Znów wraca temat Bliskiego Wschodu. Jak duże konsekwencje dla rynków może mieć kolejna odsłona tego konfliktu?
Odnoszę wrażenie, że rynki coraz bardziej się na ten temat uodparniają. Wystarczy spojrzeć na zachowanie warszawskiej giełdy. Oczywiście analizując wpływ wydarzeń na Bliskim Wschodzie na rynki finansowe, w pierwszej kolejności trzeba patrzeć na ceny ropy naftowej. Tutaj mogę powiedzieć bardzo konkretnie: nie spodziewamy się, aby ceny ropy trwale przekroczyły poziom 100 dolarów za baryłkę.
Dlaczego?
Kluczowa jest kwestia cieśniny Ormuz. Jeszcze niedawno wydawało się, że jej zamknięcie byłoby dla Iranu swego rodzaju bronią atomową w wojnie gospodarczej. Dziś już wiemy, że tak nie jest. Doskonale zdają sobie z tego sprawę zarówno Stany Zjednoczone, jak i sam Iran. Po pierwsze, ogromną rolę odgrywają Chiny. Są one największym odbiorcą ropy, ale jednocześnie dysponują bardzo dużymi rezerwami strategicznymi. Po drugie, rośnie podaż ropy spoza OPEC. Coraz więcej eksportują Stany Zjednoczone, Brazylia, a także Arabia Saudyjska, która wykorzystuje ropociąg Wschód–Zachód i może transportować surowiec do Morza Czerwonego z pominięciem cieśniny Ormuz. Jest jeszcze jeden bardzo ciekawy element. Okazuje się, że nawet w okresach, gdy cieśnina była formalnie zamknięta, nadal przepływały przez nią miliony baryłek ropy dziennie. Armatorzy znaleźli sposoby na transport mniejszymi jednostkami, często przy wyłączonych transponderach. Jeżeli zsumujemy wszystkie te czynniki, okazuje się, że zamknięcie cieśniny Ormuz nie jest już tak skutecznym narzędziem nacisku jak kiedyś. Iran również ma tego świadomość. Nie zdziwiłbym się więc, gdybyśmy obserwowali sytuację, w której obie strony będą wymieniały się – mówiąc obrazowo – rakietami, ale jednocześnie ścieżka dyplomatyczna pozostanie otwarta.
Czyli obecny wzrost cen ropy to przede wszystkim reakcja emocjonalna rynku?
W dużej mierze tak. Fundamentalnie zbliżyliśmy się do poziomów, które wcześniej wskazywaliśmy jako uzasadnione. Jeszcze kilka miesięcy temu mówiłem, że uczciwym przedziałem dla ropy Brent jest 80–90 dolarów za baryłkę. Po czerwcowym porozumieniu ceny spadły zbyt mocno. Wielokrotnie wskazywaliśmy wtedy, że był to dobry moment do zajęcia pozycji. Teraz sytuacja wróciła do bardziej racjonalnych poziomów. Oczywiście pod wpływem emocji cena może okresowo zbliżyć się do 100 dolarów za baryłkę, ale w średnim terminie nadal zakładamy przedział 80–90 dolarów.
Czytaj więcej
Ogłoszenie przez prezydenta USA Donalda Trumpa wznowienia blokady morskiej Iranu oraz planu pobierania aż 20-procentowego myta za tranzyt towarów p...
Jak taki poziom cen ropy może wpłynąć na inflację i decyzje banków centralnych?
Europejski Bank Centralny zdecydował się już na podwyżkę stóp procentowych. Mam jednak wrażenie, że dziś część decydentów może tego ruchu żałować. Ostatnie dane inflacyjne pokazują bowiem, że nie obserwujemy szerokiego rozlewania się inflacji w gospodarce ani efektów drugiej rundy. Dlatego mam wątpliwości, czy w strefie euro dojdzie do kolejnej podwyżki. Jeśli chodzi o Stany Zjednoczone, naszym bazowym scenariuszem pozostaje brak zmian stóp procentowych do końca roku. Rynek terminowy nadal wycenia możliwość jednej podwyżki, ale naszym zdaniem jest to scenariusz mało prawdopodobny.
