Przyglądając się najnowszym miesięcznym danym MSCI na temat wskaźników wyceny, przecierałem oczy ze zdumienia przy pozycjach dotyczących indeksu rynków wschodzących. Otóż wskaźnik ceny do prognozowanych zysków spółek z MSCI Emerging Markets spadł w sierpniu do niemal 10.
Żeby przekonać się o tym, jak niski jest to poziom, wystarczy wspomnieć, że bardzo podobne wartości odnotowano jesienią 2022 r., w apogeum obaw przed skutkami globalnych podwyżek stóp procentowych, czy też po pandemicznym krachu w marcu 2020 r. A przecież tym razem benchmark rynków wschodzących przeżył co najwyżej lekką korektę od czerwca, a nie głębokie tąpnięcie z prawdziwego zdarzenia.
Wytłumaczeniem są bezprecedensowe podwyżki tzw. konsensusowych prognoz zysków na ten i przyszły rok. Wystarczy powiedzieć, że od początku 2026 r. poszły one w górę po kilkadziesiąt procent (!).
Gwałtowne rewizje prognoz w górę w połączeniu z zachęcającym poziomem „wyprzedzającego” wskaźnika P/E to na pewno pozytywne aspekty obecnej sytuacji na emerging markets. Tym bardziej, że wędrując do poziomu najwyższego od czerwca, indeks EM zachowuje się jak na razie lepiej, niż można by się spodziewać po problematycznej wrześniowej sezonowości.
Jest też jednak druga strona medalu. Koszyk rynków wschodzących stał się rekordowo skoncentrowany wokół tematów AI i półprzewodników. Sam tajwański TSMC miał w nim w sierpniu ponad 15-proc. udział. I to właśnie tych sektorów w największym stopniu dotyczy wspomniany gwałtowny skok prognoz zysków.