REKLAMA
REKLAMA

Analizy

Trudno będzie o trwałe odbicie rynków wschodzących

Jeśli wreszcie rynki rozwijające się zaczną odrabiać straty, na co jest krótkoterminowa szansa, skorzystają na tym największe spółki zebrane w WIG20. Te średnie i małe firmy nadal będą pod presją z powodu lokalnych problemów.
Foto: AFP

Zwyżki indeksów w USA w ostatnich dniach wsparły notowania akcji na rynkach wschodzących, ale wciąż wypadają one bardzo słabo na tle tych rozwiniętych. Od początku roku MSCI EM stracił ponad 19 proc., a w tym czasie MSCI US zyskał blisko 19 proc.

Surowce nie pomagają

Skąd ta słabość? – W obecnej fazie cyklu, wraz z rosnącą inflacją, kraje eksportujące surowce i wchodzące do koszyka emerging markets powinny mieć paliwo do wzrostów. Szczególnie jeśli uwzględnimy skalę przeceny w tym roku. Jednak struktura indeksu MSCI EM, który teraz bardziej zależy od spółek konsumpcyjnych, handlowych i technologicznych, nie daje ekspozycji na wzrosty cen surowców. Dodatkowo to właśnie spółki z branży technologicznej rozpoczęły trwającą korektę, bo to ten sektor najwcześniej, oprócz branży automotive, odczuł efekty wojen handlowych. Z kolei kraje eksportujące surowce – jak Brazylia i Rosja – mają niski udział w indeksie, przez co ich pozytywny wpływ jest ograniczony – mówi Dariusz Świniarski, zarządzający w DM TMS Brokers.

Wskazuje też na Chiny ze swoim ponad 28-proc. udziałem w indeksie, które ocenia jako największy czynnik ryzyka. – Słabnący wzrost PKB tego kraju w wyniku narastającego protekcjonizmu i wojny handlowej z USA wraz z wysokim zadłużeniem firm nie ma przed sobą jasnej perspektywy poprawy dynamiki. Potwierdza to słaby październikowy wskaźnik PMI w przemyśle – dodaje Świniarski. Jego zdaniem przy słabych nastrojach wobec rynku akcji w USA nie można oczekiwać trwałego odbicia w całym koszyku rynków rozwijających się, co nie przekreśla lepszego zachowania wspomnianych eksporterów surowców.

– W kolejnych miesiącach spodziewam się utrzymania słabego nastawienia do rynków rozwijających się – mówi Adrian Apanel, zarządzający w MM Prime TFI. Wskazuje, że ostatnio skumulowało się dużo negatywnych czynników i ich odwrócenie jest konieczne do poprawy sytuacji.

Foto: GG Parkiet

– Głównym rozgrywającym będzie Fed. Jeśli uda się pod argumentem słabnącej koniunktury złagodzić ton i pokusić się o bardziej gołębie komentarze, będzie większa szansa na słabszego dolara i powrót inwestorów na rynki rozwijające się. Kolejnym czynnikiem powinien być prawdopodobny koniec wojny handlowej. Strona chińska nałożyła już cła na prawie cały amerykański import i nie ma wiele pola do dalszych kroków. Te zapewne zostaną poczynione przez administrację Donalda Trumpa, ale w pewnym momencie obu stronom zabraknie amunicji i w końcu zaczną się poważne rozmowy o porozumieniu. Pozytywną informacją dla rynków EM i DM może być kompromis włoski. To miałoby pozytywny wpływ na rynki akcji, a rynki rozwijające się zwykle więcej zyskują na odwróceniu nastrojów, więc właśnie tu upatruję ewentualnej szansy lepszych ich wyników – wyjaśnia Apanel.

Szczególnie słaby był dla rynków rozwijających się październik, gdy strata do tych rozwiniętych jeszcze się powiększyła. – W ujęciu krótkoterminowym, czyli w perspektywie paru tygodni, rynki powinny odbić, a szczególnie potencjał do tego mają wschodzące, które od początku tego roku zachowywały się słabo, m.in. ze względu na umacniającego się dolara – mówi Marek Buczak, zarządzający w Quercus TFI. Stanie się tak, jeśli spełnione zostaną pewne założenia. – Sytuacja geopolityczna będzie stabilna, nie będzie kolejnych odsłon wojny handlowej, a dolar, co wydaje mi się prawdopodobne, główną część ruchu aprecjacyjnego ma za sobą. Słabo ostatnio zachowywały się też niektóre rynki rozwinięte, jak na przykład niemiecki, więc również tu oczekiwałbym odbicia. Jeśli tak rzeczywiście się stanie, będzie to pozytywne dla GPW i możliwe byłyby wtedy krótkoterminowe wzrosty WIG20. Wysoki pesymizm inwestorów należy odczytywać jako sygnał, że jesteśmy już blisko krótkoterminowego przesilenia – zaznacza Buczak.

