Notowania za oceanem w przypadku średniej przemysłowej zakończyły się
wprawdzie na plusie, ale mogło być znacznie lepiej. Po pierwszej połowie
sesji, gdy kursy rosły, przyszła druga, gdy zaczęły spadać. Spadek był na
tyle dotkliwy, że sprowadził na minusy pozostałe dwa indeksy. Minus przy
SP500 nie jest wielki, ale w przy spadku Nasdaq już nieco większy, bo
wynoszący 0,8%.
Za główny powód tego osłabienia podaje się kolejne słabe dane dotyczące
rynku nieruchomości. Wczoraj opublikowano wskaźnik rynku nieruchomości
NAHB, który okazał się najniższy od 16 lat i wyrównał poziom z września
ubiegłego roku. Tylko trzy miesiące spadku wystarczyło, by zniwelować
wzrost tego indeksu trwający od września 2006 do lutego 2007. Ten ostatni
spadek zdaniem analityków to w dużej mierze wynik zacieśniania wymogów
przy zaciąganiu kredytów hipotecznych, czyli po prostu wynik zmniejszonego
strumienia gotówki na finansowanie zakupów domów. Indeks ten jest uważany
za niezły sygnalizator możliwych ruchów liczby rozpoczętych budów. Tak się
składa, że dziś właśnie ta liczba ma się pojawić. Oficjalne oczekuje się
spadku o 2%, ale jak widać, nie jest wykluczone, że spadek ten będzie
nieco większy. Tym bardziej, że obecny stan zapasów domów do sprzedania
jest na rekordowym poziomie, co skutecznie hamuje zapędy do budowy nowych.
W I kw. 2007 roku zanotowano rekordową ilość domów do sprzedania, która
wyniosła 4,4 mln sztuk, podczas gdy średnia z w latach 1990-2005 wynosiła
2,3 mln sztuk.
W rynkiem nieruchomości wiążą się także zmiany innych czynników. Niektórzy
przypisują ostatnie spowolnienie dynamiki inflacji w USA właśnie słabości
na rynku nieruchomości, co wynika z obniżki wysokości czynszów. Ich udział
w kalkulacji CPI jest największy, a więc ma wpływ na sam wskaźnik. Dotyczy
to oczywiście także wartości core. Może się zatem okazać, że wczorajsza
radość ze spadku inflacji jest przedwczesna, gdyż tak naprawdę może
wynikać z problemów na rynku nieruchomości.
Końcówka sesji w USA pokazuje, że nastroje na rynku są dalekie od euforii.
Ma to swoje potwierdzenie w wysokości publikowanego przez Marka Hulberta
indeksu HSNSI (Hulbert Stock Newsletter Sentiment Index). Pokazuje on
rekomendowany przez autorów płatnych newsletterów udział akcji w portfelu.
Obecnie wynosi on 40,2%, czyli jest znacznie poniżej rekordowego odczytu
wynoszącego 79,7%. Widać zatem i na tym przykładzie, że nastroje są raczej
ostrożne, a to może wskazywać na to, że szczyt wzrostu jest jeszcze przed
nami.
Czy jesteśmy skazani na zwyżkę? Nie, bo na rynku nic nie jest pewne, ale
na razie nie było jeszcze definitywnych sygnałów końca hossy. Nawet
ostatnie osłabienie na naszym rynku nie można za taki sygnał uznać. Na
razie trzeba przyjąć, że to jest tylko korekta. Sytuację mogłoby zmienić
przebicie poziom 3400 pkt, ale na to trzeba jeszcze poczekać. Skupmy się
na dzisiejszych notowaniach. Zaczniemy pewnie w okolicy wczorajszego
zamknięcia i być może będziemy świadkami kontynuacji zwyżki z końca
wczorajszej sesji.