Tak można podsumować dyskusję na temat euro w Polsce, którą wywołały sobotnie wystąpienia Kaczyńskiego i Morawieckiego w Lublinie. Obaj wskazywali, że o euro będziemy mogli pomyśleć dopiero wtedy, gdy pod względem poziomu dochodów zbliżymy się do Niemiec. W przeciwnym wypadku rezygnacja z własnej waluty będzie dla nas szkodliwa, bo pozbawimy się istotnego mechanizmu stabilizacyjnego.

Morawiecki tłumaczył, że jego sprzeciw wobec euro to reakcja na postawę Koalicji Europejskiej, która dąży do „jak najszybszego przyjęcia euro" w Polsce. Janusz Lewandowski, europoseł PO, jednego z ugrupowań tworzących Koalicję, replikował, że w jej programie nie ma natychmiastowego wprowadzenia euro w Polsce, bo na taką operację trzeba „znaleźć dobry moment". Z kolei Władysław Kosiniak-Kamasz, prezes PSL, które także współtworzy Koalicję, powiedział, że zobowiązanie Polski do przyjęcia euro trzeba „zrealizować w momencie, kiedy Polska będzie na to gotowa i strefa euro będzie na to gotowa. To nie jest ten moment".

– Poziom rozwoju gospodarczego nie jest w debacie o euro kluczowym argumentem. Gdyby był, USA nie powinny mieć jednej waluty, bo stany są bardzo zróżnicowane pod względem poziomu rozwoju – tłumaczy „Parkietowi" prof. Andrzej Sopoćko, ekonomista z Wydziału Zarządzania UW. – Mechanizm kursowy też nie ma takiego znaczenia, jak mogłoby się wydawać. Od lat złoty jest bardzo stabilny wobec euro – dodał. Ekonomiści zwracają uwagę, że tym, co decyduje o gotowości kraju do przyjęcia euro, jest elastyczność gospodarki. O tę elastyczność – zdolność do absorbowania szoków – należy zabiegać niezależnie od terminu, w jakim będziemy chcieli wejść do unii walutowej.

Foto: GG Parkiet

– Przyjęcie euro nie zdecyduje o przyszłości polskiej gospodarki, bo o niej będą decydować trendy demograficzne, innowacje, edukacja, otwarte granice, jakość instytucji. Ale przyjęcie euro na dobrych warunkach może nam kiedyś pomóc. Powinniśmy trzymać nogę w drzwiach do strefy euro, deklarować wolę przystąpienia do tego klubu, ale z samym wejściem możemy poczekać, aż korzyści z wejścia będą oczywiste – mówił niedawno dr Marcin Piątkowski, ekonomista z Banku Światowego. GS