Raczej nie można się spodziewać, że wczorajsza sesja w USA będzie dla nas
dziś jakąkolwiek wskazówką. Indeksy, podobnie jak u nas wcześniej,
zmieniały się w niewielkim stopniu. Średnia przemysłowa zakończyła
kwotowania niespełna 50 pkt nad piątkowym zamknięciem. Pozostałe dwa
indeksy również nie poddały się większym zmianom. SP500 nieznacznie
wzrósł, a Nasdaq stracił 1,2 pkt.
Niewątpliwie najważniejszą wczorajszą informacją była deklaracja przejęcia
przez Alcoa swojego rywala z Kanady spółki Alcan. Ta fuzja rozgrzała
inwestorów. Alcoa zyskała ponad 8%, a cena celu tego przejęcia Alcan
skoczyła o ponad 30%, bo taką premię chce zapłacić Alcoa oferując 33 mld
dolarów w gotówce i papierach.
Jeden z serwisów podał także inną ciekawą statystykę. Wczorajsza wzrostowa
sesja była 24 wzrostową sesją z ostatnich 27. Niby nic, ale taka sekwencja
miała wcześniej miejsce w roku... 1927. Nie chodzi tu o podobieństwa do
tamtych dni i o przewidywanie krachu, lecz po prostu uświadomienie, że
rynek jest ostatnio mocno rozgrzany wzrostem cen, choć trzeba powiedzieć,
że poziom nastrojów (podobnie jak u nas) daleki jest od euforii. Wykres
powoli zaczyna wchodzić w hiperbolę. Z jednej strony sygnalizuje to, że
zbliża się koniec zwyżki, ale z drugiej ostrzega, że gra na spadek cen w
tej chwili jest obarczona dużym ryzykiem. Oczywiście fakt, że tyle sesji
wzrostowych jest za nami może wskazywać, że pojawi się teraz sesja spadku.
Trzeba jednak pamiętać, że gdy rynek przyspiesza, takie kalkulacje mogą
okazać się kosztowne. Pamiętajmy o innej statystyce. Każda fala wzrostowa
ma swoją dynamikę. W ostatnich 10% czasu jej trwania rynek wykonuje 50-75%
całego punktowego ruchu. Walka z taką siłą pociąga z sobą spore ryzyko
straty.
Rynki azjatyckie także nie zmieniły znacznie poziomu notowań, a więc i one
dla nas nie będą natchnieniem przy rozpoczynaniu notowań. Ten spokój w
USA i na całym świecie może także wynikać z tego, że jutro swoją decyzję
co do wysokości stóp procentowych ma ogłosić FOMC. Posłużyłem się słowem
"może", gdyż wcale nie jestem pewien, czy to wydarzenie cokolwiek zmieni.
Ba, raczej należy przypuszczać, że niewiele się po tej publikacji zmieni.
W końcu chyba nikt nie przypuszcza, by stopy procentowe w USA miały się
jutro zmienić. Jest wielce prawdopodobne, że zostaną one na tym samym
poziomie. Nie ma podstaw do ich obniżki w tej chwili, bo nadal gospodarka
USA jest w cieniu zagrożenia inflacją. Nie jest ono również aż tak duże,
by podejmować decyzję o podwyżce stóp. Tym bardziej, że aktywność
gospodarcza jest nieco zduszona, a i konsumpcji by to nie przydało sił.
Ciekawy może okazać się komunikat, ale i tu rewelacji i nowości raczej nie
doświadczymy.
Mimo to rynki wstrzymały wczoraj oddech przed tym wydarzeniem, a więc i
dziś może być podobnie. Notowania zaczniemy w okolicy wczorajszego
zamknięcia, lub nieco poniżej. Podobnie jak prawdopodobnie uczynią to
rynki europejskie. Można mieć nadzieję, że dzisiejsze wahania będą już na
tyle ciekawe, że nie trzeba się będzie wspierać dzbankami kawy. Na
rewelacje jednak liczyć nie można. W trakcie dnia nie pojawią się
szczególnie ważne dane makro, a więc skazani jesteśmy głównie na siebie i
ewentualne niespodzianki. Wsparciem dla byków będzie KGH. Spółka podała wczoraj wyniki, które okazały się lepsze od prognoz. Zarobiła netto 914 mln zł przy oczekiwaniach analityków na poziomie 749 mln zł. Różnica wynika m.in. w wcześniej zaksięgowanej dywidendy z Polkomtela.