Jak pokazuje historia, mecze na mundialu wpływają też na rynki finansowe. Analizy EBC wykazały, że w trakcie trwania spotkań obroty na giełdach spadają średnio o kilkadziesiąt procent. Szczególnie dotyka to giełd z krajów, które właśnie grają mecz na mundialu – handel na tych giełdach spada wówczas nawet o połowę (inwestorzy krajowi oglądają mecz, a nie notowania). Wyniki spotkań piłkarskich też przekładają się na giełdy. Historyczne raporty Goldman Sachs wskazują, że giełda kraju, który zdobywa mistrzostwo świata, notuje krótkoterminowy wzrost. Średnio w ciągu pierwszego miesiąca po finale rynek zwycięzcy osiąga wyniki o ok. 3,5 do 5,5 proc. lepsze od globalnej średniej. Z racji tego, że w turnieju wygrywa tylko jedna drużyna, a reszta odpada, na rynkach globalnych pojawia się skumulowany negatywny sentyment.

A co z giełdą gospodarza? Państwa organizujące turniej często doświadczają wzrostów indeksów giełdowych w fazie przygotowań (napływ inwestycji infrastrukturalnych, budowa stadionów, hoteli) oraz na początku samego turnieju. W trakcie samego wydarzenia kluczowy staje się napływ walut obcych od turystów, co może umacniać lokalną walutę, choć wpływ ten rzadko przekłada się na długoterminową hossę całego rynku akcji.

Dzięki przegranej ze Szwecją oraz faktowi, że mecze odbywają się w innej strefie czasowej, a my nie jesteśmy gospodarzem, ani polska gospodarka, ani polska giełda nie powinny być podatne na tegoroczny mundial. Możemy zatem skupić się na tematach bieżących, którymi żyje polski rynek kapitałowy.

W ciągu ostatnich tygodni polska giełda ustanawiała kolejne rekordy i wydaje się, że po latach niedoszacowania rodzimych spółek inwestorzy zagraniczni, którzy od kilku lat zdominowali obroty w Warszawie, zaczęli doceniać nasze spółki. W roku 2025 indeks WIG wzrósł o 47 proc., co powoduje że 16-proc. wzrost S&P wygląda skromnie. W tym roku WIG zyskał już 16 proc. i był ponownie lepszy od indeksu amerykańskiego, który zyskał w tym okresie 10 proc. Za wzrostem wycen idzie w parze oczywiście wzrost kapitalizacji, która w ciągu ostatnich pięciu lat prawie się podwoiła. Zatem same sukcesy? Niestety nie.

Łyżką dziegciu w tej beczce miodu jest spadająca od kilkunastu lat liczba notowanych spółek. Jednej z przyczyn tego zjawiska upatruje się w przeregulowaniu rynku. Pojawiające się przez ostatnie lata na rynku kapitałowym nowe regulacje na pewno nie zachęcały do debiutu giełdowego. Czy zatem widoczna ostatnio tendencja deregulacyjna przyciągnie emitentów? Obawiam się, że będzie trudno.

W ramach deregulacji kilka dni temu rozpoczęliśmy stosowanie ostatniego pakietu zmian wprowadzonego Listing Act. Niemal równo po dziesięciu latach od wdrożenia rozporządzenia MAR dokonała się największa jego modyfikacja – emitenci otrzymali uproszczone zasady publikacji informacji poufnych. W przypadkach procesów rozciągniętych w czasie emitent będzie zobowiązany do publikacji jedynie informacji poufnej stanowiącej ostatni etap tego procesu. Procesy pośrednie, o ile będą stanowiły informację poufną, nie będą musiały być publikowane. Nie oznacza to, że emitent będzie mógł o nich zapomnieć. Przeciwnie, będzie musiał pamiętać dłużej. Poza oczywistym obowiązkiem sporządzenia listy insiderów będzie zobowiązany do zachowania poufności tej „pośredniej” informacji poufnej i monitorowania, czy nie nastąpił jej przeciek. Dokładnie tak samo jak w przypadku dotychczasowych procesów opóźniania publikacji informacji poufnej.

Skutkiem zmiany wprowadzonej Listing Act w praktyce zredukowane zostaną wspomniane procesy opóźniania informacji poufnych. Większość bowiem informacji opóźnianych do tej pory to negocjacje umów, które niejako ex lege podlegają po zmianach opóźnianiu. W samym natomiast procesie opóźniania Listing Act wprowadza duże ułatwienie. Zmienia bowiem przesłankę warunkującą skorzystanie z takiego procesu. Do tej pory było to niewprowadzenie w błąd opinii publicznej, a po zmianie będzie brak sprzeczności z ostatnimi komunikatami emitenta. Jest to zmiana istotna, gdyż emitenci mieli obawy w korzystaniu z opóźniania, bo na logikę każdy brak informacji wprowadza w błąd.

Nie mam wątpliwości, że mundial w najbliższych tygodniach będzie jednym z kluczowych tematów, również w środowisku ludzi zajmujących się warszawską giełdą. Prawdopodobnie nie będzie wspólnego oglądania meczów w sali notowań, co miało miejsce przed laty (ktoś jeszcze pamięta?), ale zarówno w mediach fachowych, jak i w rozmowach korytarzowych ten temat będzie częstym gościem.