Rynek, który podniósł się z trzech dekad kryzysów

Giełda japońska wyróżniała się w ostatnich miesiącach pod względem skali zwyżek. Indeks Nikkei 225 zdołał przebić szczyt ustanowiony w grudniu 1989 r.

Publikacja: 23.02.2024 06:00

Giełda tokijska przyciąga inwestorów silnymi zwyżkami indeksu Nikkei 225. Wprowadzone na niej zmiany

Giełda tokijska przyciąga inwestorów silnymi zwyżkami indeksu Nikkei 225. Wprowadzone na niej zmiany skłaniają spółki do skupów akcji własnych. Fot. Philip FONG/AFP

Foto: PHILIP FONG

35 lat to na rynkach finansowych dłużej niż epoka. 35 lat temu nie było jeszcze giełdy warszawskiej, ale za to istniały ZSRR, NRD i Jugosławia. Dow Jones Industrial przekraczał 2,5 tys. pkt, prezydentem USA był George W. Bush, a telefony komórkowe były wielkości współczesnych routerów wi-fi. Na giełdzie w Tokio i na japońskim rynku nieruchomości narastały natomiast bańki, których pęknięcie wpędziło Kraj Kwitnącej Wiśni w stracone dekady. Zanim jednak bańki pękły, tokijski indeks giełdowy Nikkei 225 ustanowił rekord na poziomie ponad 38,9 tys. pkt. Później był on w długoletnim trendzie spadkowym. W dołku z marca 2009 r. był ledwie nieco powyżej 7000 pkt. Odbicie w górę zaczęło się na dobre dopiero w 2012 r., wraz z abenomiką, czyli mającą na celu stymulowanie gospodarki polityką rządu Shinzo Abe, której towarzyszyła ultraluźna (nawet jak na pokryzysowe standardy państw rozwiniętych) polityka pieniężna Banku Japonii. Od końca 2011 r. Nikkei 225 zyskał około 350 proc. W tzw. międzyczasie zmieniały się w Japonii rządy (a były premier Abe zginął w zamachu) i prezes banku centralnego, ale hossa była kontynuowana. W końcu w czwartek Nikkei 225 ustanowił nowy rekord. Straty poniesione przez niego przez ostatnich 35 lat zostały wreszcie odrobione.

Nowe szczyty

Japońskie akcje w ostatnich miesiącach dawały solidnie zarobić inwestorom. Nikkei 225 w ciągu 12 miesięcy zyskał ponad 40 proc., co plasuje go na dziewiątym miejscu w zestawieniu najmocniej rosnących w tym okresie głównych indeksów giełdowych świata. Od początku 2024 r. wzrósł o 17,5 proc. i jest na piątym miejscu wśród najlepszych indeksów giełdowych świata. Zdołał wyprzedzić choćby argentyński indeks Merval i zostawił w tyle amerykański Nasdaq Composite. Czym spowodowana została ta fala optymizmu na giełdzie tokijskiej?

Zwykle na korzyść japońskiego rynku akcji działa słaby jen. Dominują tam spółki będące eksporterami, więc osłabienie narodowej waluty zazwyczaj oznacza, że będą one wypracowywały lepsze marże. Notowania japońskiej waluty przekroczyły w tym miesiącu poziom 150 jenów za 1 dolara. Jen stał się więc najsłabszy od listopada. Jest też w dłuższym trendzie spadkowym. Rok temu za dolara płacono około 135 jenów, a dwa lata temu blisko 115 jenów. Ta deprecjacja to w dużym stopniu skutek tego, że Bank Japonii utrzymuje główną stopę procentową na poziomie minus 0,1 proc. W końcówce roku inwestorzy spodziewali się, że może on podnieść stopy już w grudniu lub styczniu, ale normalizacja polityki pieniężnej się opóźnia. Jeśli do niej już dojdzie, to będzie ona stopniowa, a stopy procentowe w Japonii nadal będą bardzo niskie na tle innych rynków rozwiniętych.

Niektórzy analitycy twierdzą, że japoński rynek akcji może mocno skorzystać na spodziewanych podwyżkach stóp procentowych. Będą one bowiem sygnałem dla inwestorów, że Japonia wychodzi z wieloletniej deflacji.

– Abe skupiał się na wyciągnięciu Japonii z deflacji i już samo to było wystarczające, by zawładnąć wyobraźnią globalnych inwestorów. Solidne zyski i wyższe wydatki kapitałowe zapewniają wsparcie rynkowi, a więcej przemawia za akcjami niż za innymi klasami aktywów. Japonia jest obecnie mocno niedoważona w portfelach inwestorów, a tak już być nie powinno – twierdzi Yue Bamba, szef działu japońskich inwestycji aktywnych w BlackRocku.

– Reformy wprowadzane na giełdzie tokijskiej są również jednym z powodów, by preferować akcje japońskie. Obecnie panuje na rynku zgoda co do tego, że należy je przeważać, ale w portfelach inwestorów wciąż są one niedoważone. Mamy więc do czynienia z wczesnym stadium zainteresowania, a napływy kapitału mogą nadal wspierać zwyżki – uważa Wei Li, zarządzający z BNP Paribas Asset Management. Wspomniane przez niego reformy na giełdzie w Tokio to m.in. działania mające skłaniać spółki, by mocniej dzieliły się zyskami z akcjonariuszami.

– Skupy akcji własnych mogą w tym roku fiskalnym przewyższyć poziom zeszłoroczny, który był największy od 2005 r. – twierdzi Rie Nishihara, główna strateg ds. japońskiego rynku akcji w JPMorgan Chase.

