Dziś oczywiście najważniejszy będzie moment publikacji danych o 14:30.
Wtedy poznamy szczegóły dotyczące sytuacji amerykańskiego rynku pracy. Do
niedawna prognozowano, że słabsze dane będą kolejnym sygnałem do tego, że
mocniejsza obniżka stóp procentowych jest konieczna. W środę te kalkulacje
zostały przynajmniej zachwiane. Jeszcze na początku tygodnia oceniano, że
liczba miejsc pracy w sektorze pozarolniczym wzrosła w listopadzie o ok.
70-75k. Taka liczba byłaby znacznie mniejsza od październikowego wyniku
+166k. Ten bowiem uznano za wyjątkowy i raczej bez szans na powtórzenie.
Środa te oczekiwania zmieniała. Wtedy pojawił się raport ADP, a w nim
szacunek wzrostu liczby miejsc pracy w sektorze prywatnym o 189k. Dodając
do tego przypuszczalny wzrost zatrudnienia z sferze publicznej o ok. 20k
(Moody`s), to razem mamy wzrost o ponad 200k. To zdecydowanie różni się od
wstępnych prognoz z początku tygodnia. Nie wszyscy dokonali rewizji
oczekiwań, a jeśli już, to nie w takiej skali. Analitycy Moody`s podnieśli
oczekiwania do +100k, a Briefing.com do +110k. Widać wyraźnie, że rynek
przyjmuje do wiadomości dane ADP, ale podchodzi do niech z rezerwą.
Wszyscy bowiem pamiętają kilka dość ważnych wpadek, gdy wymowa raportu nie
znalazła potwierdzenia z wymowie danych rządowych. Gdy raport ADP zaczął
być publikowany jego autorzy wskazywali na 80-procentową skuteczność w
odzwierciedlaniu danych rządowych. Po wspomnianych wpadkach w lutym
zmieniono nieco sposób obliczeń. Jakość publikacji ADP się poprawiła, ale
zaufanie trudno jest teraz odbudować. Jak widać, nie skłonił on rynku do
poważniejszej rewizji oczekiwań. Rezerwa w zaufaniu do danych środowych
wynika także z tego, że pozostałe źródła informacji o możliwej sytuacji na
rynku pracy nie potwierdzają wysokich prognoz. ISM sugeruje dalszy spadek
zatrudnienia w przemyśle (16 miesiąc z rzędu) i brak odbicia w
zatrudnieniu w usługach. Dodajmy do tego mało optymistyczną wymowę raportu
Challengera i spadek indeksu Monstera, sugerujący spowolnienie w
zatrudnieniu. Dane są więc sprzeczne, co skłania rynek do rezerwy w
oczekiwaniach.
Wczorajsza sesja w USA zapewne jeszcze podpompuje nasz rynek i zaczniemy
od zwyżki, choć mocny wzrost za oceanem nie przełożył się na równie mocną
zwyżkę w Japonii. Nam "grozi" zakończenie kreślenia korekty i kolejny krok
w stronę okolic 3800 pkt. Także i dziś nie należy się spodziewać powtórki
w środy. Przynajmniej do publikacji danych w USA. Później zdarzyć się może
wszystko.