Już 34 proc. od początku roku stracił WIG20. Kiedy ta wyprzedaż akcji na GPW się skończy?

Jesteśmy już w zaawansowanym stadium bessy, ale ono może być rozciągnięte w czasie. Trudno prognozować, kiedy przypadnie punkt zwrotny. W tym momencie powiedziałbym, że przesilenie nastąpi jesienią albo zimą. To nie będzie tak, że nagle polepszy się sytuacja w gospodarce. Inwestorzy zaczną jednak dyskontować przyszłość, a 2023 r. zapowiada się nieco lepiej niż bieżący rok.

Bessa nie jest zjawiskiem lokalnym, tylko globalnym. Ale na GPW akcje tanieją bardziej niż na większości innych rynków, nie tylko rozwiniętych, ale też rozwijających się. Dlaczego tak się dzieje?

W skali świata główną przyczyną bessy jest inflacja, a dokładnie to, że inwestorzy oczekują, że w celu pokonania inflacji potrzebne będą dalsze podwyżki stóp procentowych, które będą wysysały pieniądze z rynku akcji. To zmiana przeciwna do tej, z którą mieliśmy po wybuchu pandemii Covid-19, gdy polityka pieniężna i fiskalna były luzowane. U nas dochodzą dwa dodatkowe czynniki. Pierwszy to kryzys energetyczny, który dotyczy przede wszystkim Europy, a więc naszego sąsiedztwa. Drugi czynnik to wojna tuż za polską granicą. Funkcjonalnie w zasadzie w tej wojnie uczestniczymy, bo wspieramy Ukrainę logistycznie i nie tylko. To jest coś, co odstrasza zagranicznych inwestorów. Dlatego nasz rynek wypada słabiej niż europejskie, choć te europejskie wypadają gorzej niż amerykański.

Czy to oznacza, że bessa w Warszawie potrwa dłużej niż na zachodnich rynkach? Nawet gdy inwestorzy już zdyskontują wszelkie efekty podwyżek stóp procentowych przez Fed i EBC, to nadal mogą unikać polskich akcji z powodu wojny?

Może też skończyć się wcześniej – w zależności od tego, jak będzie się rozwijała sytuacja w Ukrainie. Zakończenie wojny zdjęłoby istotny czynnik ryzyka, który wisi nad naszym rynkiem. Ale też mogłoby przynieść częściowe odblokowanie dostaw gazu i złagodzenie kryzysu energetycznego. W takim scenariuszu u nas odbicie na rynku akcji mogłoby nastąpić szybciej. Natomiast przesłanek ku temu na razie nie widać. A jeśli wojna się nie skończy, to faktycznie najpierw dobra koniunktura wróci na rynek w USA, które z problemami gospodarczymi prawdopodobnie uporają się najszybciej.

Wśród ekonomistów popularna jest teza, że w związku z wyborami parlamentarnymi, zaplanowanymi na przyszłą jesień, polski rząd zrobi wszystko, aby konsumenci nie zubożeli, a firmy nie zaczęły masowo upadać. U nas kryzys może być dzięki temu łagodniejszy niż w innych państwach Europy. To nie jest coś, co wesprze też koniunkturę na giełdzie?

Stymulacja na pewno będzie. Ten rząd prowadzi ekspansywną politykę fiskalną od samego początku i będzie ją prowadził nadal. Teraz mamy tarczę antyinflacyjną i dopłaty do opału, a w przyszłym roku być może dojdzie do waloryzacji 500+. Liczę się z tym. To może podtrzymać dodatnią dynamikę PKB, licząc rok do roku. Ale jednocześnie będzie to czynnik podtrzymujący wysoką inflację. A podnoszenie stóp procentowych będzie na dłuższą metę tłumiło aktywność w gospodarce. Tak czy inaczej będziemy więc w trudnej sytuacji, jeśli inflacja będzie uciekała. Dla rynku akcji to nie musi być jednoznacznie niekorzystne, dlatego oceniam, że jesień i zima to może być okres ubijania dna bessy. Ale na rynku obligacji możemy mieć kolejny trudny rok.

Strach inwestorów jest zrozumiały, ale wyniki spółek z GPW jak dotąd były bardzo dobre. Efekt jest taki, że wskaźniki C/Z dla wielu polskich firm są rekordowo niskie. Inwestorzy postępują nieracjonalnie?

Na pewno jest bardzo tanio, najtaniej od dekady. Nasze spółki od wybuchu pandemii Covid-19 w większości zachowywały się bardzo dobrze, notowały spory eksport. Początek tego roku, gdy PKB realnie wzrósł o ponad 8 proc., też był bardzo dobry. Siedzimy na rozpędzonym koniu, a z tej perspektywy spowolnienie nawet by się nam przydało. Ale żeby można było liczyć na odbicie cen akcji, musiałby się pojawić popyt, pieniądz na rynku. Tymczasem zagraniczni inwestorzy boją się kontekstu wojennego, a dodatkowo z powodu osłabienia złotego z ich perspektywy bessa w Polsce jest nawet głębsza niż z naszej perspektywy. Krajowi inwestorzy instytucjonalni doświadczają z kolei w dużej mierze odpływu środków. Część sporo potraciła na obligacjach, a od rynku akcji klientów odstrasza przedłużająca się bessa i to, że z powodu wysokiej inflacji ludzie muszą sięgać do oszczędności.

Oczywiście, inwestować na giełdzie zawsze warto, bez względu na sytuację na rynku, ale trzeba to robić rozsądnie, stopniowo dokupując akcji czy jednostek uczestnictwa w funduszach. Jeśli ktoś nastawia się na zysk w dłuższym terminie, to teraz jest dobry moment, żeby powoli na rynek wchodzić. Zwykle największe okazje są wtedy, gdy leje się krew, co teraz widzimy. Tyle że to może jeszcze potrwać. Nie będzie tak jak w trakcie covidu, gdy bessa była bardzo gwałtowna, ale krótka, a potem nastąpiło równie gwałtowne odbicie. To nie była normalna bessa, ta dzisiejsza jest normalna i musi przejść przez wszystkie charakterystyczne stadia.

Partner Programu: AgioFunds TFI S.A.

materiały prasowe