Saudyjczycy nie podali jeszcze szczegółów dotyczących szkód, jakie w wyniku ataku dronów wyrządził kluczowy rurociąg biegnący ze wschodu na zachód do Morza Czerwonego, co mogłoby wpłynąć na 4 proc. światowych dostaw ropy naftowej.
– Skala uszkodzeń rurociągu pozostaje nieznana z powodu lakonicznych komunikatów ze strony Arabii Saudyjskiej. Zdjęcia satelitarne ujawniają znaczne uszkodzenia, jednak ich zakres można wiarygodnie ocenić tylko na miejscu. Potencjalna przerwa w dostawach może potrwać od kilku tygodni do nawet kilku miesięcy, zwłaszcza jeśli uszkodzone zostały kluczowe przepompownie. Jeśli jednak zniszczenia okażą się powierzchowne, to okres wyłączenia rurociągu może być krótszy – mówi dr inż. Tomasz Włodek z Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie.
Wpływ ataku na globalne rynki
Jak podaje dziennik The Guardian, zdjęcia satelitarne opublikowane w niedzielę 13 września pokazują, że stacja pomp na kluczowym 1200-kilometrowym rurociągu łączącym Arabię Saudyjską ze wschodem i zachodem została poważnie uszkodzona w wyniku ataków dronów w piątek 11 września. Nie ma jednak potwierdzenia ze strony Saudyjczyków.
Dalszy spadek dostaw ropy naftowej z Arabii Saudyjskiej, największego eksportera ropy na świecie, pogłębi globalny kryzys podaży, który już doprowadził do wzrostu cen paliw do rekordowych poziomów i pobudził inflację na całym świecie. Wiadomość ta zbiegła się z atakiem jemeńskich sił Huti, wspieranych przez Iran, na cele w Arabii Saudyjskiej i zdobyciem strategicznej wyspy Perim w cieśninie Bab al-Mandab, co pozwoliło im rozszerzyć kontrolę nad wąskim szlakiem wodnym.
Incydent dodatkowo obciąży już niestabilny rynek energii. Ceny ropy i gazu rosną i trend ten prawdopodobnie się utrzyma, dopóki sytuacja geopolityczna w regionie się nie uspokoi. – Nie ma obecnie sygnałów o deeskalacji, a rurociąg był postrzegany jako alternatywa dla zamkniętej cieśniny Ormuz, co dodatkowo komplikuje sytuację. Atak na rurociąg, w połączeniu z zagrożeniami w rejonie cieśniny Bab al-Mandab ze strony jemeńskich Huti, może znacząco wydłużyć drogi dostaw ropy. Tankowce, by ominąć zagrożone akweny, będą musiały opływać Afrykę, co zwiększy koszty i wydłuży czas transportu, zwłaszcza w kierunku rynków azjatyckich – mówi ekspert.
– Po ataku ceny ropy automatycznie wzrosły. Jeśli Arabia Saudyjska ogłosi szybkie przywrócenie działania rurociągu, rynki mogą się uspokoić i nastąpi korekta cen, prawdopodobnie poniżej 100 dolarów za baryłkę. Jednak bez szerszej deeskalacji konfliktu (szczególnie w rejonie Ormuz) ceny ustabilizują się w przedziale 90–95 dolarów za baryłkę, czyli na poziomie sprzed ostatniego ataku – wskazuje nasz rozmówca.
Atak na rurociąg w Arabii Saudyjskiej wprowadza znaczną niepewność na już niestabilnym rynku energii. – Czas przerwy w dostawach jest nieznany, ale incydent z pewnością wywoła krótkoterminowe negatywne skutki i może doprowadzić do wydłużenia globalnych szlaków transportowych. Ewentualna korekta cen ropy poniżej 100 dolarów za baryłkę zależy od czasu naprawy i komunikatów ze strony Arabii Saudyjskiej, jednak bez deeskalacji w regionie ceny pozostaną na wysokim poziomie – podsumowuje Tomasz Włodek.
Ceny paliw znów wzrosną
Ceny paliw nieuchronnie wzrosną, przebijając psychologiczną barierę 9 zł w przypadku oleju napędowego pomimo rynkowego oporu przed takimi poziomami.
