Nie jest do więc dobry prognostyk jeśli chodzi o trwalsze odwrócenie trendu w najbliższym czasie, tym bardziej, że indeks dotarł w okolice pierwszego z ważniejszych obszarów oporu w strefie ok. 1100-1120 pkt. W tym przedziale mamy kilka dość silnych poziomów jak chociażby luka bessy z 22 lipca, linia trendu spadkowego z połowy czerwca br. oraz pierwsze ze zniesień fali zniżkowej trwającej od połowy maja. Piątkowa sesja, jakkolwiek głębszej przeceny nie przyniosła to jednak zdaje się sugerować, że w najbliższych dniach sforsowanie powyższej bariery jest raczej mało prawdopodobne. Nawet gdyby takie założenie okazało się błędne i bykom udałoby się przełamać ten opór to już w obrębie ok. 1135-1150 pkt. mamy kolejną zaporę w postaci luki cenowej z 19 lipca oraz pokonanego dna wyższego rzędu z połowy grudnia ub.r. Miejsca dla ewentualnej zwyżki nie ma więc zbyt dużo i w chwili obecnej nie ma wiarygodniejszych powodów by odbicie traktować inaczej niż jako korektę tendencji spadkowej.
W tej sytuacji w dalszym ciągu bardziej prawdopodobnym pozostaje w krótkim okresie scenariusz przewidujący, że WIG20 powróci w okolice dotychczasowego minimum spadków w okolicach ok. 1026 pkt. i dopiero w tym rejonie rozegra się walka o kierunek dłuższej fali na rynku. Po drodze mamy kilka poziomów wsparcia, z których pierwszym i dość ważnym będzie linia wyznaczająca ostatnie wzrosty łącząca dna z 26 i 31 lipca, biegnąca obecnie na wysokości ok. 1078 pkt. Jest ona właśnie testowana, ale pomimo, że jak na razie w cenach zamknięcia udało się ją obronić dość prawdopodobne są wkrótce kolejne ataki, których granica ta może nie wytrzymać.
Z dość ciekawą sytuacją mamy do czynienia na wskaźnikach technicznych. Na najszybszych oscylatorach, jak chociażby Stochastic`u i CCI ważne pozostają sygnały kupna, a w ostatnich dniach dołączył do nich MACD, który przebił z dołu swą średnią. Zwłaszcza w tym ostatnim przypadku takie zachowanie uznać można za dość korzystny sygnał, ale biorąc pod uwagę bliskość wspomnianych oporów warto wstrzymać się z oceną jego wiarygodności do czasu ich przełamania. Patrząc z kolei na ROC, który w końcówce tygodnia zmienił kierunek na spadkowy widać, że tempo wzrostów zaczyna słabnąć i należy liczyć się z tym, że potencjał popytu może nie wystarczyć by podtrzymać zwyżkę w krótkim horyzoncie inwestycyjnym.
Podsumowując, pomimo wzrostów pod znakiem których upłynął ostatni tydzień, krótkoterminowa sytuacja indeksu WIG20 jak na razie nie daje powodów do zbytniego optymizmu. Biorąc pod uwagę skalę poprzedzającej przeceny odreagowanie jest jak na razie dość mizerne, a poczynania popytu trudno uznać za przekonującą oznakę jego siły. Nie jest to najlepszy prognostyk w obliczu bliskości silnych oporów i wiele wskazuje na to, że wkrótce byki nie będą w stanie się z nimi uporać. W najbliższych dniach dość prawdopodobne są więc spadki, w wyniku których indeks powinien powrócić w okolice dotychczasowych minimów na poziomie ok. 1026 pkt.
Patrząc na rynek w nieco szerszym ujęciu warto jednak zwrócić uwagę na pewne analogie z przeszłości, które pomimo dużej groźby przeceny na następnych sesjach nie wykluczają, że w perspektywie najbliższych tygodni do głębszych zniżek nie dojdzie. Obecna sytuacja w dużym stopniu przypomina bowiem tworzenie dna wyższego rzędu z przełomu września i października ub.r. Wówczas również pierwsze odbicie spotkało się z aktywniejszą reakcją podaży i WIG20 dość szybko powrócił w okolice wcześniejszego dołka. Po skutecznym teście tego poziomu byki uwierzyły jednak w twardsze dno koniunktury co przyniosło wyraźny trend wzrostowy w średnim horyzoncie inwestycyjnym. W obecnych warunkach trudno będzie raczej powtórzyć tak optymistyczny wariant, ale jeśli dołek z ubiegłego piątku zostanie obroniony, szanse na wystąpienie trwalszej konsolidacji będą spore. Czy jednak historia się powtórzy i byki wykorzystają okazję - dowiemy się prawdopodobnie w najbliższym czasie.