Uwaga inwestorów oraz konsumentów jest skupiona przede wszystkim na surowcach energetycznych. Po kilku tygodniach spokoju ropa naftowa powróciła do mocnych wzrostów i notowana jest aktualnie po cenie niemal 108 dolarów za baryłkę. Splot niekorzystnych wydarzeń geopolitycznych sprawia, że widmo kolejnego szoku inflacyjnego staje się coraz bardziej realne, co już teraz przerywa jakiekolwiek nadzieje dotyczące niższych stóp procentowych. W tym niespokojnym otoczeniu ucieczki od ryzyka, polska waluta znalazła się zdecydowanie po stronie defensywnej, nawet pomimo tego, że pomimo raczej gołębiego przekazu na ostatnim posiedzeniu RPP, bliżej nam jednak do podwyżek niż do obniżek.
Beczka prochu na rynku ropy
Ceny ropy Brent poszybowały do poziomu 108 USD za baryłkę. Bezpośrednim impulsem do tak silnych wzrostów było zamknięcie przez Arabię Saudyjską kluczowego w ostatnich miesiącach rurociągu East-West, co nastąpiło w efekcie ataków z użyciem dronów. Sytuacja na Bliskim Wschodzie staje się coraz bardziej napięta. Ryzyko rozszerza się od problemów w Cieśninie Ormuz po działania wspieranych przez Iran rebeliantów Huti, którzy swoimi atakami zagrażają również żegludze w rejonie Cieśniny Bab el-Mandab.
Problem podażowy napędza jednak nie tylko Bliski Wschód. Prezydent Donald Trump wezwał Ukrainę do zaprzestania ataków na rosyjskie rafinerie, otwarcie ostrzegając, że uderzają one w globalną podaż i windują ceny oleju napędowego. Sytuacja jest na tyle poważna, że średnie ceny diesla w USA po raz pierwszy w historii przekroczyły barierę 6 USD za galon. Jakby tego było mało, chińskie rafinerie, w obliczu braku surowca z Bliskiego Wschodu, zmuszone są płacić gigantyczne premie (sięgające ponad 20 USD za baryłkę ponad cenę Brent) za ładunki spotowe m.in. z Rosji czy Afryki, co dodatkowo wysusza i tak już bardzo napięty globalny rynek.
Widmo powrotu inflacji
Taka mieszanka wybuchowa na rynku ropy to fatalna wiadomość dla globalnej gospodarki i banków centralnych. Skok cen energii uderza w proces dezinflacyjny budowany przez polityków po 2022 roku, związany z poprzednim kryzysem energetycznym. Inwestorzy zaczynają obawiać się, że powrót ekstremalnie drogiego diesla o i szybująca w górę ropa naftowa szybko przełożą się na wyższe koszty transportu i produkcji, co z kolei rozleje się na ceny dóbr konsumpcyjnych. Jeśli inflacja wymknie się spod kontroli, instytucje takie jak amerykański Fed czy Europejski Bank Centralny będą zmuszone nie tylko do utrzymania restrykcyjnej polityki monetarnej na dłużej, ale nawet do powrotu do bardzo wysokich stóp procentowych, które ostatnio obserwowaliśmy w 2022 roku. Taka perspektywa naturalnie wspiera dolara, tworząc jednocześnie mordercze środowisko dla aktywów rynków wschodzących.
Złoty ulega awersji do ryzyka
W obliczu tak silnych zawirowań, polska waluta nie jest w stanie utrzymać swojej wcześniejszej stabilności. Złoty traci dzisiaj ze względu na napięcia geopolityczne. Wzrost globalnej awersji do ryzyka wywołany eskalacją na Bliskim Wschodzie oraz realne obawy o mocno proinflacyjny wpływ drogiej ropy stanowią idealną pożywkę dla ucieczki kapitału z rynków wschodzących. Choć wyższa ścieżka inflacji mogłaby teoretycznie skłaniać Radę Polityki Pieniężnej do utrzymywania jastrzębiej retoryki, to w obecnym układzie sił rynek ignoruje czynniki lokalne, skupiając się przede wszystkim na ucieczce do bezpiecznego dolara i franka. Dodatkowo warto pamiętać, że złoty jest negatywnie skorelowany z rosnącymi cenami energii ze względu na uzależnienie Polski od importu surowców, co może negatywnie odbić się na gospodarce w przyszłości, co z kolei może podważyć obecne bardzo pozytywne postrzeganie polskiego rynku przez inwestorów zagranicznych. Z drugiej strony rentowności obligacji rosną w tym momencie w zasadzie w każdej gospodarce.
Aktualne kursy walut
Chwilę przed południem za dolara płacimy 3,7615 zł, za euro 4,3409 zł, za funta 5,0703 zł, a za franka 4,5997 zł.
Michał Stajniak, CFA
Wicedyrektor Działu Analiz XTB
michal.stajniak@xtb.pl