Zmiana mentalności

Zwyżki na giełdzie wyraźnie kontrastują jednak z dosyć kiepską sytuacją gospodarczą. W IV kwartale japoński PKB niespodziewanie spadł o 0,1 proc. (licząc w porównaniu z poprzednimi trzema miesiącami), a Japonia weszła w techniczną recesję. Straciła też na rzecz Niemiec pozycję trzeciej pod względem wielkości gospodarki świata (ale był to głównie skutek osłabienia jena). Wskaźnik PMI mierzący koniunkturę w japońskim przemyśle był w styczniu na recesyjnym poziomie 48 pkt – każdy jego odczyt poniżej 50 pkt sugeruje recesję w danej branży.

Gdyby Japonia była krajem takim jak „każdy inny”, martwiono by się tym, że jest ona pogrążona w stagflacji. Specyficzna sytuacja jej gospodarki w ostatnich trzech dekadach sprawiła jednak, że każdy sygnał mówiący o podwyższonej inflacji jest tam uznawany za dosyć dobrą wiadomość. Sugeruje bowiem, że Japończycy więcej wydają. Inflacja konsumencka była tam rzeczywiście w ostatnich kilkunastu miesiącach podwyższona, ale w grudniu wyhamowała do 2,6 proc., czyli najniższego poziomu od lipca 2022 r. Czyżby więc w nadchodzących miesiącach czekało ją dalsze hamowanie?

– Perspektywy gospodarki będą bardziej wyraźne po wiosennych negocjacjach płacowych między spółkami a pracownikami. Musimy nadal zwracać uwagę zarówno na wydatki ludzi, jaki i na wzrost płac w dalszej części roku, by przekonać się, czy zaistniała między nimi pozytywna spirala. Chciałbym zobaczyć więcej zmian w „deflacyjnej” mentalności Japończyków. W takim przypadku stanę się bardziej pewny co do zwyżek cen akcji – twierdzi Ryota Abe, ekonomista z Sumitomo Mitsui Banking Corporation.

Kiedy Polska będzie drugą Japonią?

W 1989 r. między Polską a Japonią istniała ogromna przepaść, jeśli chodzi o poziom rozwoju gospodarki oraz dobrobytu społeczeństwa. Japoński PKB na głowę (liczony według parytetu siły nabywczej) wynosił wówczas 18,7 tys. USD, a Polski 6,98 tys. USD. Polska miała go niżej niż Meksyk, a nieznacznie wyższej niż Brazylia.

Dziesięć lat później PKB na głowę w Japonii wynosił 26,1 tys. USD, a w Polsce 10,9 tys. USD. Nasz kraj prześcignął pod względem jego poziomu Iran i Turcję. W 2009 r. Polski PKB na głowę sięgał już 20,25 tys. USD (i był nieco niższy niż w Rosji), a japoński wynosił 33,7 tys. USD. Po kolejnych dziesięciu latach Polska miała ten wskaźnik na poziomie 34,7 tys. USD (czyli wyższy niż na przykład Grecja), a Japonia wynoszący 43,5 tys. USD. Międzynarodowy Fundusz Walutowy prognozuje, że w tym roku polski PKB per capita będzie wynosił 47,7 tys. USD (i będzie wyższy niż w Estonii czy w Portugalii), a japoński sięgnie 54,1 tys. USD. W 2028 r. natomiast polski będzie sięgał 58,9 tys. USD, podczas gdy japoński wyniesie 60,8 tys. USD. Całkiem możliwe jest więc, że do końca obecnej dekady lub w pierwszej połowie przyszłej, Polska stanie się krajem z wyższym PKB na głowę niż Japonia. To zarówno skutek stosunkowo szybkiego tempa rozwoju naszego kraju, jak i tego, że Japonia wypracowywała przez ostatnie trzy dekady słaby wzrost gospodarczy.

Japonia już dała się wyprzedzić pod względem PKB na głowę przez Koreę Południową i Republikę Chińską (Tajwan), które miały w 1989 r. ten wskaźnik na niewiele wyższym poziomie niż Polska. W przypadku Korei Płd. wynosił on wówczas 6,64 tys. USD, a w 2024 r. może wynieść 59,4 tys. USD, a w przypadku Tajwanu odpowiednio: 9,24 tys. USD i 76,3 tys. USD. W Chinach wzrósł on w tym czasie z 912 USD do 24,8 tys. USD, w Wietnamie z 1,1 tys. USD do 15,3 tys. USD, w Indiach z 1,03 tys. USD do 9,9 tys. USD, a w Tajlandii z 3,7 tys. USD do 23,7 tys. USD. Wśród krajów Azji Wschodniej, pod względem zamożności króluje Singapur, który może w tym roku mieć 138,5 tys. USD PKB na głowę, a w 1989 r. miał go na poziomie 21,7 tys. USD.HK

Gospodarka światowa
UE nie wykorzystuje w pełni potencjału integracji
Gospodarka światowa
Netflix ukryje liczbę subskrybentów. Wall Street się to nie podoba
Gospodarka światowa
Iran nie ma jeszcze potencjału na prawdziwą wojnę
Gospodarka światowa
Izraelski atak odwetowy zamieszał na rynkach
Gospodarka światowa
Kiedy Indie awansują do pierwszej trójki gospodarek? Premier rozbudza apetyty
Gospodarka światowa
Biden stawia na protekcjonizm. Chce potroić cła na chińską stal