REKLAMA
REKLAMA

Budownictwo

Dariusz Blocher, prezes Budimex: Kluczowe jest to, by nie wstrzymać budów

- Będzie spowolnienie w inwestycjach, rynek mieszkaniowy też zwolni. Z Dariuszem Blocherem, prezesem Budimeksu, rozmawiał Adam Roguski

Dariusz Blocher, prezes Budimex SA.

Foto: parkiet.com

Jak pandemia odbija się na spółce i branży budowlanej? Jak wygląda sytuacja na budowach?

Po pierwszych dniach paniki wśród pracowników i podwykonawców sytuacja się ustabilizowała. Jako generalny wykonawca realizujemy w kraju 370 kontraktów, może wydajność jest niższa z uwagi na stosowanie wszelkich zasad bezpieczeństwa. Około 70 proc. naszych zatrudnionych pracuje na budowach, 15 proc. pracuje zdalnie, 15 proc. jest na różnych zwolnieniach, L–4. Jeśli chodzi o łańcuch dostaw, jest tylko kilka budów, gdzie nie możemy dostać pewnych komponentów, zwłaszcza związanych z elektroniką, przy skali grupy nie jest to istotne.

Klienci zachowują się odpowiedzialnie, współpraca z publicznymi zamawiającymi jest bardzo dobra, możemy szybko fakturować prace i otrzymywać płatności w ciągu praktycznie siedmiu dni a nie 30. Współpraca nigdy nie była tak dobra, szkoda że nie wygląda tak w spokojnych czasach.

Większe wyzwanie jest na Litwie, gdzie nie jesteśmy w stanie wysyłać pracowników, pracujemy tam na 70–proc. wydajności. Część usługowa Budimeksu rozwija się bardzo dobrze – przez to, że siedzimy domu produkujemy kilka razy więcej odpadów komunalnych.

Działalność deweloperska jest spowolniona, podpisujemy mniej umów niż wcześniej, nie rozpoczynamy nowych projektów.

Jak wygląda teraz możliwość pozyskiwania nowych kontraktów?

To zależy. Deweloperzy mieszkaniowi, w tym nasz Budimex Nieruchomości, nie rozpoczynają nowych projektów. Czekamy, co się będzie działo, zwłaszcza po wakacjach.

Sektor publiczny deklaruje i ogłasza nowe przetargi, przyspiesza z rozstrzyganiem postępowań. W sektorze prywatnym kto dotychczas nie rozpoczął inwestycji, będzie się wstrzymywać. Pierwsze analizy przełożenia pandemii na spadek PKB będzie można zrobić zapewne na przełomie września i października.

Na razie klienci nie panikują, my też, pracujemy, ile się da. Na pewno dużym problemem jest uzyskiwanie pozwoleń i decyzji administracyjnych, to działa powoli przez brak informatyzacji.

Administracja wprowadza coraz to nowe obostrzenia, w niektórych krajach nakazano wstrzymanie robót budowlanych. Jak ocenia pan ryzyko w Polsce?

Dziś są deklaracje, że zatrzymania nie będzie, ale tego nikt nie jest w stanie zapewnić. Prace budowlane, zwłaszcza infrastrukturalne, prowadzone są na otwartej przestrzeni, co zmniejsza ryzyko. Pewnie będą się zdarzały sytuacje, że pracownicy się zarażą – gdzieś poza budową – przez co konieczna będzie kwarantanna całych ekip. Na to jesteśmy przygotowani, ale zamknięcie wszystkich budów w Polsce oznaczałaby może nie katastrofę, ale bardzo trudne czasy dla branży, której kondycja nigdy nie była mocna i dla 1,2–2,5 mln osób zatrudnionych bezpośrednio i pośrednio. Po zatrzymaniu rynku na miesiąc bardzo trudno byłoby się branży podnieść.

Dopóki budowy nie są zatrzymane, radzimy sobie. Nie zwalniamy, ale nie zatrudniamy. Jeśli budowy staną, w pierwszej kolejności wyślemy ludzi na płatne urlopy, a gdyby sytuacja się utrzymywała, konieczna będzie redukcja wynagrodzeń na czas przestoju, od 20 do – dla najlepiej zarabiających – 50 proc.

Jak wygląda płynność, już wcześniej sygnalizowaliście, że trzeba angażować więcej gotówki we współpracę z podwykonawcami?

Nasz sytuacja nie zmieniła się znacząco, z jednej strony płacimy znacznie szybciej podwykonawcom, ale z drugiej wspomniałem już o ułatwieniach w fakturowaniu prac dla publicznych zamawiających. Na koniec 2019 r. grupa miała 1,3 mld zł gotówki netto, to naprawdę dobra poduszka.

Kiedy można się spodziewać rekomendacji w sprawie dywidendy?

Mamy z tym duży wewnętrzny problem. Jesteśmy technicznie gotowi, a pozycja gotówkowa jest stabilna, nie wiem jednak czy to najlepszy moment na rekomendowanie dywidendy. Decyzja powinna zapaść w połowie maja, bo walne zgromadzenie chcielibyśmy zorganizować dopiero w czerwcu. Trzeba przeanalizować, co przyniesie przyszłość. Nie martwi mnie bieżąca sytuacja w budownictwie, martwi mnie to, co będzie za 1–1,5 roku w gospodarce światowej, bo ten gigantyczny dług zaciągany na walkę z pandemią trzeba będzie uregulować. To oznacza, że w dłuższej perspektywie inwestycje prywatne i publiczne będą mocno ograniczane. Czekamy, obserwujemy sytuację, będziemy szukać rozwiązania – np. możliwa jest rekomendacja wypłaty z możliwością odroczenia, by zobaczyć, czy po wakacjach sytuacja się poprawiła, czy nie.

Jakie perspektywy ma rynek mieszkaniowy? Budimex Nieruchomości w I kwartale sprzedał 541 mieszkań, dwa razy tyle, co rok wcześniej...

Budimex Nieruchomości nie ma kredytów, ma dużą poduszkę finansową. Kontynuujemy prace, nie spodziewamy się anulowania umów, a przynajmniej nie na dużą skalę.

Do połowy marca sprzedaż była bardzo dobra, spodziewany kryzys w związku z pandemią spowodował wzrost zainteresowania. W połowie marca sprzedaż zmniejszyła się o 50–60 proc., głównie ze względu na uciążliwości techniczne, konieczność fizycznego kontaktu. Podpisujemy trzy, cztery umowy dziennie. Nie korygujemy na razie całorocznego celu sprzedaży (1,5–1,6 tys.) bo nie ma odpowiednich danych, a nie chcemy spekulować. Niemniej nastawiałbym się na to, że w najbliższych miesiącach sprzedaż mieszkań będzie niższa co najmniej o połowę względem 2019 r.

Widać też spadek rezerwacji. Dziś klienci nie myślą o zakupie mieszkania, skoro słyszą o nadciągającym globalnym kryzysie. Coraz trudniej też o kredyt hipoteczny. Pytanie, co będzie po wakacjach. ar

Powiązane artykuły

REKLAMA
REKLAMA

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA