To dobry moment na podtrzymanie zainteresowania urządzeniem, które w sprzedaży jest dostępne od 2017 r., bo za rogiem czekają prezentacje konsol kolejnej generacji Sony i Microsoftu. I choć konkurencja jest coraz większa, deweloperzy dalej widzą potencjał do sprzedaży swoich gier.
Notowana na NewConnect krakowska spółka iFun4All podkreśla, że traktuje sprzedaż swoich tytułów na konsolę Switch priorytetowo. Jacek Głowacki, menedżer ds. rozwoju, opisuje, jak zmieniła się sprzedaż gier na konsolę dwa lata po jej debiucie na rynku.
– Aktualnie rynek jest mniej korzystny niż jesienią 2017 roku, kiedy wraz z Curve Digital wydawaliśmy „Serial Cleaner" w USA, Europie, a następnie również w Japonii. Wtedy przychody ze sprzedaży tytułu, ale i gier „Red Game Without a Great Name" oraz „Green Game: Timeswapper" przekraczały nasze najśmielsze oczekiwania – wspomina menedżer.
– Dość powiedzieć, że „Serial Cleaner" już w weekend otwarcia trafił do TOP 40 najlepiej sprzedających się nowych tytułów w Ameryce Północnej i TOP 30 w tej samej kategorii w Japonii. Cały koszt przygotowania i wydania wersji na Switcha zwrócił się w dwa tygodnie i cały czas na nim zarabiamy. Dziś jest oczywiście trudniej, natomiast osobiście wyznaję zasadę, że każdy nowy rynek jest świetną okazją dla dewelopera, żeby nauczyć się nowej platformy i w ten sposób zwiększyć zasób wiedzy firmy i przychody ze sprzedaży – podkreśla Głowacki.
Rynek jest trudniejszy głównie z powodu znacznie większej liczby dostępnych na Nintendo eShop gier, tłumaczy Głowacki. Zwłaszcza z segmentu AAA, czyli o najwyższych budżetach, które poważnie drążą portfele użytkowników.