– Dane z rynku hurtowego i bieżąca premia za ryzyko już teraz wskazują na potencjalny pułap 9,30 zł. Kluczowym czynnikiem moderującym lub eskalującym tę sytuację jest przepływ informacji dotyczących przerwy w działaniu rurociągu w Arabii Saudyjskiej. Komunikat o szybkim przywróceniu sprawności może uspokoić rynek i wyhamować wzrosty, podczas gdy brak takiej informacji w ciągu najbliższych dni nieuchronnie doprowadzi do dalszej eskalacji cen z powodu faktycznych braków surowca, a nie tylko z powodu niepewności – mówi Urszula Cieślak, analityczka rynku paliw biura Reflex.
Prognozy wzrostu cen są napędzane przez dwa główne czynniki: ubiegłotygodniowe podwyżki na rynku hurtowym oraz bieżący wzrost premii za ryzyko związany z niepewnością geopolityczną. – Mimo że rynek naturalnie opiera się przed przekraczaniem psychologicznych barier, takich jak 10 zł dla oleju napędowego, analitycy oceniają, że przy obecnych uwarunkowaniach, bez dalszych negatywnych zdarzeń, cena docelowa kształtuje się w okolicach 9,30 zł. Poziom 8,99 zł jest postrzegany jako tymczasowy punkt oporu, który rynek będzie próbował utrzymać, ale prawdopodobnie nie zdoła go obronić w obliczu fundamentalnych presji – dodaje analityczka.
Kierunek, w którym będą kierować się ceny, jest całkowicie uzależniony od charakteru i terminu komunikatu dotyczącego uszkodzenia infrastruktury przesyłowej ze strony dostawców ropy z Arabii Saudyjskiej. – Wpływ fizycznego braku dostaw ropy stanie się odczuwalny za kilka dni, gdyż obecne zapasy wystarczą na około 8 dni – podkreśla Urszula Cieślak.
Mamy przed sobą obecnie dwa rozbieżne scenariusze. Pierwszy, optymistyczny, zakłada, że pojawi się oficjalny komunikat o tym, że uszkodzenia są niewielkie i ciągłość dostaw zostanie szybko przywrócona. Taka informacja uspokoiłaby rynek, redukując premię za ryzyko i potencjalnie zatrzymując dalsze wzrosty cen. Drugi, negatywny scenariusz zakłada brak komunikatu lub informację o długotrwałej naprawie rurociągu. – W tym przypadku, po wyczerpaniu krótkoterminowych zapasów, fizyczny brak surowca na rynku spowoduje gwałtowny i nieunikniony wzrost cen, napędzany już nie tylko ryzykiem, ale realnym deficytem podaży – wskazuje analityczka.
Orlen uspokaja
Mimo że dostawy ropy saudyjskiej płynęły do polskich rafinerii, właśnie z kierunku zasilanego przez zaatakowany saudyjski rurociąg, Orlen uspokaja, że dostawy surowca do rafinerii Grupy Orlen realizowane są bez zakłóceń. – Koncern dywersyfikuje źródła dostaw i rozwija własne wydobycie. Tylko w tym roku spółka m.in. zabezpieczyła do 1/4 zapotrzebowania w ramach umowy z norweskim Equinor i zwiększyła własne zasoby o 60 mln baryłek ropy (boe) poprzez zakup udziałów w norweskim złożu Goliath – wskazuje spółka i zapewnia, że Orlen dysponuje obecnie zdywersyfikowanym i elastycznym portfelem dostawców oraz własnymi zasobami i jest w stanie na bieżąco reagować na zmiany na globalnym rynku surowcowym.
Skąd saudyjska ropa dociera do Polski? Jeszcze w lipcu Orlen informował nas, że firma nie realizuje dostaw ropy do rafinerii należących do jego grupy kapitałowej przez Cieśninę Bab al-Mandab ani przez Cieśninę Ormuz. W przypadku dostaw z Arabii Saudyjskiej ładunki odbierane są w Egipcie, w terminalu Sidi Kerir. Jak wynika z raportu rocznego spółki za 2025 r., dostawy surowca do Polski płynęły w ub.r. z Bliskiego Wschodu i Zatoki Perskiej (40 proc.), Europy i Morza Północnego (36 proc.) oraz z innych kierunków, w tym z USA (24 proc.).
Liczący 1200 km (745 mil) rurociąg, biegnący przez Półwysep Arabski, w ciągu ostatnich sześciu miesięcy stanowił główną drogę transportu ropy z Bliskiego Wschodu na rynki światowe. Magistrala ta przesyłała 4–5 mln baryłek ropy dziennie, co stanowiło 4–5 proc. światowej podaży.