Zyskaj pełen dostęp do analiz, raportów i komentarzy na Parkiet.com
Aktualizacja: 03.04.2025 03:34 Publikacja: 09.09.2024 06:00
Protesty przeciwko sfałszowaniu wyborów prezydenckich były w Wenezueli duże i gwałtowne, ale też dosyć krótkie. Nie doprowadziły do obalenia socjalistycznego reżimu Nicolasa Maduro. Fot. Yuri CORTEZ/AFP
Foto: YURI CORTEZ
Nicolas Maduro, socjalistyczny prezydent Wenezueli, znów wprawił świat w osłupienie. Zrobił to, oficjalnie przesuwając początek sezonu bożonarodzeniowego na 1 października. – We wrześniu już i tak można się czuć jak w święta. By oddać wam hołd i podziękować wam, postanowiłem więc zadekretować przeniesienie świąt Bożego Narodzenia na 1 października – zapowiedział Maduro. Ta kuriozalna obietnica została powszechnie zinterpretowana jako próba odwrócenia uwagi od kampanii prześladowania opozycji po sfałszowanych wyborach prezydenckich. Nieco wcześniej bowiem wenezuelska prokuratura wydała nakaz aresztowania Edmundo Gonzaleza, czyli głównego opozycyjnego kandydata w wyborach (który według zebranych przez opozycję protokołów z poszczególnych komisji wyborczych był zwycięzcą tamtych wyborów). Być może Maduro odwraca także uwagę od tego, że amerykańscy śledczy skonfiskowali w Republice Dominikany jego samolot prezydencki. (Ów Dassault Falcon 900EX został zatrzymany, bo Wenezuela kupiła go w 2023 r. na Florydzie, łamiąc nałożone na nią sankcje.) Konfiskata samolotu jest chyba jednak jedyną rzeczą, którą USA i inne zachodnie demokracje mogą zrobić Maduro. Ogłaszanie przez Zachód braku uznania wyniku sfałszowanych wyborów nic w sytuacji Wenezueli nie zmieni. Póki Maduro będzie miał armię i bezpiekę po swojej stronie, to on będzie realnie rządził. Ewentualne nowe sankcje ekonomiczne też raczej niewiele zmienią. Trudno bowiem zaszkodzić gospodarce, która i tak od dekady jest pogrążona w głębokim kryzysie.
Zyskaj pełen dostęp do analiz, raportów i komentarzy na Parkiet.com
Prezydent Donald Trump ogłosił w Ogrodzie Różanym Białego Domu nowy pakiet ceł odwetowych wymierzonych przeciwko wszystkim partnerom handlowym Stanów Zjednoczonych. "To co oni robią nam, my zrobimy im" - powiedział Trump przed podpisaniem dokumentu.
Szybciej, prościej, bardziej dynamicznie – tego dziś oczekują klienci od branży leasingowej. Chodzi o błyskawiczne decyzje, minimalne formalności i pełną integrację usług finansowych.
Akcje Newsmax, prawicowej amerykańskiej telewizji, zyskały ponad 1400 proc. od poniedziałkowego debiutu na giełdzie nowojorskiej. Firma ta stała się kolejną spółką memiczną.
Ekonomiści obawiają się, że Trump zada światowej gospodarce cios, po którym będziemy mieli kryzys. Inwestorzy starają się szykować na najgorsze, ale mają cichą nadzieję, że konflikt handlowy nie będzie aż tak ostry.
Polityka gospodarcza amerykańskiego prezydenta osłabi globalny przemysł motoryzacyjny.
Na dzień przed rozpoczęciem nowej rundy w wojnie handlowej inwestorzy wciąż nie bardzo wiedzieli, na co się przygotować. Czarnym scenariuszom mówiącym o wielkich kosztach podwyżek ceł towarzyszyły nadzieje, że działania Waszyngtonu okażą się łagodniejsze.
Rynki okryła mgła niepokoju związanego za zapowiedzianymi przez Trumpa podwyżkami ceł, które mają objąć niemal wszystkie kraje.
Prezydent Donald Trump ogłosił w Ogrodzie Różanym Białego Domu nowy pakiet ceł odwetowych wymierzonych przeciwko wszystkim partnerom handlowym Stanów Zjednoczonych. "To co oni robią nam, my zrobimy im" - powiedział Trump przed podpisaniem dokumentu.
W przestrzeni publicznej padają różne szacunki wpływu wojny celnej na gospodarki UE i w Polsce, ale szczególnie przewija się słowo „niepewność”.
Ekonomiści obawiają się, że Trump zada światowej gospodarce cios, po którym będziemy mieli kryzys. Inwestorzy starają się szykować na najgorsze, ale mają cichą nadzieję, że konflikt handlowy nie będzie aż tak ostry.
Na dzień przed rozpoczęciem nowej rundy w wojnie handlowej inwestorzy wciąż nie bardzo wiedzieli, na co się przygotować. Czarnym scenariuszom mówiącym o wielkich kosztach podwyżek ceł towarzyszyły nadzieje, że działania Waszyngtonu okażą się łagodniejsze.
Żyjemy w epoce pełnej turbulencji na rynkach finansowych – pandemie, konflikty zbrojne, niepewność polityczna, widmo kryzysu zadłużenia w USA i dynamicznie zmieniające się polityki gospodarcze na świecie sprawiają, że inwestorzy szukają sposobów na ochronę swojego kapitału, jaki i zachowanie możliwości osiągnięcia zysków - nawet w 'trudnych' warunkach.
Przed nami prawdopodobnie kluczowe dni, jeśli chodzi o cła, którymi straszy amerykański prezydent. Inwestorzy na Starym Kontynencie wahali się dość długo, ale wreszcie uciekają od akcji w stronę obligacji.
Niepewność i niezdecydowanie wciąż dominują na rynku ropy naftowej. Jej notowania co prawda obroniły po raz kolejny ważne wsparcia, ale też nie mają sił, by powalczyć o mocniejszy ruch wzrostowy. W efekcie cena ropy odmiany WTI utknęła pod okrągłym poziomem 70 USD za baryłkę. Odpowiedź na pytanie co dalej uzależniona jest w dużej mierze od tego, co wydarzy się w kwestii ceł.
Gorączka złota trwa w najlepsze. W poniedziałek cena królewskiego kruszcu po raz pierwszy w historii przebiła poziom 3100 USD. Coraz więcej analityków podnosi prognozy cen dla tego met,alu szlachetnego twierdząc, że rajd może być kontynuowany.
Masz aktywną subskrypcję?
Zaloguj się lub wypróbuj za darmo
wydanie testowe.
nie masz konta w serwisie? Dołącz do nas