Końcówka tygodnia nieco wyklarowała obraz krajowych indeksów akcji, które w I połowie lutego co prawda wzbiły się na rekord, ale z czasem zabrakło im sił do kontynuacji zwyżek. Trzeba też przyznać, że poprzeczka po bardzo mocnym styczniu była ustawiona bardzo wysoko. W ostatnich dniach zmienność  na rynku powoli gasła, a to oznaczało, że rynek czeka na impuls. Doczekaliśmy się go w piątek i do głosu doszli sprzedający. 

W krótkim terminie WIG20 wybił się z trójkąta równobocznego, którego zasięg możemy szacować na około 100 pkt. Oznacza to, że niebawem możemy mieć już do czynienia z poziomem 3300 pkt w przypadku indeksu dużych spółek.

Inwestorzy realizują sute zyski przede wszystkim z banków. WIG-banki osuwał się pod koniec dnia o 3,3 proc. Do poziomu zamknięcia stycznia jeszcze nieco brakowało, ale wyprzedaż banków związana była z czynnikami fundamentalnymi, czyli może nie być tylko epizodem. Inflacja w styczniu sięgnęła 2,2 proc., a oczekiwania na obniżki stóp procentowych w Polsce są coraz śmielsze. Jednocześnie wyraźnego bodźca do umocnienia otrzymał rynek obligacji, gdzie rentowności papierów dziesięcioletnich schodziły w piątek do poziomu najniższego od czterech lat. Podobnie zachowuje się rynek amerykańskich papierów skarbowych. Oprocentowanie tamtejszych obligacji dziesięcioletnich zniżkowało w piątek nawet do 4,05 proc., podczas gdy na początku lutego sięgało w szczycie 4,3 proc. Tu jednak możemy mówić tylko o powrocie w okolice poziomów z początku grudnia.

Z dużych spółek przed spadkami w piątek broniły się firmy handlowe. Dino Polska wreszcie wybiło się z marazmu 3-proc. umocnieniem. Towarzyszyły mu Pepco  i LPP.

Wpływ zniżkujących banków był na tyle mocny, że krajowy parkiet w piątek był jednym z najsłabszych w Europie. Rynki bazowe radziły sobie w kratkę. Niemiecki DAX po południu świecił na zielono, ale francuski CAC 40 tracił 0,3 proc. Sesja w USA rozpoczęła się bez wyraźnego kierunku po ostrych spadkach poprzedniego dnia, kiedy wyprzedawano akcje producentów oprogramowania.