Najbardziej w oczy rzuca się dramatyczna zmienność notowań metali szlachetnych. Cena złota, która jeszcze w trakcie przedostatniego dnia stycznia była prawie 30 proc. na plusie od początku roku (!!!) – co stanowiło niemal połowę całego ubiegłorocznego wzrostu – w kolejnych dniach runęła w najgorszym momencie o ponad 20 proc. A na rynku srebra skala tych wahań była jeszcze większa.

W ujęciu technicznym tąpnięcie doprowadziło do spadku dziennego oscylatora RSI z ultrawysokiego pułapu 90 punktów do neutralnej strefy poniżej 50 punktów. Poprzednio – w październiku ubiegłego roku – podobne (choć nieco bardziej rozłożone w czasie) schłodzenie pozwoliło osiągnąć lokalne dno korekty, z którego potem wznowiona została wspinaczka notowań.

Trochę w cieniu tych ostatnich wydarzeń były, w niektórych przypadkach solidne jednakże osiągnięcia rynków papierów wartościowych. Co prawda amerykański wskaźnik S&P 500 nie okazuje się tegorocznym światowym czempionem, z niespełna 2-procentową zwyżką od początku roku w chwili pisania tego komentarza, ale wyraźnie lepiej wypada na przykład indeks rynków wschodzących, który mimo korekty związanej ze wspomnianą zawieruchą na rynku metali szlachetnych, jest ponad 6 proc. na plusie. A jeszcze lepiej radzi sobie Warszawski Indeks Giełdowy, którego siła relatywna względem S&P 500 znalazła się na koniec stycznia najwyżej od lutego 2020 r.

Innymi słowy, polskie akcje odrobiły wreszcie całe relatywne zaległości od czasu pandemii.