Obietnice związane z rewolucją AI nie są jedynym, a w wielu przypadkach nawet nie głównym motorem wzrostu. Spółki technologiczne wspięły się na swoje miejsce dzięki rentownym i skalowalnym biznesom. Dziś jednak te fundamenty coraz częściej są kwestionowane, stając się jedynie sposobem finansowania inwestycji w AI.
Tworzy to szereg ryzyk na kilku płaszczyznach, ryzyk, które dla wielu zarządzających stają się coraz mniej symetryczne. Na fali tych obaw obserwować można coraz poważniejszą rotację sektorową. Główne pytanie, jakie powinni zadać sobie inwestorzy, brzmi: czy obecne przepływy to jedynie odosobnione rebalansowanie portfeli, czy dopiero początek systemowego zwrotu?
Docelowym kierunkiem dla kapitału wydają się spółki przemysłowe i wydobywcze. Według raportów Bloomberga i Goldman Sachs skokowo rośnie zainteresowanie podmiotami z sektora produkcji, a klienci coraz częściej szukają na nie ekspozycji m.in. przez ETF-y. Podmioty „fizyczne”, kapitało- i pracochłonne, mogą otrzymać drugą, albo trzecią, młodość, w zależności od perspektywy. Jak wyglądają perspektywy przemysłu?
Wskaźniki takie jak PMI czy inne ankiety pozostają zróżnicowane, jednak wskazują na powrót do ekspansji. REIT-y przemysłowe raportują rekordowe obłożenie, a wyceny spółek dostarczających narzędzia, rozwiązania i maszyny „podrywają się do lotu”. Przykładem mogą być Zebra czy Caterpillar. Odrodzenia przemysłu nie zwiastują natomiast dane o zatrudnieniu. Przemysł był jednym z sektorów gospodarki, który stracił najwięcej etatów, jednak nie musi to oznaczać pogorszenia koniunktury. Automatyzacja, którą od kilku kwartałów odmieniamy przez wszystkie przypadki, jest domeną przemysłu, a nie IT czy usług. Fala inwestycji, innowacji i zmiany sentymentu przynosi wymierne korzyści operacyjne. Przemysł nie przestaje istnieć, jedynie przestaje potrzebować ludzi.
Teza wzrostowa jest jeszcze silniejsza w przypadku spółek wydobywczych i przetwórczych.