Branża TFI powoli wychodzi z kryzysu. Powoli, bo do rekordowego poziomu 145 mld zł aktywów sprzed trzech lat wciąż brakuje jej ponad 30 mld zł. Klienci wracają do funduszy ostrożnie. Tegoroczne saldo wpłat i wypłat to około 8 mld zł, jednak z produktów wysokomarżowych, czyli akcji i mieszanych, pieniądze raczej odpływają.
Jak będzie branża wyglądała za pięć lat? Prezesi towarzystw przewidują m.in. dalszą konsolidację podmiotów, konkurencję zagranicznych instytucji, wzrost roli Internetu jako kanału dystrybucji oraz odchodzenie funduszy zrównoważonych i stabilnego wzrostu do lamusa.
Prywatne TFI wypełnią niszę Za pięć lat, zdaniem przedstawicieli branży, na rynku będą funkcjonowały zarówno duże TFI, jak i małe prywatne podmioty. Ich oferta ma być jednak istotnie różna. – Na rynku z jednej strony będą działały duże TFI funkcjonujące w grupach kapitałowych, oferujące szeroką gamę funduszy masowym klientom, a z drugiej małe prywatne TFI, które będą wypełniać nisze i m.in. oferować usługi zamożnym klientom – mówi Krzysztof Samotij, prezes BZ WBK AIB TFI.
– Prywatne, mniejsze, TFI będą działały na zasadzie butików inwestycyjnych szukających nisz rynkowych w pewnej specjalizacji, dotyczącej klasy aktywów, technik inwestycyjnych, doradztwa ewentualnie innych usług – mówi Krzysztof Lewandowski, prezes Pioneer Pekao TFI.
Duże TFI będące częścią międzynarodowych grup finansowych będą, jego zdaniem, w stanie zapewnić szeroki zakres produktów tworzonych lokalnie bądź oferowanych przez inne podmioty z grupy. – Będą w stanie osiągać dużą ekonomię skali i będą je cechować niższe koszty niż w przypadku lokalnych TFI. W konsekwencji do tych dużych podmiotów będą przede wszystkim trafiać środki klientów masowych, a do lokalnych TFI środki klientów bardziej wyedukowanych, poszukujących specjalistycznych rozwiązań – komentuje Lewandowski.