Patrząc na warszawski parkiet przez pryzmat obrotów, rok 2016 niestety przynosi pogłębienie trendu spadku aktywności inwestorów. To oczywiście przekłada się na spadek zainteresowania konkretnymi spółkami. Jest jednak kilka wyjątków, które oparły się negatywnemu trendowi, przykuwając uwagę rynku.

Nagły wzrost zainteresowania

W okresie od stycznia do maja tego roku zaledwie co trzecia spółka notowana na szerokim rynku może się pochwalić wzrostem obrotów swoimi akcjami. Co ciekawe wśród największych podmiotów z WIG20 odsetek ten jest jeszcze mniejszy. W tym gronie zaledwie pięć firm odnotowało wzrost obrotów. Bezkonkurencyjny w tym roku jest Eurocash – łączna wartość tegorocznych obrotów o ponad 40 proc. przewyższa ubiegłoroczny wynik. Co ciekawe, nie ma to przełożenia na zyski posiadaczy akcji. Licząc od początku roku, kurs dystrybutora żywności zanotował kilkuprocentowy spadek.

Większy ruch widać także na walorach PGNiG i PKN Orlen. Wzrost aktywności inwestorów w tym przypadku można wiązać z dynamicznie rozwijająca się sytuacją na rynku ropy naftowej. Warto zauważyć, że w 2016 roku ceny surowca wyraźnie odbiły, po solidnej przecenie z poprzedniego roku. O ile w przypadku spółki wydobywczej, jaką jest PGNiG jest to korzystna sytuacja, o tyle dla przetwórcy surowca Orlenu stanowi to raczej powód do zmartwień z uwagi na kurczące się marże rafineryjne.

W przypadku części spółek wzrost zainteresowania rynku można łączyć z ich pojawieniem się w indeksach. – Wejście w skład prestiżowych indeksów może być jednym z powodów wzmożonego popytu. Wiele funduszy odnosi się do składu indeksów, a pojawienie się spółki w indeksie ułatwia też zauważenie jej, zwłaszcza przez inwestorów zagranicznych. Wejście do indeksu zwykle poprawia płynność na stałe – nie tylko w krótkim terminie – wyjaśnia Adam Łukojć, zarządzający Skarbca TFI. Najlepszym tego przykładem jest wspomniany Eurocash, który w połowie ubiegłego roku wszedł do indeksu MSCI Poland. Wskaźnik ten jest coraz ważniejszą wytyczną dla dużych, międzynarodowych inwestorów finansowych.

W przypadku papierów Grajewa czy Oponeo, gdzie tegoroczne obroty przekroczyły kilkunastokrotnie poziom z poprzedniego roku, przyczyn wzrostu zainteresowania inwestorów tymi firmami może być więcej. – Chodzi np. o wydarzenia, względnie oczekiwanie wydarzenia, mające miejsce w spółce lub w jej otoczeniu. Oponeo może być celem przejęcia, z kolei Grajewo przejęło Pfleiderera znacząco zwiększając swój potencjał po długim okresie niepewności związanych z transakcją – zauważa Łukojć. – Duże zmiany w funkcjonowaniu spółki, jej branży albo w jej akcjonariacie, mogą sprawić, że jedni inwestorzy będą chcieli zwiększyć zaangażowanie i dokupić akcje, a inni – wyjść ze swojej inwestycji, co może czasowo wpłynąć na poziom obrotów. W przypadku obu wspomnianych firm wzrost zainteresowania znalazł pozytywne przełożenie na notowania giełdowe. Nie jest to regułą, co mogą potwierdzać przypadki stosunkowo wysokich obrotów na walorach Inter Carsu czy Biomedu. W tych spółkach głównym powodem wzmożonego handlu w ostatnich miesiącach były w dużej mierze negatywne informacje, które z nich wypłynęły.

Problemy z płynnością obrotu

Inwestorzy handlujący na warszawskim parkiecie znacznie częściej mają jednak powody do narzekań, patrząc na poziom obrotów. Problem ten dotyczy zwłaszcza segmentów małych i średnich spółek, gdzie z uwagi na brak zainteresowania inwestorów zagranicznych emitenci nie osiągają obrotów zbliżonych do potentatów z WIG20. Efekt? Sesje giełdowe, podczas których łączny obrót spółkami z mWIG40 przekroczył 100 mln zł, należą do rzadkości, choć jeszcze kilka lat temu, w okresach sprzyjającej koniunktury, nie były niczym nadzwyczajnym. W przypadku „maluchów" sesyjne obroty rzędu 50 mln zł przy obecnych nastrojach panujących na rynku są praktycznie nieosiągalne (jedna sesja w 2016 r.).

