Analizy

Jak najtaniej spłacać kredyt walutowy

Banki mocno ograniczyły klientom indywidualnym dostęp do kredytów walutowych. Kilkaset tysięcy rodzin, które wzięły takie pożyczki w minionych latach, szuka możliwości ograniczenia rat, które poszły w górę w wyniku spadku wartości złotego. Jak się okazuje, takich możliwości dziś nie brakuje

Monika Krześniak

Foto: Archiwum

Po wejściu ustawy antyspreadowej w niektórych bankach nawet co czwarty posiadacz kredytu walutowego spłaca go bezpośrednio we franku czy euro, bez przeliczania na złote.

Spready zostały ograniczone

W Raiffeisen Bank Polska już 25 proc. klientów posiadających kredyty walutowe korzysta z opcji spłaty rat bezpośrednio w walucie kredytu. Przed wejściem w życie ustawy antyspreadowej było to zaledwie 2–3 proc.

W Kredyt Banku kredyty spłacane bezpośrednio w walucie kredytu stanowią ok. 6 proc., podczas gdy tuż przed wejściem w życie ustawy antyspreadowej było to  2 proc. W Millennium ten odsetek wzrósł do 7 proc. z 5?proc., a w ING Banku Śląskim z 3?proc. do 4 proc.

Nowe przepisy wymusiły spadek spreadów, w bankach, w których były one najwyższe, np. w Getin Banku. – Po wejściu w życie ustawy antyspreadowej średni spread dla franków szwajcarskich w bankach spadł z 6,68 proc. do 6,34 proc. Niemniej w kantorach nadal dużo bardziej opłaca się wymieniać walutę, tam spread w zależności od miasta wynosi od 1 proc. do 4 proc. – mówi Jacek Kasperczyk, analityk porównywarki kredytowej Comperia.pl. Z jego wyliczeń wynika, że samodzielna wymiana walut może przynieść kredytobiorcy realne oszczędności. Przy kredycie na 300 tys. denominowanym we frankach, kupując walutę samodzielnie w kantorze, zaoszczędzimy blisko 35 zł miesięcznie, co w całym okresie kredytowania da ponad 10 tys. oszczędności.

Gdzie najkorzystniej kupić waluty

Coraz częściej Polacy oprócz wykorzystania tradycyjnych metod pozyskania waluty (przeksięgowanie złotych po kursie banku, który proponuje niższe spready, lub wizyta w kantorze) korzystają z usług tzw. kantorów internetowych. Najpopularniejsze odnotowują już obroty sięgające kilkudziesięciu milionów złotych miesięcznie. Na przykład Internetowykantor.pl we wrześniu przewalutował 60 mln zł. – Zauważamy zwyżki zarówno po stronie klientów indywidualnych, jak i firm, które wymieniają znacznie wyższe kwoty – mówi Michał Czekalski, współwłaściciel i partner zarządzający serwisu. – Skala transakcji utrzymuje się od kilku miesięcy w trendzie ros-nącym – przyznaje Tomasz Król, członek zarządu Inwestycje Alternatywne Profit, prowadzącej portal e-kantorwalutowy.pl. 30–40-proc. dynamikę zauważa także Arkadiusz Kondek, członek zarządu TNN Finance zarządzającej portalem kantoronline.pl

Zachętą do korzystania z ich usług jest wygoda – osoba potrzebująca dewiz przelewa odpowiednią kwotę na podany rachunek serwisu w danym banku, po czym otrzymuje przelew z powrotem już w walucie. Jeżeli trafia on na konto w banku, z którym internetowy kantor ma umowę, unika się prowizji. Zdaniem części ekspertów prostota oznacza jednak, że operacje nie są do końca bezpieczne. Zwykle bowiem klient nie podpisuje indywidualnej umowy z e-kantorem, przelewając środki deklaruje tylko, że zgadza się z treścią regulaminu danego serwisu. Potwierdzeniem otrzymania przelewu przez e-kantor jest zwykle e-mail.

Dotąd nie pojawiły się problemy z wypłacalnością serwisów – w ich wypadku niskie kapitały większości operatorów mogą nie wystarczyć, aby spłacić wierzycieli. Wszystkie portale walczą za to o jak najlepsze rekomendacje.

– Zależy nam na tym, aby klienci korzystali z naszych usług motywowani jakością i możliwościami, jakie oferujemy, a nie zobowiązaniem w formie umowy – wyjaśnia Michał Czekalski. Niektóre e-kantory proponują możliwość dostawy waluty kurierem, a także renegocjacji stawek przy większych kwotach.Z relacji szefów e-kantorów wynika, że Polacy z rezerwą podchodzą do nowych form pozyskania waluty. – We wrześniu dynamika osób spłacających kredyty istotnie przekroczyła 100 proc. miesiąc do miesiąca. Byłbym jednak ostrożny co do stwierdzenia, że Polacy gromadnie rozpoczęli spłatę kredytów walutowych z wykorzystaniem alternatywnych wobec banków sposobów pozyskiwania pieniądza. Według mojej oceny osoby spłacające kredyty walutowe korzystające z elektronicznych kanałów pozyskiwania waluty to zaledwie pojedyncze procenty – ocenia Grzegorz Radzikowski, prezes spółki Ingensum, zarządzającej portfelem topFX.pl. O tym, że nowe serwisy i fizyczne punkty wymiany walut nie powstają masowo, świadczą także dane Narodowego Banku Polskiego, który prowadzi rejestr działalności kantorowej (trafiają do niego zarówno klasyczne, jak i internetowe biznesy). Na koniec 2010 r. figurowało w nim 2724 przedsiębiorców, prowadzących 4,33?tys. kantorów. Na koniec czerwca tego roku (ostatnie dostępne dane) przedsiębiorców było 2710, a kantorów niespełna 4 tys. Swój parakantor otworzył niedawno także broker foreksowy TMS Brokers (GoCash). Usługa ta świadczona jest nie na podstawie przepisów o kantorach, ale o działalności maklerskiej polegającej na fizycznej dostawie instrumentu, jakim jest waluta.

