Jeszcze kilka miesięcy temu złoto biło historyczne rekordy – według danych World Gold Council 29 stycznia 2026 roku oficjalny, referencyjny kurs złota wyniósł 5405 USD za uncję. Pod koniec czerwca Reuters informował z kolei, że złoto zmierzało do najgorszego kwartału od 13 lat. Dziś z kolei na rynku pojawiają się prognozy, że w kolejnych miesiącach kruszec może wrócić nawet w okolice 6000 USD za uncję. Taka huśtawka nastrojów sprawia, że wielu inwestorów zadaje sobie obecnie jedno kluczowe pytanie: sprzedawać czy kupować?

– Złoto co prawda nie jest funduszem inwestycyjnym, ale emocje inwestora działają tu bardzo podobnie. Największe poruszenie pojawia się zwykle wtedy, gdy cena jest już wysoka albo gdy rynek gwałtownie spada. Właśnie wtedy najłatwiej o decyzję, której się później żałuje – mówi Paweł Mazurek, członek zarządu i dyrektor ds. rozwoju w Mennicy Mazovia, oferującej Gold Plan – subskrypcyjny model zakupu złota. – Przy złocie rzadko wygrywa ten, kto próbuje być najszybszy. Znacznie częściej wygrywa ten, kto od początku wie, po co kupuje kruszec i daje tej inwestycji czas – dodaje.

Czytaj więcej

Aktywa z bezpiecznych przystani dają obecnie małą ochronę inwestorom

Ryzyko inwestycji w złoto maleje wraz z czasem

Historia pokazuje, że złoto jest aktywem dla cierpliwych. Jeśli spojrzymy na średnie miesięczne ceny kruszcu na przestrzeni ostatnich trzech dekad, widać wyraźną różnicę między inwestowaniem na 5, 10 i 15 lat.

– Przez trzy dekady na rynku wydarzyło się właściwie wszystko: okresy bessy, gwałtowne wzrosty, korekty, kryzysy finansowe, pandemia, skoki inflacji i zmiany stóp procentowych. Mimo to inwestor, który konsekwentnie realizował plan i nie podejmował decyzji pod wpływem rynkowego szumu, znacząco ograniczał ryzyko straty. Jaki z tego wniosek? Złota nie trzeba kupować idealnie na dołku. Nie trzeba też bać się każdej górki, bo taki zakup nie przekreśla całej inwestycji. Oznacza raczej, że inwestor będzie musiał być bardziej cierpliwy: dłużej poczekać na satysfakcjonujący wynik i uważniej wybrać moment sprzedaży – zaznacza Paweł Mazurek.

Najkrótszy, pięcioletni horyzont inwestycyjny wiązał się z najwyższym ryzykiem. Z 318 analizowanych przypadków aż co czwarty kończył się nominalnie pod kreską. Największą stratę, około 35 proc., odnotowali inwestorzy, którzy kupili kruszec w lutym 1996 roku, a sprzedali go w lutym 2001 roku. Zakup przypadł na moment, w którym złoto było relatywnie wysoko na tle kolejnych lat, a sprzedaż – blisko dołka wieloletniej bessy, tuż przed późniejszą falą wzrostów. Innymi słowy: pięć lat okazało się zbyt krótkim czasem, by wyjść obronną ręką z wyjątkowo niekorzystnego scenariusza, czyli zakupu na górce i sprzedaży w dołku.

Wydłużenie horyzontu do dekady radykalnie zmieniło perspektywę. Na 258 możliwych dziesięcioletnich inwestycji stratne okazały się zaledwie dwie, czyli mniej niż 1 proc. Najgorszy wynik odnotowano przy zakupie w październiku 2012 roku i sprzedaży w październiku 2022 roku. Oznaczał on stratę rzędu 4,7 proc. i również nie był dziełem przypadku. Inwestor kupował złoto po bardzo mocnej hossie, gdy rynek wciąż pamiętał rekordy z 2011 roku i euforię wokół kruszcu. Sprzedawał natomiast w trudniejszym otoczeniu: przy mocnym dolarze i po serii gwałtownych podwyżek stóp procentowych w USA. Mimo tak niekorzystnego zbiegu okoliczności strata była relatywnie niewielka. To pokazuje, że dekada mocno zmniejsza ryzyko złego momentu zakupu, choć nie eliminuje go całkowicie.

W przypadku inwestycji piętnastoletnich nie odnotowano już ani jednego stratnego przypadku. Nawet w najmniej korzystnym okresie – przy zakupie złota w marcu 2008 roku i sprzedaży w marcu 2023 roku – można było osiągnąć około 98 proc. zysku nominalnego, mimo że oba momenty dalekie były od idealnych. W marcu 2008 roku złoto było już po mocnych wzrostach, więc inwestor nie kupował „tanio”. Z kolei w marcu 2023 roku kruszec korzystał z popytu na bezpieczne aktywa, dlatego sprzedaż przypadła na relatywnie wysoki poziom cen. Ten przykład dobrze pokazuje, że przy złocie długi horyzont czasowy ma często znacznie większe znaczenie niż wyczucie idealnego momentu wejścia i wyjścia.

Czytaj więcej

Złoto znów powyżej poziomu 4100 dolarów za uncję

Jeśli nie posiadasz złota, nie znasz ani historii, ani ekonomii

Ray Dalio, jeden z najbardziej znanych inwestorów na świecie, zwraca uwagę, że inwestowania w złoto nie należy rozpatrywać w rynkowej próżni – bez uwzględnienia cykli gospodarczych, poziomu zadłużenia, kursów walut, inflacji i zmian w globalnym układzie sił. Ekspert powiedział, że „jeśli nie posiadasz złota, nie znasz ani historii, ani ekonomii”. To zdanie dobrze oddaje sposób, w jaki powinno myśleć się o złocie – sposób, który wykracza poza krótkoterminowe pytanie o cenę. W takim ujęciu kruszec nie jest aktywem do nerwowego rozgrywania z miesiąca na miesiąc, ale częścią majątku, która ma przetrwać różne fazy rynku.

– Jeśli traktujemy złoto jak zakład na najbliższy kwartał, korekta może wyglądać jak porażka. Jeśli jednak traktujemy je jako część majątku, która ma przetrwać różne cykle gospodarcze, polityczne i walutowe, pojedynczy rekord albo spadek przestaje być najważniejszym punktem odniesienia. W tym sensie złoto nie lubi hałasu – on skraca horyzont, podsuwa nerwowe decyzje i każe patrzeć wyłącznie na obecną cenę. Tymczasem najważniejsze nie jest to, czy kupimy je idealnie na dołku, ale czy damy tej inwestycji wystarczająco dużo czasu. Oznacza to, że złoto nie musi wygrywać każdego roku, by spełniało swoją funkcję w długim terminie – podsumowuje Paweł Mazurek.