Konie się zmieniają, ale kurs pozostaje cały czas ten sam. Początek kwietnia to dla polskich akcji wyjście na nowe rekordy, jeszcze śrubowane w ostatnich dniach.

Banki znów w cenie

Z 12,5-proc. wzrostem WIG20 pozostaje w tym roku jednym z czołowych indeksów w Europie. Kolejne wzrosty dużych spółek przynoszą nowe historyczne rekordy przede wszystkim indeksu dużych spółek z uwzględnieniem dywidend (WIG20 Total Return), ale i szerokiego rynku, tj. WIG-u. Ten ostatni notuje 11,6-proc. zwyżkę od początku roku, blisko 43-proc. umocnienie w 12 miesięcy oraz 120-proc. rajd w okresie trzech lat. Powiedzieć, że są to wyniki rewelacyjne to mało. W poprzednich latach polski rynek co prawda „nadrabiał” zaległości po ostrej przecenie w związku z wojną na Ukrainie, ale argument ten już się wyczerpał, szczególnie że do zakończenia walk u naszego wschodniego sąsiada droga wcale nie wydaje się dziś krótsza niż np. pół roku temu. W ostatnich tygodniach natomiast GPW jest wyraźnie silniejsza od szeregu rynków rozwiniętych i wschodzących. Wygląda na to, że mało kto jest skłonny pozbywać się polskich akcji w trudniejszych okresach na rynku, natomiast lekka odwilż nad Wisłą od razu zamienia się w zdecydowane zwyżki. W piątkowe popołudnie WIG20 rósł o około 1 proc. i zbliżał się do 3600 pkt. Z dużej dwudziestki spółek zawodziły jedynie Orlen, PGE i Tauron.

Czytaj więcej

Realizacja optymistycznego wariantu na warszawskiej giełdzie

Powyższe zachowanie polskich akcji dla wielu inwestorów może być dość zaskakujące. W ostatniej dekadzie częściej bywało tak, że polskie akcje były chętnie wyprzedawane w trudnych dla rynków momentach, a przy odreagowaniu rosły dość ślamazarnie. Tymczasem w ostatnich tygodniach WIG wypychany przez WIG20 brnie ku górze, zmieniając tylko konie pociągowe. Ostatnio były nimi np. spółki energetyczne, ale ponad trzyletnia hossa to w dużej mierze zasługa banków. Sprzyjały im wyższe stopy procentowe i nawet ich stopniowy spadek, a także podwyżka podatku CIT nie zatrzymały banków przed kolejnymi rekordami notowań. W tym roku WIG-Banki jest już aż 19 proc.. na plusie, przy czym tylko w kwietniu, a więc podczas zaledwie sześciu sesji, wzrost indeksu banków zbliża się do 14 proc..

Siła rynków wschodzących

W zeszłym roku siłę polskiej giełdy tłumaczono często rosnącym zainteresowaniem inwestorów zagranicznych. Pod koniec zeszłego roku oraz na początku 2026 r. widoczne były też w końcu napływy do funduszy polskich akcji, ale w marcu, według szacunkowych danych serwisu Analizy.pl, z funduszy polskich akcji uciekło przynajmniej 0,3 mld zł netto. To sporo, ale tylko nieco więcej od lutowych wpłat, a to oznacza, że wynik kwartalny napływów będzie wyraźnie dodatni. Marcowe odpływy koncentrowały się raczej na funduszach dłużnych – uciekło z nich około 6,4 mld zł.

Siła krajowego rynku akcji nieco kłóci się też z zachowaniem papierów skarbowych, które w marcu zanotowały głęboką przecenę, zaś indeks polskich obligacji skarbowych po wzrostach z ostatnich dni dopiero wrócił do poziomu zamknięcia 2025 r.