GPW z własnymi kłopotami

Słabo wygląda sytuacja małych i średnich spółek, które mocno tracą już od dawna. – Afera GetBack, umorzenia w TFI, odwrócenie się inwestorów indywidualnych od rynku i szczyt koniunktury nie sprzyjają notowaniom. Trudno dopatrzeć się światełka w tunelu. Argumenty o niskich wycenach nie trafiają do mnie, podobnie jak nie trafiały miesiące temu. Szansą na krótkie odbicie może być potencjalnie dopiero rajd św. Mikołaja – mówi Apanel.

Problemem jest kiepski popyt w tej części rynku, zdominowanym przez krajowych inwestorów, i trudno spodziewać się nagłej poprawy napływów do TFI. Szczególnie że wyniki funduszy za ostatnie miesiące są bardzo słabe. Ale to niejedyny problem, bo wiele spółek ma za sobą kilka kwartałów słabych wyników, co przekłada się na bieżąca niską wycenę rynkową i dużą niepewność inwestorów co do ich poprawy, biorąc pod uwagę słabnące momentum makroekonomiczne. – Negatywny wpływ umorzeń będzie wygasał, ale wyniki firm nadal nie zachęcają do hurtowych zakupów. Ten sezon wynikowy na GPW nie pokaże odwrócenia negatywnych tendencji. W środowisku pogarszania się krajowej koniunktury i otoczenia zewnętrznego wciąż widoczna będzie presja kosztów mimo poprawy przychodów, w wielu małych i średnich firmach będzie widać erozje marż. Kluczowa jest uważna selekcja, bo na odbicie na indeksach trzeba jeszcze poczekać – mówi Świniarski.

– Na rynku polskim robi się coraz taniej. Niestety może to być za mało, żeby uzasadnić inwestycje w rodzime spółki. Wiele wskazuje, że w najlepszym wypadku lokalnym podmiotom uda się poprawić wyniki tylko o wysokie kilka procent wobec tego roku. Nie jest to jednak pewne, zwłaszcza w segmencie małych i średnich firm, gdzie mogą pojawiać się największe presje ze strony kosztów wynagrodzeń i energii. Ten rok pokazał, że spółki mają problem z przerzucaniem wyższych kosztów na klientów końcowych. Dodatkowym utrudnieniem będzie notoryczny brak „świeżego kapitału". O ile w przypadku blue chips jest szansa, że załapią się na napływ pieniędzy z zagranicy, gdy poprawi się globalna koniunktura, o tyle reszta spółek jest zakładnikiem lokalnej sytuacji. Bardzo zły PR wokół niektórych TFI i liczne zmiany regulacyjne na polskim rynku kapitałowym nie dają dużych podstaw do optymizmu – dodaje Ryszard Miodoński, zarządzający w Noble Funds TFI.

– Wybiegając nieco dalej w przód, w perspektywie półrocznej, jestem ostrożny, bo pojawia się sporo negatywnych aspektów fundamentalnych. To głównie pogarszające się perspektywy dla gospodarki światowej. Szczególnie negatywna byłaby wyższa inflacja wywołana m.in. drogimi surowcami w połączeniu z niższym wzrostem gospodarczym, co mogłoby spowodować konieczność podwyżek stóp procentowych przez banki centralne i co osłabiłoby pozycję przedsiębiorstw. Na nastroje inwestorów negatywnie wpływają też takie czynniki jak decyzje prezydenta Trumpa, niepewność polityczna w Niemczech czy sytuacja finansowa Włoch. Rośnie prawdopodobieństwo odwrócenia długoterminowego trendu na rynkach w perspektywie 2019 r. – mówi Buczak.

Powiązane artykuły

REKLAMA
REKLAMA

Wideo komentarz

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA