Analitycy NBP (spodziewają się mniej więcej podobnego scenariusza) nie są więc osamotnieni w swoich projekcjach dotyczących inflacji. Pojedyncze głosy ostrzegające przed ryzykiem przyspieszenia tempa wzrostu cen nie są poparte modelowymi wyliczeniami, ale wskazują na potencjalne konsekwencje psucia pieniądza przez banki centralne skupujące dług, ewentualnie na czynniki, których siłę trudno dziś przewidzieć. Chodzi o uwolnienie odłożonego popytu po zniesieniu lockdownu w Polsce i w innych krajach oraz konsekwencje wzrostu notowań surowców, w tym surowców rolnych. Ceny podstawowych zbóż są dziś o połowę wyższe niż przed rokiem (mimo globalnie niezłych zbiorów w 2020 r.), a przewidywania na 2021 r. jak na razie częściej są obniżane (mimo korzystnych, jak na razie, warunków meteo dla wczesnej wegetacji roślin).