Uznają inflację za podstawowe zagrożenie i wliczają w koszty walki z nią osłabienie koniunktury gospodarczej. W tym cyklu zaostrzania polityki monetarnej bankierzy centralni znajdują się w dość dobrej sytuacji. Krzywa Phillipsa, raz mniej, raz bardziej popularna, mówi nam, iż możemy mieć albo niską inflację, albo niskie bezrobocie. To m.in. dlatego Fed tak obserwuje rynek pracy. Tym razem rynek pracy jest w znakomitej kondycji. Wygląda na to, że krzywa Phillipsa przesunęła się. Daje to więc miejsce do walki z inflacją, zagrożenie wprowadzeniem stopy bezrobocia na dwucyfrowe poziomy jest na razie niewielkie. W USA stopa bezrobocia wynosi 3,7 proc., w strefie euro 6,6 proc. Przewidywania, iż na najbliższych posiedzeniach wspomniane banki centralne powtórzą „75-piątki”, są zasadne.

Od początku miesiąca krzywe dochodowości na rynkach bazowych przesunęły się do góry. Niemiecka ostrzej na krótkim końcu. W USA krzywa skarbowa uległa wystromieniu. Wzrosła także stromość krzywych Japonii i Wielkiej Brytanii. Tak więc krzywe dają nam łagodnie do zrozumienia, że nie bardzo wierzą w recesję. To samo od dwóch tygodni pokazują rynki spreadów kredytowych oraz rynki akcji. Banki centralne, koncentrując się na inflacji, biorą pod uwagę także ceny energii. Nie jestem pewien, czy w ocenie koniunktury gospodarczej rynki do końca dyskontują nadchodzący kryzys energetyczny.