Cypryjski wehikuł należał pierwotnie do Marka Falenty, biznesmena uwikłanego w tzw. aferę podsłuchową. Falenta poprzez Trinitybay posiadał około 33 proc. akcji Hawe, pod zastaw których zaciągnął wraz ze swoim szwagrem Krzysztofem Rybką kredyt w Alior Banku. Zabezpieczeniem spłaty kredytu był także majątek Hawe Telekom, spółki zależnej Hawe.

W ubiegłym roku Falenta ogłosił, że nic nie łączy go z Hawe. Podobne deklaracje składa dziś Daniel Majchrzak. Do kogo należy Trinitybay jednak nie zdradza. Według niego nie ma to związku z roszczeniem wobec Alioru.

Jaka jest podstawa roszczenia? Otóż Trinitybay uważa, że bank... „niewłaściwie oceniał ryzyko kredytowe, udzielając pożyczek Markowi Falencie i innym osobom" i nie dochował odpowiednich wymogów. „W efekcie bank doprowadził do udzielenia kredytu, którego kredytobiorcy nie byli w stanie spłacić" – czytamy w oświadczeniu Trinitybay. Podmiot ten twierdzi także, że „Bank ponosi odpowiedzialność za skutki niezrozumiałych i niewłaściwych decyzji podejmowanych wobec zabezpieczonych na rzecz banku akcji Hawe należących do Trinitybay".

Zdaniem b. akcjonariusza Hawe, Alior spieniężył akcje giełdowej spółki za późno, gdy kurs znacząco spadł, zamiast w latach 2012–2013. W odpowiedzi na nasze pytanie o to, czy już w tych latach Falenta nie spłacał zobowiązań wobec banku, Majchrzak poinformował nas, że –miały miejsce opóźnienia".

– Zarzuty podniesione w oświadczeniu Trinitybay Investments Limited są pozbawione jakichkolwiek podstaw faktycznych i prawnych – mówi Julian Krzyżanowski, rzecznik Alioru. – Bank nie otrzymał od Trinitybay żadnego wezwania do zapłaty ani pozwu, przy którym firma Trinitybay musiałaby swoje twierdzenia i roszczenia poprzeć realnymi i wiarygodnymi dowodami – dodaje. Zapewnia, że Alior nie naruszył przepisów i zapisów umów, a ochrony swoich praw może dochodzić w sądzie.