– Polska giełda w przeciwieństwie do krajowych obligacji, rzeczywiście przeszła przez wojenną zawieruchę ostatnich tygodni praktycznie suchą nogą – przyznaje Jarosław Niedzielewski, dyrektor departamentu inwestycji, Investors TFI. Jak ocenia, jest to dość zaskakujące, biorąc pod uwagę krajowe uzależnienie od importu drożejących surowców energetycznych, a także przynależność do rynków wschodzących, które nieco mocniej zareagowały na wzrost ryzyka geopolitycznego i gospodarczego. – Można przypuszczać, że jednym z powodów tej względnej siły naszego parkietu, ale też takich regionalnych giełd jak Węgry czy Rumunia był brak panicznej reakcji ze strony inwestorów zagranicznych, którzy w poprzedzających wojnę miesiącach tłumnie inwestowali na GPW. Prawdopodobnie nie byli zmuszeni do sprzedawania spółek z naszego regionu, ponieważ marcowe umorzenia z funduszy akcji na rynkach wschodzących objęły przede wszystkim rynki azjatyckie. Natomiast na krajowym podwórku funduszy inwestycyjnych, marcowe umorzenia były skoncentrowane bardziej na długu niż na akcjach – wskazuje Niedzielewski.

Czytaj więcej

Inwestorzy indywidualni znów zapałali miłością do warszawskiej giełdy

Dodatkowym atutem naszej giełdy okazała się jej struktura sektorowa, podobnie zresztą jak i w całym ubiegłym roku. – Z jednej strony sektor bankowy, a z drugiej energetyczny z Orlenem na czele były głównymi źródłami względnej przewagi GPW. Krajowe banki i Orlen stanowią łącznie 42 proc. indeksu WIG. Wzrost notowań największej polskiej spółki w czasie trwania wojny w Iranie o niemal 20 proc. był oczywiście związany z potencjałem poprawy wyników finansowych tej firmy w obliczu wzrostu marż rafineryjnych i cen surowców. Natomiast notujący w ostatnich latach rekordowe wyniki sektor bankowy zyskał właśnie szansę na przedłużenie tej dobrej finansowej passy dzięki zatrzymaniu procesów dezinflacyjnych w naszej gospodarce i zakończeniu cyklu obniżek stóp (przy założeniu braku pogorszenia stanu gospodarki i jakości portfeli kredytowych). Trzeba co prawda przyznać, że polskie banki wyszły nieco przed szereg, zachowując się ostatnio zdecydowanie silniej niż banki z Europy Zachodniej, ale generalnie korelacja między nimi wciąż jest zachowana – podkreśla ekspert Investors TFI.

Zwraca na to uwagę także Krzysztof Ojczyk z Noble Securities, ekspert analizy technicznej. – Środowa entuzjastyczna reakcja na zapowiedzi rozmów pokojowych na Bliskim Wschodzie dla indeksu WIG-Banki oznaczała dynamiczne wyjście na nowe rekordy hossy. Tymczasem w przypadku europejskiego sektora bankowego, reprezentowanego przez STOXX Europe 600 Banks (krajowe składowe to PKO BP i Pekao), odbywała się ona jeszcze w ramach próby zwrotu po lutowo-marcowym cofnięciu. Choć ostatecznie można tu mówić o sygnałach wzmocnienia pozwalających na lekką preferencję scenariusza testu lutowych maksimów, to tak znacząco wyprzedzający charakter zmian na rodzimym rynku wypada uznać za dodatkowy czynnik niepewności – twierdzi. – Reguła kanałowania dla kilkumiesięcznej perspektywy sugeruje dla indeksu WIG-Banki możliwość przedłużenia obecnej zwyżki do rejonu 23 tys. pkt., tym bardziej że nosi ona wszelkie cechy fali III w potencjalnym pięciofalowym impulsie budowanym od czasu marcowego dołka – wskazuje.

Tymczasem w związku z wojną na Bliskim Wschodzie analitycy rewidują prognozy wzrostu PKB i inflacji. Na koniec tygodnia Bank Pekao obniżył perspektywę wzrostu gospodarczego Polski w 2026 r. do 3,8 proc., a w 2027 r. do 3,6 proc. (wcześniej odpowiednio 4,0 proc. i 3,8 proc.). „Zakładamy, że obecna wojna w Zatoce Perskiej będzie miała trwałe, choć niekoniecznie poważne konsekwencje. Władze Iranu przetrwały pierwszy ostrzał i nigdzie się nie wybierają. Scenariusz wenezuelski więc się nie powtórzy. Wojna straci natomiast dużo ze swojej intensywności. Iran utracił zdolności ofensywne, a USA sygnalizują deeskalację” – podano.