Okazje w bankach

Specjalne oferty sprzedaży walut po preferencyjnych kursach mają niektóre banki. Tak jest np. w Banku Handlowym i Alior Banku. – Oferta sprzedaży franków z marżą w wysokości 0,8 proc. dostępna jest codziennie od 9.30 do 17. W pozostałych godzinach obowiązuje oferta ze spreadem na poziomie 3 proc. i marżą sprzedaży w wysokości 1,5 proc. – tłumaczy Dorota Szostek Rustecka z Biura prasowego Banku Handlowego. W Alior Banku można założyć specjalne konto „Kantor", w ramach którego marża transakcyjna (jako procentowa wartość, o jaką kurs w Alior Banku jest wyższy (jeśli klient kupuje franki) bądź niższy (jeśli je sprzedaje) od kursu rynkowego dla franków szwajcarskich, jest stała i wynosi ok. 0,8 proc.

Podobnie jak w Banku Handlowym najbardziej korzystne kursy dostępne są w dni robocze od 9 do 17. W pozostałych godzinach kurs „CHF KANTOR" jest taki jak w podstawowej tabeli kursowej.

Firmy też pożyczają

Ze wszystkich tych ofert mogą korzystać klienci indywidualni – chodzi przede wszystkim o spłacających kredyty mieszkaniowe. Jaka jest sytuacja, jeśli chodzi o kredyty walutowe zaciągnięte przez firmy?

Bankowcy podkreślają, że kredyty walutowe stanowią niewielką część portfela korporacyjnego. Przykładowo w BRE jest to jedna trzecia tego portfela, w Banku BPH udział kredytów walutowych dla przedsiębiorstw wynosi 19 proc., w DB PBC – 20 proc., w Raiffeisen Bank Polska – 25 proc., a w ING Banku Śląskim – 40 proc. Największy polski bank PKO BP nie publikuje takich danych, ale informuje, że w sprzedaży kredytów dla klienta korporacyjnego ogółem stanowią one „znikomą" ilość.

Przy tym wśród kredytów walutowych dominuje nie frank szwajcarski – jak jest w „hipotekach" dla osób prywatnych – lecz euro.

– W III kwartale 2011 r. takie kredyty stanowiły zdecydowaną większość sprzedaży kredytów walutowych ogółem – mówi Monika Floriańczyk z PKO BP. – Najmniejszym zainteresowaniem cieszą się kredyty denominowane w CHF. Ale kredyty walutowe stanowią obecnie także marginalną część sprzedaży kredytów ogółem dla klienta z sektora MSP. – Zdecydowanie dominuje euro – zgadza się Przemysław Gdański, członek zarządu BRE Banku ds. bankowości korporacyjnej. – Wynika to z tego, że kredyty walutowe zazwyczaj udzielane są eksporterom lub firmom, których przychody powiązane są z daną walutą. Przykładem mogą być nieruchomości komercyjne – wysokość czynszów jest zwyczajowo zdefiniowana w euro. Według Piotra Jabłońskiego, dyrektora Departamentu Bankowości Korporacyjnej w Raiffeisen Bank Polska, utrzymanie pozycji przez euro w najbliższym czasie nie jest jednak przesądzone. – W bieżącym roku zauważalnie rósł wolumen kredytów w euro udzielanych polskim eksporterom, jednak obecnie, wraz z pogarszaniem się koniunktury w Europie Zachodniej, ta tendencja może zacząć wygasać. Druga grupa kredytów w euro to finansowanie dużych projektów inwestycyjnych, np. w nieruchomości komercyjne (centra handlowe, logistyczne). W tym segmencie popyt na kredyt jest stabilny i uzależniony od koniunktury na rynku nieruchomości.

W jakim stopniu firmy interesują się dziś kredytem walutowym w porównaniu rokiem ubiegłym lub z początkiem roku bieżącego?

– Rynek tych kredytów rośnie w stałym, dość stabilnym tempie. Zainteresowanie kredytami walutowymi jest na podobnym poziomie, jak tymi w złotych. Jednak z perspektywy banków w Polsce finansowanie kredytów walutowych staje się trudniejsze i droższe, i to one, jako finansowe instytucje preferują i będą preferować kredytowanie w złotych – wyjaśnia Przemysław Gdański.

– Dziś już w większości banków spłacalność kredytów walutowych dla firm nie różni się od złotowych, bo są one udzielane w sposób bezpieczny, czyli firmom, które mają wpływy w walucie kredytu, dzięki czemu nie są zależne od wahań kursowych – wyjaśnia Piotr Jabłoński z Raiffeisen Banku. – To jest lekcja z kryzysu z opcjami z roku 2009, jaką wyciągnęły zarówno firmy jak i banki.

Podobnie jest w Banku BPH, który również udziela kredytów walutowych tylko w przypadku, gdy firma posiada wpływy w danej walucie, co w efekcie daje naturalne zabezpieczenie przed wahaniami kursu.

– Z tych powodów, a także dlatego, że w sposób naturalny takimi kredytami są zainteresowani raczej tylko eksporterzy i importerzy, nie widać specjalnie dużego zainteresowania klientów kredytami walutowymi – mówi Witold Miś, dyrektor zarządzający obszarem klienta biznesowego w Banku BPH.

Powiązane artykuły