[mail=adam.wozniak@parkiet.com]adam.wozniak@parkiet.com[/mail]
Napływ inwestycji do specjalnych stref ekonomicznych może być coraz mocniej hamowany brakiem nowych gruntów. Te, które pozostają jeszcze niezagospodarowane, są dla inwestorów mało atrakcyjne. Z kolei rozszerzanie granic stref może się ciągnąć nawet rok. – Przez długie oczekiwanie firmy muszą rewidować swoje plany. W rezultacie już zdarzało się, że rezygnowały z decyzji o inwestycji – mówi Agata Jaroszewska z Pomorskiej Agencji Rozwoju Regionalnego, zarządzającej Pomorską Specjalną Strefą Ekonomiczną.
[srodtytul]Długie oczekiwanie na powiększenie[/srodtytul]
W końcu stycznia łączny obszar wszystkich 14 stref wynosił ponad 13 tys. hektarów. Na początku ubiegłego roku było to 12,6 tys. hektarów, z czego zagospodarowano blisko 70 proc. Na resztę trudno było znaleźć chętnych. – Tylko jeden na trzech nowych inwestorów wybiera grunt dostępny w strefie. Pozostali dwaj chcą wejść do niej ze swoimi terenami, ale rozpatrzenie ich wniosków zabiera dużo czasu – uważa Paweł Tynel z Ernst & Young.
Z reguły na wydanie rozporządzenia zmieniającego granice strefy trzeba czekać co najmniej pół roku. Nierzadko procedura trwa rok, a nawet dłużej. – Gdy na tereny przyłączane do strefy czekają konkretni inwestorzy, zawsze jest ryzyko, że z powodu zbyt długiego czekania zrezygnują – twierdzi Anna Jaworska z biura promocji i marketingu Starachowickiej Strefy Ekonomicznej.
Na początku stycznia największy obszar zajmowały strefy: katowicka (1,9 tys. hektarów), wałbrzyska (przeszło 1,7 tys.) i tarnobrzeska (ponad 1,5 tys.). Strefy nie ukrywają, że możliwości rozszerzania granic mają dla nich kluczowe znaczenie. – Możemy w ten sposób oferować atrakcyjne tereny, idealnie dopasowane do potrzeb inwestora – podkreśla dyrektor biura zarządu legnickiej SSE Maciej Rojowski. W strefie łódzkiej, która w tym tygodniu skieruje do ministra gospodarki wniosek o rozszerzenie o 50 hektarów, połowa z nowych gruntów ma być przeznaczona pod pięć nowych projektów wartych 200 mln zł i mających dać pół tysiąca miejsc pracy.
[srodtytul]Rozporządzenie ułatwień nie przewiduje [/srodtytul]
Od początku roku ruch inwestorów w większości z 14 specjalnych stref jest jednak niewielki. Większość projektów dotyczy nakładów rzędu kilku – kilkunastu milionów złotych, z niewielką liczbą planowanych etatów. Tymczasem zdaniem ekspertów z firm konsultingowych przygotowujących projekty inwestycyjne, choć napływ inwestorów zmalał z powodu kryzysu, procedury związane z rozszerzaniem stref nie tylko nie stały się bardziej elastyczne, ale przeciwnie, są coraz bardziej rygorystyczne. Problemem jest zwłaszcza tworzenie strefy na gruntach prywatnych. Tu wyśrubowane wymogi co do wielkości nakładów i minimalnego zatrudnienia skutecznie zniechęcają inwestorów. Ministerstwo Gospodarki właśnie przygotowało nowelizację ustawy o strefach, mającą ułatwić funkcjonowanie inwestorom. Jednak ułatwień w obejmowaniu strefowymi przywilejami nowych gruntów nie będzie.