REKLAMA
REKLAMA

Analizy

Wymogi MREL mogą nadejść rok później i ze „ścieżką dojścia”

Prawdopodobnie nowe wymogi regulacyjne będą obowiązywać dopiero od początku 2024 r. – informuje Bankowy Fundusz Gwarancyjny, który rozważa wyznaczenie poziomów, które instytucje miałyby osiągać stopniowo.
Foto: Adobestock

Najgorsze pod względem wzrostu wymogów kapitałowych dla polskich banków już najprawdopodobniej minęło i choć wciąż są wysokie, to teraz głównym powodem zmartwienia stają się wymogi dotyczące tzw. MREL. Bankowcy mają ból głowy nie tylko od zastanawiania się, jak je spełnić, ale także jak wykorzystać pozyskaną w ten sposób płynność.

60–100 mld zł potrzeb?

MREL (ang. minimum requirement for own funds and eligible liabilities) to nałożony przez regulacje unijne wymóg mający zwiększyć bezpieczeństwo banków i oddalić ryzyko ponoszenia kosztów ratowania banków przez klientów czy podatników. To minimalna wartość funduszy własnych i zobowiązań podlegających umorzeniu lub konwersji w razie popadnięcia banku w problemy finansowe.

Bankowy Fundusz Gwarancyjny, który wyznacza poziom MREL bankom, przyjął pięcioletni okres przejściowy i nowe wymogi miały obowiązywać od 1 stycznia 2023 r. Jednak w czerwcu przyjęto nowelizację unijnych przepisów tzw. pakietu bankowego i wśród zmian jest ta dotycząca zharmonizowania okresu przejściowego, co oznacza, że banki dostaną o rok więcej na dostosowanie się do wymogów MREL – informuje nas BFG. Stanie się tak także w Polsce, ale wcześniej konieczna jest implementacja zmienionych przepisów unijnych do krajowego prawa (czas do 28 grudnia 2020 r.)

To jednak nie koniec korzystnych dla banków informacji w sprawie MREL. W planach przymusowej restrukturyzacji banków przyjmowanych w latach 2017 i 2018, BFG wyznaczył poziomy docelowe tego wymogu. – W bieżącym roku w planach i przeglądach planów przymusowej restrukturyzacji Fundusz rozważa wyznaczenie ścieżki dojścia do wymaganego poziomu MREL – informuje biuro prasowe BFG.

Mimo to dla banków i tak spełnienie wymogów MREL będzie wielkim wyzwaniem ze względu na skalę emisji. Przy obecnych wymogach BFG w tym zakresie szacuje się, że sektor będzie musiał podnieść fundusze MREL o ponad 60 mld zł, ale pojawia się kwota nawet 100 mld zł (wskazywał na nią Fitch). Można ją osiągnąć na trzy sposoby: akumulując zyski (najmniej efektywne, bo uderza w kluczową dla inwestorów rentowność kapitałów), emitując nowe obligacje typu senior non-preffered (to dług nieuprzywilejowany, który plasuje się między zwykłymi, bezpieczniejszymi obligacjami senioralnymi, dla banków tańszymi, a drogimi papierami podporządkowanymi) lub emitując właśnie dług podporządkowany (podnosi także łączny współczynnik wypłacalności, ale jest najdroższy).

Foto: GG Parkiet

– Szacunki mówiące o konieczności emisji przez polskie banki obligacji pod MREL rzędu 60–100 mld zł są zawyżone. Zakładam, że ostateczna kwota będzie mniejsza. Poluzowanie wymogów dotyczących MREL i wprowadzenie ścieżki dojścia na kolejne lata byłoby dobrym pomysłem, należy te wymogi rozłożyć w czasie, bo potrzeby są spore, a pojemność polskiego rynku długu mała. Mógłby wchłonąć 5 mld zł tego typu papierów, 50 mld zł to kwota absolutnie nieosiągalna – uważa Piotr Miliński, zarządzający w Quercus TFI.

Dlatego banki czeka wyjście na rynek zagraniczny, co będzie sporym wyzwaniem. – Poziom tego wyzwania będzie różny, bo są w Polsce banki mające spore problemy, którym będzie bardzo trudno wyemitować obligacje pod MREL, ale też banki frankowe, jak Millennium czy mBank, którym może być trudniej uplasować takie papiery niż choćby Pekao, który jest dużym graczem i problemu z frankami w bilansie nie ma. To spowoduje, że jedne banki będą płacić więcej za te instrumenty, inne mniej, i będzie to ważny czynnik wpływający na koszty finansowania mogący w dłuższym terminie wpłynąć na ich konkurencyjność będąc w konsekwencji kolejnym bodźcem do konsolidacji sektora – dodaje Kamil Stolarski, analityk Santander Biura Maklerskiego.

Miliński wskazuje też na problemy dotyczące ceny i dostępności finansowania ze względu na kumulację potrzeb w czasie. – Polskie banki są „rozpieszczone" tanim finansowaniem obligacjami na naszym rynku: tu inwestorzy za ich papiery podporządkowane płacą mniej więcej taką premię jak za granicą za dług MREL, czyli „lepszy" i tańszy. Dlatego zakładam, że emisja na zagranicznym rynku może kosztować polskie banki o około 80 pkt baz. więcej niż na polskim – mówi ekspert Quercusa.

Dodaje, że dla dużych banków z Europy spełnienie wymogów MREL nie będzie problemem, ale w latach 2021 i 2022 wszystkie średniej wielkości banki strefy euro wyjdą po to finansowanie. – Dlatego uważam, że dla polskich banków zrobi się ciasno, bo inwestorzy zagraniczni będą musieli wybierać między tymi europejskimi a naszymi. Dziwię się więc, że banki średniej wielkości w Polsce przybrały postawę wyczekiwania aż te duże przetrą rynek. Za dwa lata cała Europa wyjdzie na rynek, ceny wtedy mogą być wyższe niż teraz – dodaje Miliński.

Jednak z drugiej strony słuszna też jest argumentacja banków, że na razie jest za wcześnie na emisje, bo musiałyby płacić „bez potrzeby" przez najbliższe dwa, trzy lata za papiery ośmio- czy dziewięcioletnie, aby od początku okresu obowiązywania wymogów MREL mieć już uplasowane odpowiednie co najmniej pięcioletnie obligacje.

Zdaniem naszych rozmówców problemu z emisjami zagranicznymi nie powinny mieć dwa, trzy największe polskie banki, niektórym pomóc może też zagraniczna spółka matka. Wyjście za granicę będzie trudne dla małych banków, nierozpoznawalnych za granicą.

Od przybytku głowa boli

Stolarski tłumaczy, że uwzględnienie nowego finansowania pod MREL zwiększy koszty finansowania banków i znając konserwatywne podejście polskiego sektora zakłada, że wyraźnie rozwodni to marżę odsetkową netto. Problemem jest też, co banki zrobią z nową płynnością, a już teraz są „nadpłynne" i wciąż ten parametr się poprawia. – Trudno będzie im znaleźć na tyle duże i rentowne alternatywne aktywa do lokowania płynności, aby odrobić droższe finansowanie – uważa analityk Santander BM. Jego zdaniem banki mogą kupować więcej obligacji skarbowych obniżając bazę do podatku bankowego albo jeszcze bardziej ciąć stawki lokat, których aż tyle nie będą potrzebować, ale rodzi to obawę w co klienci banków inwestować będą wyciągnięte z lokat pieniądze. Jest też niebezpieczeństwo, że banki chcąc odbudować marże, będą podejmować bardziej ryzykowne inwestycje, np. kupować bardziej ryzykowne papiery dłużne, żeby zarabiać na carry trade – dodaje Stolarski.

– Tempo przyrostu akcji kredytowej ma swoje granice. Jeśli obligacje senior non-preffered polskiego banku byłyby oprocentowane na 3–3,5 proc., to nawet przy inwestycji w polskie dziesięcioletnie obligacje skarbowe (rentowność 1,75 proc.) banki notują straty – wskazuje Miliński, który szacuje, że w przypadku największych banków płacących za zwykłe obligacje senioralne 0,5 pkt proc. ponad WIBOR, nowe papiery senior non-preffered mogą mieć marże nawet około 1,2 pkt proc.

Powiązane artykuły

REKLAMA
REKLAMA

Wideo komentarz

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA