniowy, z tym, że po 5 latach trzeba je będzie zwrócić do PPK. Ponadto 25 proc. zgromadzonej kwoty można będzie wypłacić w czasie oszczędzania na pokrycie kosztów leczenia. Rząd twierdzi też, że pieniądze będzie można wypłacić w dowolnym momencie oszczędzania, wtedy jednak trzeba będzie zwrócić to co dopłacił budżet państwa. Ponadto od wpłaty pracodawcy odprowadzane zostaną składki w wysokości 30 proc. Zostaną zapisywane jako składa emerytalna pracownika w ZUS-ie, bo na etapie wpłat te pieniądze będą nieoskładkowane. To, co pracownik sam sobie odłoży, w momencie przedterminowej wypłaty zostanie opodatkowane.

Rząd zapewnia, że pieniądze odkładane w ramach PPK, będą prywatnymi pieniędzmi oszczędzających. Te w OFE, jak mówi, były pieniędzmi publicznymi. Oszczędności gromadzone w PPK będą podlegały dziedziczeniu. A cały system będzie nadzorowało państwo i Komisja Nadzoru Finansowego. – Gromadzone tu pieniądze będą na pewno bezpieczne – zapewnił pod koniec sierpnie premier Mateusz Morawiecki, po tym jak projekt ustawy o PPK przyjął rząd.

Rząd liczy na to, że dzięki oszczędnością gromadzonym w nowym systemie zyskają nie tylko emeryci, ale też firmy, które będą miały dostęp do taniego, długoterminowego kapitału. Zyska też rynek finansowy, na który dzięki PPK trafiać ma nawet 15 mld zł rocznie. – To program korzystny dla całej gospodarki – przekonywał rząd.

Rząd ma nadzieję, że do programu przystąpi 8,5 mln z 11 mln pracowników (75 proc.).

Opozycja krytykuje

- Dlaczego jesteśmy przeciwko ustawie o Pracowniczych Planach Kapitałowych? – pytała w środę w czasie debaty nad sprawozdaniem sejmowej komisji finansów z prac nad PPK Izabela Leszczyna z PO. - Bo Pracownicze Plany Kapitałowe to tak naprawdę akronim słów: PiS potrzebuje kasy, potrzebuje kapitału, żeby ożywić inwestycje, które są na najniższym poziomie od 25 lat, dlatego że prywatni inwestorzy boją się was, boją się partyjnych sądów, boją się opresyjnego fiskusa, boją się prawa, które tworzycie w nocy i zmieniacie po kilkanaście razy. Dlatego potrzebujecie prywatnych pieniędzy, które chcecie skierować na rynek kapitałowy – tłumaczyła.

Zwracała też uwagę, że pracodawcy, którzy nie podpiszą umowy o prowadzenie PPK z instytucją finansową, mogą zostać ukarani karą nawet do 1 mln zł. - Jesteśmy przeciwko tej ustawie, bo nie ma żadnej gwarancji dla kapitału uczestników PPK, za to zarządzający mają zagwarantowane zyski. Jesteśmy przeciwko, bo uczestnik po ukończeniu 60. roku życia może wystąpić o wypłatę środków, ale nie otrzyma żadnej renty dożywotniej – wyliczała posłanka PO. Tłumaczyła, że 60-letnia kobieta, po przejściu na emeryturę, będzie mogła swój kapitał wypłacić w 120 ratach. – Jako siedemdziesięciolatka znowu zostanie bez środków do życia, a będzie żyła lat 83, a może i 90 lat, i wtedy te pieniądze będą jej potrzebne: na lekarstwa, na ochronę zdrowia – mówiła Leszczyna. - Jesteśmy przeciwko, bo Pracownicze Plany Kapitałowe to także kolejna danina, jaką przymusowo zostaną obciążeni przedsiębiorcy - dodała.

Grzegorz Długi z Kukiz'15 przekonywał z kolei, że PPK to nowe obciążenie podatkowe. - Żeby były oszczędności, trzeba zdjąć podatek z oszczędności, a nie dokładać kolejny podatek, który wcale nie jest, tak jak niektórzy uważają, tylko dodatkowym obciążeniem pracodawców, ale też quasi podatkiem nakładanym na pracowników – mówił poseł Kukiz'15. - Jest to stworzenie nowej struktury finansowej, która wcale nie ożywi naszej giełdy – dodał.

- Mówiąc o Pracowniczych Planach Kapitałowych jako o superbezpiecznej lokacie na przyszłość, mówimy nieprawdę i wprowadzamy obywateli w błąd, bo trzeba wziąć pod uwagę, że ogromna część tych pieniędzy może być inwestowana w akcje na giełdzie – mówiła z kolei Paulina Hennig-Kloska z Nowoczesnej.

Zdaniem Genowefy Tokarskiej z PSL ustawa „w sposób wręcz niedopuszczalny obciąży pracodawców, przedsiębiorców, a także samych pracowników".

Jeszcze przed czwartkowym głosowaniem nad całością ustawy Krystyna Skowrońska z PO mówiła, że PPK jest potrzebne, bo rząd nie ma pieniędzy na inwestycje. – Po to wprowadzacie ten nowy podatek – przekonywała z trybuny sejmowej.

To samo zarzucała PiS i rządowi Paulina Henning-Kloska. Zwróciła też uwagę, że rząd dyskryminuje przy okazji PPK pracowników budżetówki, bo włączy ich do programu na samym końcu, za 2,5 roku. – Nie macie pieniędzy na dopłaty z budżetu do dodatkowych oszczędności pracowników budżetówki. - Pierwsze słyszę – informacja o włączeniu budżetówki do PPK w ostatnim etapie zaskoczyła marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego.

Mimo to po chwili Sejm, głosami PiS, uchwalił ustawę.

Teraz Senat, potem prezydent

Teraz ustawa trafi do Senatu. Jeśli ten nie zgłosi do niej poprawek, trafi do podpisu na biurko prezydenta. Jeśli poprawki będą, ustawa wróci jeszcze do Sejmu, który je rozpatrzy. Dopiero po tym powędruje do prezydenta.

Powiązane artykuły

REKLAMA
REKLAMA

Wideo komentarz

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA