Analizy

Wzrost rezerw banków zmniejszył tempo poprawy zysków

Zaszkodziły rezerwy nie tylko na psujące się kredyty, ale także na zwrot prowizji. Ostatni kwartał roku może być jeszcze słabszy ze względu na franki.
Foto: Adobestock

Sezon publikacji przez banki wyników za III kwartał dobiega końca. Czekamy jeszcze na Getin Noble Bank i Ideę Bank, które podadzą raporty odpowiednio 19 i 29 listopada. I chociaż zagregowane rezultaty kredytodawców były niezłe, to nie pomogły w poprawie nastawienia do sektora.

Liderzy i maruderzy

Dziesięć największych banków z GPW (w przypadku Getin Noble wzięliśmy pod uwagę średnią prognoz) wypracowało w III kwartale 3,76 mld zł zysku netto. Oznacza to wzrost przez rok o 8,2 proc., a kwartalnie o 2,4 proc.

Oceniając zmianę wyników rok do roku, trzeba pamiętać o fuzjach, które w tym czasie się wydarzyły: od listopada 2018 r. Santander i BNP Paribas konsolidują wydzielone części odpowiednio Deutsche Banku Polska i Raiffeisen Polbanku, Millennium od czerwca konsoliduje zaś EuroBank.

Choć łączny rezultat okazał się zbliżony do prognoz (tylko 1 proc. poniżej średniej), to były banki, które rozczarowały. Jednym z nich jest Handlowy, który zanotował wynik 35 proc. poniżej prognoz ze względu na znowu zwiększone odpisy, a także BNP Paribas (-18 proc.) z powodu zdarzeń jednorazowych związanych z rezerwą na wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej w sprawie kredytów konsumenckich i z kosztami integracji czy ING Bank Śląski (-9 proc.) z powodu podwyższonych odpisów kredytowych. Rozczarował też Alior, który wprawdzie osiągnął zysk (125 mln zł) nieco wyższy niż średnia prognoz, ale została ona szybko obniżona, gdy bank opublikował w raporcie bieżącym informacje od dużych odpisach na kredyty konsumenckie po wyroku TSUE (pierwotnie analitycy oczekiwali zysku nawet w okolicach 180–200 mln zł).

Foto: GG Parkiet

Pozytywnie zaskoczył Millennium (przebił prognozy o 12 proc.), w czym jednak pomogły zdarzenia jednorazowe, główne linie wyników były zgodne z oczekiwaniami i mocno urosły. mBank miał zysk 4 proc. powyżej prognoz dzięki lepszym wynikom z odsetek i prowizji oraz dodatkowym wpływom (przeszacowanie udziałów w Polskim Standardzie Płatności podbiło wynik o 45 mln zł, a wartość akcji Visy o kolejne 48 mln zł), a także pomimo wyższych rezerw, w tym na kredyty frankowe. Nie sprawił niespodzianki pod względem zysku netto Pekao, nieznacznie powyżej oczekiwań były wyniki Santandera, który jednak nie zawiązał (w przeciwieństwie do konkurentów) rezerw na TSUE dotyczących kredytów konsumenckich, oraz PKO BP, który kolejny raz zaskoczył niższymi od prognoz odpisami kredytowymi.

Najmocniej zysk netto przez rok poprawiły: Santander (24 proc.), mBank (22 proc.), PKO BP (18 proc.) i ING BSK (10 proc.). Spore spadki zanotowały Alior i Handlowy (po około 28 proc.), dla których był to drugi słaby kwartał z rzędu. Jedynym bankiem ze stratą jest Getin Noble. Może ona wynieść 74 mln zł w porównaniu z 14 mln zł pod kreską rok temu i 89 mln zł w II kwartale (szacunek ten może być obarczony sporym błędem, bo dużo zależy od wielkości rezerw).

Motorem napędowym nadal był wynik z odsetek: łącznie nasza dziesiątka poprawiła ten rezultat przez rok o ponad 16 proc., do czego w dużym stopniu przyczyniły się trzy wspomniane fuzje. Pomogły też w zwiększeniu wyniku z prowizji o blisko 6 proc., ale wzrosły z ich powodu także koszty działania o 10 proc. (większa baza plus koszty integracji). Odpisy kredytowe urosły o prawie jedną czwartą, zwiększały się także w bankach, które fuzji nie prowadziły. Pozytywnie wyróżnił się PKO BP, gdzie odpisy kredytowe zmalały o 10 proc. (jedyny bank, któremu się to udało w tym sezonie, co ważne, trend poprawy trwa tam od dłuższego czasu).

Co dalej z bankami?

