Poniedziałkowe podejście w okolice poziomu oporu dało podstawę do
przypuszczeń, że być może będziemy świadkami próby ataku popytu.
Okoliczności wydawały się sprzyjające. Zamknięcie poniedziałkowych notowań
tuż pod oporem i brak poważniejszych negatywnych impulsów zza oceanu
pozostawiało pole manewru dla kupujących. Jedynym, czego brakowało, to
chęci. Jak się okazało, tych było zbyt mało przez całą sesję. Mieszaliśmy
się w okolicy oporu, ale do ataku nie doszło.
Zamiast ciekawej sesji, jaką mogłaby być sesja ataku na poziom oporu,
mieliśmy kolejny nudny dzień niewielkich wahań i niewielkiej aktywności.
Techniczne sprawa wydaje się jasna. Skoro nie było wybicia ponad poziom
górnego ograniczenia konsolidacji, to znaczy, że w tej konsolidacji
pozostajemy, a więc nic wymagającego interwencji się nie wydarzyło. Nadal
wszelkie ruchy cen należy obserwować z obojętnością do czasu, aż poziom
oporu, lub wsparcia zostanie pokonany. Skoro bykom się nie chciało, to
może niedźwiedziom się zachce? Takich prób było już kilka. Zarówno strona
podażowa, jak i popytowa nie kwapią się do wysiłku. W efekcie jesteśmy,
gdzie jesteśmy i nadal czekamy na opuszczenie tego przedziału. W tej
chwili bliżej nam do wyjścia górą, a więc póki się trzymamy górnego
ograniczenia, nie można wykluczyć, że w końcu do wybicia dojdzie.