Na środowym przetargu inwestorzy zgłosili apetyt na obligacje skarbowe warte przeszło 21 mld zł. Ministerstwo Finansów zgodziło się sprzedać papiery za 14 mld zł, więc na rynku pozostał spory niezaspokojony popyt. Nic zatem dziwnego, że ceny krajowego długu rosły. Najbardziej drożały nowe obligacje zmiennokuponowe, które wypłacają odsetki ustalane z dołu na bieżąco w oparciu o procent składany, którego podstawą jest nowy wskaźnik referencyjny POLSTR. We wtorek wynosił 3,87 proc. i na podobnym poziomie pracował przez ostatnie trzy miesiące. Zdecydowanie lepiej wypadają obligacje zmiennokuponowe starego typu. Seria WZ0330 aż do marca płaci 4,60 proc. Tych resort finansów jednak już nie emituje. 4,40 proc. do wykupu rocznie oferuje krajowa stałokuponowa pięciolatka. W ostatnich dwudziestu latach oferowała przeciętnie 80 pkt. bazowych powyżej stopy referencyjnej. Ta ostatnia ma szansę spaść do 3,50 proc., zatem potencjał wzrostu ceny krajowej piątki jest bliski wyczerpania. Tym bardziej, że jeszcze nigdy potrzeby pożyczkowe budżetu nie były tak duże jak obecnie. Czy stopa referencyjna może spaść niżej? Sporo zależy od dolara. Ostatnio mocno tanieje, ale nie wpływa to pozytywnie na wyrażone w złotych ceny ropy naftowej. Po akcji w Wenezueli, prezydent USA Donald Trump szykuje ofensywę w Iranie. W efekcie dolarowa cena ropy rośnie. Dane z krajowej gospodarki też nie uzasadniają niższych stóp. Sprzedaż detaliczna i płace przyspieszyły, produkcja przemysłowa rośnie szybciej, a podaż pieniądza dwucyfrowo.