Wraz z dojrzewaniem i bogaceniem się Polski, przyszedł też czas na wyrównywanie wcześniejszych strat społecznych. Za takie uznano kredyty frankowe, chociaż sprawa oczywiście nie jest jednoznaczna, a skrajna preferencja konsumentów w tych wyrokach może budzić różne emocje. Natomiast to już się dokonało, bankom z pomocą przyszły wysokie stopy procentowe i rekordowe zyski, a problem rzędu nawet 100 mld zł udało się skutecznie zażegnać bez uszczerbku dla stabilności systemu bankowego.
Patrząc na kursy banków, ich wskaźniki kapitałowe i potencjał dywidendowy, trudno nawet zauważyć, że gdzieś w tle tliły się jeszcze inne ryzyka porównywalnej lub większej skali. I faktycznie, wygląda na to, że inwestorzy słusznie zakładali, skupiając się bardziej na perspektywach utrzymania wysokich zysków i strumienia dywidend. Z SKD (sankcja kredytu darmowego) banki dobrze sobie poradziły, a wygląda na to, że z kredytami WIBOR-owymi w ogóle nie będą sobie musiały radzić. Zresztą, trudno było sobie wyobrazić możliwość kwestionowania także innych instrumentów opartych na WIBOR-ze, których wartość idzie już w ponad bilion złotych.
W czwartek Trybunał Sprawiedliwości UE orzekł, że to nie po stronie banków leży obowiązek przekazania konsumentowi szczegółowych informacji na temat metodologii ustalania WIBOR-u, ale po stronie administratora tych danych. Poza tym uznał, że oparcie się na nim nie powoduje znaczącej nierównowagi między stronami na niekorzyść konsumenta.
Większej reakcji rynku nie było, bo TSUE podzielił wcześniejszą opinię rzecznika TSUE, a więc było to spodziewane. Oczywiście nie zamyka to drogi prawnej, ale raczej sankcjonuje obecny stan rzeczy, tj. w dotychczasowych sprawach wszystkie wyroki zapadały na korzyść banków i pewnie podobnie będzie w przyszłości, chyba że kancelarie odszkodowawcze znajdą jakąś lukę. W dłuższej perspektywie zażegnanie takiego systemowego ryzyka jest korzystne dla sektora.
Nie oznacza to też, że biznes kancelarii odszkodowawczych nagle się skończy. Wciąż jeszcze wiele spraw frankowych jest w sądach.