Wśród małych i średnich spółek, podobnie jak w przypadku firm skupionych w WIG20, uwaga inwestorów koncentruje się na ograniczonej liczbie emitentów. Miesięczne obroty akcjami w tych segmentach w 2016 r. na ogół sięgają od kilkunastu do kilkudziesięciu milionów złotych. Nie brakuje podmiotów, w przypadku których miesięczne obroty akcjami wynoszą ledwie 2–3 mln zł. W przypadku najmniej rozchwytywanych „średniaków", których kapitalizacja to kilkadziesiąt milionów złotych, zdarzają się sytuacje, że podczas sesji obroty sięgają... kilku tysięcy złotych. Z kolei w segmencie małych spółek sytuacje, gdzie miesięczne obroty akcjami nie przekraczają 1 mln zł, nie należą do rzadkości, a sesje, podczas których nie dochodzi do żadnej transakcji, nie są niczym nadzwyczajnym. Dla inwestora posiadanie takich papierów wiąże się z dodatkowym ryzykiem.

– Jeżeli obroty są skromne, a ofert kupna i sprzedaży niewiele, to w konsekwencji handel takimi walorami jest utrudniony. Nie można ich odsprzedać w określonym czasie i po atrakcyjnej cenie, bez większych wahań kursu. Powoduje to wzrost ogólnego kosztu zawarcia transakcji, gdyż spread pomiędzy najlepszą ofertą kupna i sprzedaży może pozostawać na nieatrakcyjnym poziomie. Ponadto w okresach podwyższonego optymizmu bądź pesymizmu zwiększa się zmienność. Oznacza to, że ewentualny większy popyt, nie mogąc być zaspokojonym przez oferty sprzedaży, szybko winduje cenę akcji. Jednocześnie w okresie awersji do ryzyka bądź gorszych informacji ze spółki niekoniecznie duża podaż potrafi zepchnąć cenę akcji na niskie poziomy z uwagi na brak ofert kupna po drodze – zwraca uwagę Łukasz Bugaj, analityk DM BOŚ.

Lepiej nie będzie

Jak zauważa Sebastian Trojanowski, zarządzający portfelami w TMS Brokers, niska płynność obrotu na walorach wielu spółek to przede wszystkim wyzwanie dla krajowych instytucji.– Duzi gracze mają przede wszystkim problem z głębokością rynku i praktyczną niemożnością upłynnienia większych pakietów akcji. Standardowym wskaźnikiem jest iloraz ilości sprzedawanych akcji do średniego dziennego wolumenu, który pokazuje liczbę dni konieczną do upłynnienia danego pakietu. W przypadku małych spółek tego typu wskaźniki osiągają nierzadko trzycyfrowe wartości dla nawet stosunkowo niewielkich udziałów, nieprzekraczających 5 proc. – wskazuje ekspert.

Co gorsza, nie zanosi się na poprawę sytuacji. Zdaniem Kamila Hajdamowicza, analityka BM BGŻ BNP Paribas, można raczej spodziewać się pogłębienia niekorzystnych tendencji na polskim rynku. – Konsekwencją zmniejszonych obrotów będzie dalszy regres zainteresowania małymi i średnimi firmami ze strony inwestorów instytucjonalnych. Na obroty małych i średnich spółek wpływały wcześniej OFE, TFI oraz inwestorzy indywidualni. W przypadku funduszy, bez wpłat od inwestorów, nie ma szans na zwiększenie obrotów. Część instytucji ma wpisany w politykę inwestycyjna minimalny poziom obrotów, będący najczęściej średnią z wybranej liczby dni. Stąd część spółek może z uwagi na to kryterium wypaść ze spektrum inwestycyjnego takich inwestorów – ocenia ekspert.

Wszystkie segmenty notują spadki obrotów

Spadająca od kilku lat aktywność inwestorów, mierzona poziomem generowanych obrotów, jest jedną z głównych bolączek warszawskiego parkietu. Trwająca od pierwszej połowy 2015 roku dekoniunktura rynkowa pogłębiła ten niekorzystny trend. W okresie styczeń–maj 2016 roku wśród wszystkich walorów notowanych na warszawskiej giełdzie zanotowano znaczący, bo ponad 18-proc., spadek obrotów w porównaniu z tym samym okresem poprzedniego roku. Skurczyły się one z 85,8 mld zł do nieco ponad 70 mld zł. Co ciekawe, największy spadek zainteresowania inwestorów zanotowano w segmencie firm o średniej kapitalizacji skupionych w indeksie mWIG40, gdzie aktywność inwestorów mierzona obrotami spadła aż o 26 proc. W przypadku segmentów największych spółek z WIG20 oraz małych firm z sWIG80 odnotowano kilkunastoprocentowy spadek. JIM

jacek.mysior@parkiet.com