Co prawda jest to grupa, która stanowi tylko 2 proc. populacji, ale ich dochód to ogromna jego część (20 proc. dochodu przypada na 1 proc. najlepiej zarabiających).

Stopy podatkowe wzrosły z 35 proc. do prawie 40 proc.

Rynki akcji krótkoterminowo zareagowały tak, jak mają to w zwyczaju, dwoma dniami euforycznych zwyżek. Chwilowa radość wynikała z tego, że nie spotkało ich większe nieszczęście w postaci upadku z klifu fiskalnego. Czy ta radość była uzasadniona? Wydaje mi się, że nie. Taka reakcja byłaby na miejscu, gdyby w cenach

była zdyskontowana automatyczna podwyżka podatków i cięcia budżetowe. Tymczasem rynki akcji w 2012 r. wzrosły o ponad 20 proc., a w samym grudniu też były na plusie.

Warto zwrócić uwagę, że w sylwestra nastąpił pierwszy krok w ramach procesu zacieśniania polityki fiskalnej w USA, i to ten najgorszy, czyli podwyżki podatków. Republikanie ponieśli porażkę, bo nie dopilnowali przeprowadzenia równocześnie cięć w wydatkach. Nie wróży to dobrze przyszłej strukturze cięć, która w najmniejszym stopniu może dotyczyć wydatków socjalnych, czego chcą demokraci.

Podwyżki podatków nigdy nie są dobre dla gospodarki. Nie jest pewne, czy nie nastąpiły zbyt szybko, bo w zasadzie dopiero od niedawna widać symptomy poprawy sytuacji gospodarczej w USA. Tym bardziej że podatki zwiększyły się tylko dla osób, które znaczną część swoich dochodów inwestują.

W średnim terminie prawdopodobne jest więc spowolnienie tempa wzrostu gospodarczego w USA. Biorąc pod uwagę, że luzowanie ilościowe w polityce monetarnej trwa już dosyć długo, to należy się spodziewać, że jej dalsza ekspansja nie przyniesie już takich samych rezultatów jak poprzednio. Jedyna nadzieja w realnej, innowacyjnej, konkurencyjnej amerykańskiej gospodarce, która powoli rozpędzona być może nie da się już zatrzymać. Największą nadzieję pokładałbym w tym względzie w zachodzącej od kilku lat znaczącej zmianie struktury przemysłu amerykańskiego, która rozpoczęła się za sprawą wynalezienia technologii pozyskiwania nowych źródeł energii.