Kruk to jedna z nielicznych dużych spółek z GPW, notujących w tym roku spadki. Po przecenie z ostatnich dni (i jednoczesnych wzrostach Dino Polska) windykacyjna grupa osunęła się na przedostatnie miejsce w tabeli dużych przedsiębiorstw. Słabsze jest tylko Modivo.
Na otwarciu tygodnia Kruk zaliczył zejście do ważnego wsparcia – strefy wokół 400 zł. To tu popyt bronił się m.in. w maju. Czerwiec przyniósł co prawda dalsze zniżki, ale lipiec znów był lepszy. Co więcej, wybicie, a następnie retest poziomu 400 zł dał impuls do umocnienia rzędu około 10 proc. Drugim "byczym" argumentem była obrona 50-proc. zniesienia fali wzrostowej, zapoczątkowanej wiosną poprzedniego roku.
W sierpniu notowania Kruka ukształtowały jednak podwójny szczyt w okolicach 446 zł. Podaż potrzebowała zaledwie trzech sesji, by ściągnąć kurs z powrotem do 400 zł. Handlowi w ostatnich dniach towarzyszy wyraźny wzrost obrotów. Jeśli pułap 400 zł uda się kupującym obronić, to w szerszym horyzoncie mielibyśmy do czynienia z formacją RGR. Szerokość jej zasięgu powinna zaowocować nowym szczytem.
Kapitulacja kupujących może zapowiadać z kolei zamknięcie notowań w szerokim kanale spadkowym, a to naturalnie zapowiadałoby w pierwszym ruchu zejście w okolice 375 zł. Przy tym poziomie wsparciem dla byków byłaby zarówno dolna linia wspomnianego kanału, jak i dolna linia szerokiego ruchu bocznego.
Zgodnie z ostatnimi komunikatami zysk netto grupy w I półroczu wyniósł 555 mln zł, mniej o 5 proc. rok do roku. – Kruk w I półroczu 2026 r. osiągnął solidny wynik przy dobrej rentowności, ale nie urośliśmy tyle, ile chcieliśmy. Częściowo wynika to z osłabienia waluty rumuńskiej względem euro, które w II kwartale obniżyło wynik o 59 mln zł. Jestem zadowolony z tego, że każdy z rynków miał już pozytywną kontrybucję EBITDA – komentował Piotr Krupa, prezes Kruka.