Wielkie obawy przeplatane dużymi nadziejami. Tak wygląda w ostatnim czasie rzeczywistość na rynku ropy naftowej. W efekcie ceny surowca poddane są ponadprzeciętnej zmienności. Gdzie ona nas zaprowadzi? Próba odpowiedzi na to pytanie jest wyjątkowo trudna, bo sytuacja potrafi zmieniać się jak w kalejdoskopie.
Rynkowy strach
W poniedziałkowe popołudnie na rynku mieliśmy próby korekty spadkowej. Ropa traciła na wartości, co jednak nie zmienia faktu, że jej notowania są dużo wyższe niż przed wybuchem wojny na Bliskim Wschodzie. W przypadku odmiany WTI w poniedziałkowe popołudnie widzieliśmy cenę w okolicach 94 USD za baryłkę. W przypadku odmiany Brent było to około 101,9 USD.
Czytaj więcej
Chiński rynek przywitał nowy tydzień wzrostami. Co prawda sytuacja geopolityczna pozostaje napięt...
– Rynek ropy naftowej pozostaje silnie uzależniony od rozwoju konfliktu z Iranem. Od początku wojny ceny ropy gwałtownie wzrosły, a bezpośrednią przyczyną wzrostu cen są obawy o długotrwałą blokadę transportu ropy przez Cieśninę Ormuz. W efekcie globalny rynek może obecnie tracić nawet około jednej piątej dostępnej podaży ropy. W części państw Zatoki Perskiej produkcja została już ograniczona, ponieważ surowiec nie może być transportowany, a lokalne magazyny są zapełnione. Według danych Bloomberga Irak, Kuwejt, Zjednoczone Emiraty Arabskie oraz Arabia Saudyjska produkują obecnie o około 6,7 mln baryłek dziennie mniej niż przed wybuchem wojny. Jednocześnie nic nie wskazuje na szybkie zakończenie konfliktu. Wybór syna zabitego ajatollaha Chameneiego na nowego najwyższego przywódcę Iranu, postrzeganego jako polityczny twardogłowy, zwiększył ryzyko długotrwałej konfrontacji – wskazuje Łukasz Zembik, analityk z Oanda TMS Brokers.