Rynek zareagował na tę komunikację mocniejszym dolarem, co odbiło się również na złocie. Ostatnio zwracaliście uwagę, że ponownie zaczyna ono wyglądać atrakcyjnie.
Muszę uczciwie przyznać, że podobnie mówiłem już trzy miesiące temu i akurat w przypadku złota nasze prognozy najbardziej rozminęły się z rzeczywistością. Zakładaliśmy wtedy, że poziom około 4500 dolarów będzie atrakcyjny. Dziś jesteśmy bliżej 4000 dolarów, ale mimo wszystko nie zmieniam swojego zdania. Nie doszacowaliśmy skali wyprzedaży prowadzonej przez inwestorów spekulacyjnych. Wielu z nich kupowało złoto powyżej 5000 dolarów, a później sprzedawało nawet tysiąc dolarów niżej. Co istotne, ich miejsce zajęły banki centralne. To bardzo ważny sygnał. Jeśli banki centralne utrzymają wysoki popyt, w dalszej części roku bardziej prawdopodobny wydaje nam się powrót ceny złota w okolice 5000 dolarów niż utrzymanie jej w pobliżu 4000.
Przejdźmy od dolara, złota i geopolityki do rynku akcji. Teoretycznie słabszy dolar powinien wspierać również warszawską giełdę, choć w ostatnich tygodniach polski rynek zachowywał się całkiem dobrze niezależnie od tego, co działo się na rynku walutowym.
a: Dokładnie. Wystarczy spojrzeć na piątkową sesję. Mieliśmy kolejne historyczne rekordy na warszawskim parkiecie, co pokazuje, że kapitał zagraniczny wraca na polski rynek. Co ciekawe, były to przede wszystkim zakupy koszykowe. Widać to było choćby po zachowaniu banków.
Kilka miesięcy temu mówiłeś, że do polskich akcji podchodzicie neutralnie. Czy więc coś się zmieniło?
W perspektywie najbliższego kwartału jesteśmy już nastawieni pozytywnie. Opieramy się przede wszystkim na naszych modelach prognostycznych, które przygotowujemy w horyzoncie kwartalnym. Obecnie wskazują one wyraźnie większy potencjał dla mWIG40 niż dla takich indeksów jak S&P 500 czy MSCI Emerging Markets.
Czytaj więcej
Biura i domy maklerskie mają za sobą rekordowe pierwsze półrocze na rynku kont emerytalnych. Drugie półrocze powinno przynieść sezonowe przyspiesze...
Przejdźmy do Stanów Zjednoczonych. Na dobre rusza sezon wynikowy. Oczekiwania wobec spółek są wysokie. Czy amerykański rynek po raz kolejny je spełni?
Myślę, że będzie to sezon bardzo dobrych wyników. Analitycy oczekują, że zyski spółek z indeksu S&P 500 wzrosną rok do roku o około 23–24 proc. To będą naprawdę imponujące liczby. Pytanie brzmi jednak nie tyle, jakie będą wyniki za miniony kwartał, ale jak zmienią się prognozy na kolejne okresy. W poprzednim sezonie wynikowym mieliśmy do czynienia z rewizjami prognoz w górę. Dzisiaj wydaje mi się, że przestrzeń do dalszego podnoszenia oczekiwań jest już zdecydowanie mniejsza.
Gdyby zebrać wszystkie wnioski z naszej rozmowy, jak wyglądałby modelowy portfel na trzeci kwartał?
Pozytywnie patrzymy na polski rynek akcji, zwłaszcza na spółki z drugiej i trzeciej linii. W Stanach Zjednoczonych stawialibyśmy na selektywne podejście – część spółek z Wspaniałej Siódemki, sektor software oraz sektory defensywne, takie jak healthcare. Pozytywnie patrzymy również na złoto. Mam nadzieję, że za trzy miesiące będę mógł powiedzieć, iż tym razem ta prognoza się sprawdziła. Do tego dokładamy obligacje, przede wszystkim krótkoterminowe.