Poprzedni piątek zakończyliśmy atakiem na poziom oporu w postaci dolnego
ograniczenia konsolidacji z początku kwietnia. Wtedy wybić się nie udało i
całkiem realna była kolejna próba, która miała być przeprowadzona w tym
tygodniu. To się jednak nie udało. Zamiast śmiałych akcji popytu mieliśmy
osłabienie i spadek cen. W efekcie zamiast do testu oporu doszło do testu
poziomu wsparcia. Dwukrotnie podaż próbowała się ze wsparciem i dwukrotnie
poległa. Nie to, że popyt szczególnie zaciekle bronił newralgicznego
poziomu, ale sama podaż nie była chyba przekonana, że coś z tego wyjdzie.
Inna sprawa, że niedźwiedzie miały pewnie świadomość, że przełamanie tego
poziomu nie zakończy ich problemów. Nieco niżej były kolejne ważne
poziomy, które także wymagały wysiłku i to znacznie większego. Sytuacja
byków nie jest wcale lepsza. Trwająca od trzech miesięcy konsolidacja
przybiera kształt trójkąta. Kolejne poziomy oporów i wsparć są coraz
bliżej siebie. Powoli zacieśnia się obszar swobodnych wahań cen.
Fakt, że konsolidacja przyjmuje kształt trójkąta jest dla byków raczej
kiepskim sygnałem. Wg klasycznych zasad analizy technicznej trójkąt
uchodzi raczej za formację kontynuacji, a więc należy przyjmować, że
większe szanse ma wybicie z tej konsolidacji w kierunku południowym.
Szanse szansami, ale kalkulacje możemy pozostawić pasjonatom. My skupmy
się na momencie wybicia. Wyjście poza obszar wahań z ostatnich tygodni
będzie dla nas chyba jasnym sygnałem. Na razie nieźle mają się byki, ale
nic nie jest przesądzone. Popyt ma sprzymierzeńców w postaci indeksów
amerykańskich. Tam na razie nieznaczną, ale jednak, przewagę ma strona
popytowa. To jest sprzeczne z klasyczną AT, ale tylko częściowo. Zauważmy,
że i tu mówi się jedynie o szansach, a więc nawet jeśli wg klasyków szanse
są mniejsze, to nie znaczy, że scenariusz jest niemożliwy.