Dotkliwe spadki cen akcji w ciągu ostatnich dziewięciu miesięcy pod pewnym względem nie są niczym nowym w historii warszawskiej giełdy (i nie tylko tej). Rzecz w tym, że zawsze w trakcie zniżki notowań – dowolnych aktywów, nie tylko akcji – w głowach inwestorów pojawia się naturalna pokusa, by pod wpływem negatywnego doświadczenia jednym ruchem uciąć straty, czyli pozbyć się danych aktywów.
Jak stwierdziliby pewnie doświadczeni traderzy, w samym ucinaniu strat (stop-loss) nie ma nic złego. Jest jednak jeden warunek – musi być to element dobrze przemyślanej strategii. Strategii, w której skład wchodzą również zasady dotyczące kupowania. Czym innym jest natomiast emocjonalne pozbywanie się aktywów tylko dlatego, że mocno potaniały, a nie dlatego, że decyzja taka jest elementem pieczołowicie opracowanego planu działania.