– W IV kwartale wolumeny kredytów wciąż powinny być dobre, napędzane głównie nadal wysoką sprzedażą kredytów mieszkaniowych, ale pod presją może być sprzedaż tych konsumenckich ze względu na wyrok TSUE w sprawie zwrotu prowizji w razie spłaty przed terminem. Banki mogą ograniczyć ich sprzedaż, zanim wypracują nowy model i ceny. Depozyty nadal powinny szerokim strumieniem napływać do banków – prognozuje Łukasz Jańczak, analityk Ipopemy.

Zwraca uwagę, że może się pojawić presja na wynik odsetkowy, bo wiemy już, że wyrok TSUE w sprawie kredytów konsumenckich wpłynie nie tylko na rozliczenia tych już spłaconych, ale także tych wciąż czynnych, które mogą być spłacone przed czasem. W całym IV kwartale może to obniżyć wynik odsetkowy sektora łącznie o około 300 mln zł. – Wynik z prowizji i pozostałe przychody powinny być podobne jak w III kwartale, koszty działania mogą zaś lekko wzrosnąć ze względu na efekty sezonowe, ale dynamika roczna wspomnianych linii rachunku wyników powinna być zbliżona do tej obserwowanej w III kwartale – dodaje Jańczak.

W podobnym tonie wypowiada się Maciej Marcinowski, analityk Trigona DM. – Na pewno tempo wzrostu wyniku odsetkowego w IV kwartale spowolni ze względu na wyrok TSUE dotyczący kredytów konsumenckich, ale też wygaśnie efekt niskiej bazy w przypadku dwóch banków, które przejmowały konkurentów, a to do tej pory podbijało tempo wzrostu. Pod względem wyniku z prowizji także z tego względu może dojść do spowolnienia wzrostu rok do roku w okolice 3–4 proc. Oczyszczając koszty działania z efektów fuzji, widać, że tempo ich wzrostu jest nieco niższe niż rok temu, banki szukają oszczędności. W IV kwartale spodziewałbym się wzrostu raczej w okolicach 5 proc. niż ok. 10 proc., jak obecnie, ze względu na wspomniane wygaśnięcie efektu przejęć – dodaje Marcinowski.

W przypadku odpisów kredytowych nie spodziewa się wzrostu, bo baza porównawcza była rok temu zawyżona przez dodatkowe rezerwy na oczekiwane straty wynikające z przejęć przeprowadzonych przez Santandera i BNP Paribas. – Zamiast ponad 20 proc. w skali roku wzrostu odpisów w III kwartale spodziewam się, że w IV kwartale będą podobne jak rok temu.

Większe frankowe odpisy?

Znacznie większy wpływ na rezerwy mogą mieć te na hipoteki walutowe. – Rozpiętość możliwych odpisów jest ogromna, rzędu kilkuset milionów złotych na bank. Jest za wcześnie, aby próbować precyzyjnie oszacować wielkość – zaznacza Jańczak.

Ostatnio pojawiają się informacje, że w IV kwartale banki będą musiały zawiązać tzw. portfelowe rezerwy, które musiałyby uwzględnić także ewentualne sprawy sądowe i szacowany odsetek przegranych. – Moim zdaniem jest za wcześnie na rezerwy portfelowe, raczej w pierwszym kroku spodziewałbym się zwiększenia stopnia objęcia rezerwami już toczących się w sądach spraw, bo jest on na razie bardzo niski. Dopiero w dalszej kolejności oczekiwałbym rezerw portfelowych, w miarę przybywania kolejnych wyroków korzystnych dla klientów. Chyba że do lutego, gdy zarządy i audytorzy będą decydować o rezerwach, ich liczba znacząco wzrośnie, a linia orzecznicza się ukształtuje – mówi Marcinowski.

Trudno mu sobie jednak wyobrazić jednolite podejście wszystkich banków do tych rezerw. – Audytorzy mogą wymusić stworzenie modelu, ale to zarząd na podstawie swoich informacji będzie decydował, jakiej wielkości będą rezerwy, a audytor to podejście oceni. Takie banki jak BNP Paribas czy PKO BP, które mają sporo hipotek denominowanych i do tej pory małą liczbę spraw w sądach, nie mają podstaw, by zawiązywać tak samo duże rezerwy jak mBank, Millennium, Getin Noble czy Santander, które mają głównie kredyty indeksowane, trudniejsze dla banku do obrony w sądach – uważa ekspert Trigona.

– Nastawienie do sektora bankowego jest słabe i takie pozostanie, banki mogą być nadal niedoważane przez zarządzających. Wyniki IV kwartału nie będą paliwem do poprawy nastrojów. Notowania banków mogą nadal zachowywać się słabo, choć należy pamiętać, że po mocnym spadku latem odbiły tylko nieznacznie lub wcale w niektórych przypadkach i sporo negatywnych informacji jest już w cenach. Niepewność dotycząca wyników, szczególnie ze względu na sprawy frankowe, pozostanie jednak na długie miesiące – uważa analityk Ipopemy.

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.