Reklama

Zacisnąć pasa i przykręcić śrubę instytucjom finansowym

Europejscy politycy szukają recept na powstrzymanie kryzysu w strefie euro i zapobieżenie kolejnym. Niemcy chcą obowiązku utrzymywania nadwyżki w budżetach. Z Francuzami forsują też nowe regulacje

Publikacja: 18.05.2010 01:51

Michel Barnier, komisarz UE ds. rynku wewnętrznego

Michel Barnier, komisarz UE ds. rynku wewnętrznego

Foto: Bloomberg

Niemcy wystawiają rachunek za swoją hojną pomoc dla państw pogrążonych w kryzysie. Chcą, aby wszyscy bardziej zacisnęli pasa.

[srodtytul]Oszczędzać jak Niemcy[/srodtytul]

Wolfgang Schaueble, niemiecki minister finansów, przyjechał wczoraj do Brukseli na spotkanie ze swoimi kolegami z pozostałych państw strefy euro. Z ostatnich takich rozmów 9 maja zabrało go pogotowie, po tym jak organizm poruszającego się na wózku inwalidzkim ministra zareagował alergicznie na nowy lek. Niemcy są zdeterminowani: po zaakceptowaniu wartego 110 mld euro pakietu pomocowego dla Grecji, a następnie 750 mld euro dla ewentualnych następnych ofiar finansowego tsunami, wszyscy muszą zacząć oszczędzać.

Według niemieckich mediów rząd w Berlinie chce namówić innych, aby ostrożność fiskalna nie sprowadzała się do unijnego limitu deficytu finansów publicznych na poziomie 3 proc. produktu krajowego brutto, ale szła dalej – do docelowej likwidacji deficytu budżetowego. Zasada ta, znana pod niemiecką nazwą Schuldenbremse, czyli hamulec długu, ma być wprowadzona, z pewnymi wyjątkami, w Niemczech od 2016 r. Na forum unijnym Niemcy mają już poparcie Austrii. Ale na pewno protestować będą najbardziej zadłużone kraje Południa Europy.

[srodtytul]Więcej regulacji[/srodtytul]

Reklama
Reklama

W celu uniknięcia powtórki z kryzysu Unia Europejska mnoży też regulacje dla rynku finansowego. Unijni ministrowie finansów mają dziś przyjąć dyrektywę zaostrzającą warunki działania firm oferujących alternatywne formy finansowania. Obejmuje ona działalność różnego rodzaju spółek wykorzystujących zaawansowane mechanizmy, jak hedge, private equity czy venture capital.

Większość tych instytucji ma siedzibę w Londynie, stąd ogromny opór Wielkiej Brytanii. – Nie one były przyczyną kryzysu, ale raczej wielkie banki, na ratowanie których poszły miliardy euro z pieniędzy podatników – mówi „Parkietowi” Philip Whyte, ekspert londyńskiego Centre for European Reform.

Według niego jednak, Francja i Niemcy od dawna bały się nieuregulowanych segmentów rynku finansowego i teraz wykorzystują dogodną sytuację. – Regulacje są potrzebne. Ale trzeba pamiętać, że za wyższe koszty ich wypełnienia zapłacą konsumenci – mówi Rym Ayadi z brukselskiego Centre for European Policy Studies.

Do porozumienia wystarczy większość, więc Londyn nie jest w stanie go zawetować. – Nie sądzę, żeby brytyjski rząd miał jakichś sojuszników w Unii. Tak naprawdę nikt inny nie zarabia na tym – mówi Philip Whyte. Brytyjski instytut Open Europe przekonuje z kolei, że propozycja jest nieracjonalna i będzie kosztować branżę nawet blisko 2 mld euro, w porównaniu z 92 mld euro płaconych podatków.

Alternatywne fundusze to niejedyny cel unijnych regulatorów. W najbliższych miesiącach Komisja Europejska przedstawi nowe zasady oceniania ryzyka tzw. instrumentów pochodnych. – Ci ludzie (którzy je oferują – red.) nie lubią wychodzić na światło dzienne. Dlatego my zalejemy ich swoim światłem – zapowiedział wczoraj Michel Barnier, unijny komisarz rynku wewnętrznego.

Na celowniku Brukseli znalazły się też agencje ratingowe, oskarżane przez niektórych polityków o przyspieszenie greckiego kryzysu finansowego decyzjami o obniżeniu wiarygodności kredytowej tego państwa. Eksperci przyznają, że tym firmom trzeba się uważnie przyjrzeć. – Jest ewidentny konflikt interesów. Za wystawioną ocenę płacą sami oceniani – mówi Philip Whyte.

Gospodarka światowa
Niedobór RAM może uderzyć w zyski gigantów
Gospodarka światowa
Gospodarka japońska uniknęła recesji
Gospodarka światowa
Gospodarka Japonii uniknęła recesji
Gospodarka światowa
Kreml wciąż ma środki do trwonienia na wojnie
Gospodarka światowa
Brytyjski PKB wzrósł o 1,3 proc. w 2025 roku
Gospodarka światowa
Sezon wyników firm jak na razie dobry, ale inwestorzy są dalecy od euforii
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama