Główne banki inwestycyjne na ogół spodziewają się kontynuacji słabego zachowania dolara w tym roku. Często wspominanym poziomem dla pary EUR/USD jest 1,20, co jednak oznaczałoby ledwie 2,2-proc. zwyżkę notowań EUR/USD w porównaniu z końcem 2025 r. Przypomnijmy jednak, że kurs głównej pary walutowej już w styczniu wspiął się powyżej 1,20 dolara za euro, jednak na bardzo krótko. W ostatnich dniach zaś jest już poniżej 1,18. Czyżby już w pierwszym miesiącu roku nastąpił zwrot na rynku walut, a dolar miał przełamać złą passę?
Niepewność do wyborów
O tym, że dolar traci miano bezpiecznej przystani w ostatnich kilkunastu miesiącach słychać było wielokrotnie. Niekonsekwentna polityka handlowa USA, groźby wprowadzenia ceł przez prezydenta USA Donalda Trumpa wobec sojuszników oraz ataki na Rezerwę Federalną negatywnie wpłynęły na walutę. W efekcie w ubiegłym roku wzrost kursu EUR/USD sięgnął aż 13,5 proc. i był najwyższy od 2017 r. Odpowiedzią na zmianę postrzegania dolara był choćby silny wzrost złota. O ile jednak przed rokiem prognozy dotyczące dolara były dość podzielone, o tyle obecnie większość ekspertów spodziewa się kontynuacji słabości USD, a to już może być zastanawiające. Zwłaszcza że w lutym obserwujemy dość istotne umocnienie amerykańskich obligacji, również dopiero co skazywanych na porażkę.
– Powolna dedolaryzacja jest faktem. Tak samo jak faktem jest spadające zaufanie świata do USA (a więc i do dolara) pod rządami Donalda Trumpa. Ciężko jednak mówić o upadku dolara, a nawet o jakimś masowym odwrocie od amerykańskiej waluty, w sytuacji gdy nie ma dla niej alternatywy, a inwestorzy wciąż kupują amerykańskie aktywa – zauważa Marcin Kiepas, analityk Tickmill. – Nie spodziewam się również, żeby Fed pod przyszłym kierownictwem Kevina Warscha nadmiernie obniżał stopy procentowe w USA. Stąd dolar dołek swojej słabości (w perspektywie kilku najbliższych lat) już zaliczył w styczniu, albo dołek ten zaliczy maksymalnie do połowy 2026 r., ale nie będzie on znacząco niższy niż ten w styczniu. Za tym drugim scenariuszem przemawiają utrzymujące się w najbliższych miesiącach ryzyka w USA związane z listopadowymi wyborami połówkowymi. Gdyby nie to, to już teraz można by uznać, że dołek dolar ma już za sobą. Pod koniec stycznia kurs EUR/USD poszybował do 1,2076 dolara, a notowania USD/PLN spadły do 3,4778 zł – przypomina Kiepas.
Jak wskazuje Michał Krajczewski, menedżer zespołu doradztwa inwestycyjnego, BM BNP Paribas BP: ekonomiści BNP Paribas oczekują jedynie umiarkowanego osłabienia dolara amerykańskiego z obecnych poziomów. – W przypadku EUR/USD nasza prognoza na koniec 2026 r. to 1,20, a na 2027 r. to 1,22. W przypadku USD/PLN jest to odpowiednio 3,50 i 3,52 zł – prognozuje. – W przeciwieństwie do rynkowej mediany oczekiwań, nie liczymy już na kolejne obniżki stóp procentowych przez Fed w tym roku, oczekując stabilizacji danych makroekonomicznych – zarówno tych dotyczących amerykańskiej inflacji, jak i rynku pracy. Z kolei jesteśmy bardziej optymistycznie nastawieni względem koniunktury w strefie euro i w Polsce, co powinno wzmacniać EUR, jak i PLN – twierdzi Krajczewski. – Ponadto również dostrzegamy coraz bardziej „krótkie” pozycjonowanie, jeżeli chodzi o kontrakty terminowe na dolarze, co może wskazywać, że w coraz większym stopniu czynniki negatywne dla USD są już w cenie, co może ograniczać w krótkim terminie potencjał do deprecjacji dolara – przyznaje ekspert BM BNP Paribas BP.
Czytaj więcej
Popyt znów zaczyna atakować na rynku metali szlachetnych. Po burzliwych ostatnich tygodniach sytuacja nieco się uspokoiła, a to sprzyja kupującym....
Siły wrócą pod koniec roku
Niższe notowania USD stały się paliwem do zwyżek rynków wschodzących, na które również szeroko stawiają w tym roku analitycy. Zmiana nastrojów na rynkach walut sprawiłaby, że rynki wschodzące miałyby pod górkę. – Dolar jest mocno przeceniony, a jego perspektywy nadal nie jawią się pozytywnie. W obliczu ulgi wynikającej z braku ataku na Iran, w krótkim terminie na rynkach przeważa niepewność związana z polityką handlową. Na słabości amerykańskiej waluty korzystają zarówno odbijające po przecenie metale szlachetne, jak i waluty rynków wschodzących oraz gospodarek, które unikną wyższych ceł – tłumaczy Bartosz Sawicki z Exante. Jego zdaniem na niekorzyść USD przemawiają czynniki cykliczne: wzrost gospodarczy w USA hamuje na tle poprawiających się perspektyw w wielu innych państwach. – Luźna globalna polityka fiskalna i monetarna sprzyja ryzykownym walutom. Po latach dominacji Wall Street, od kilku kwartałów rośnie relatywna siła pozostałych światowych giełd. W tle tych tendencji kryje się odzwierciedlenie głębszych i trwalszych przemian strukturalnych, związanych z rosnącymi obawami o zadłużenie i wiarygodność polityki gospodarczej USA – mówi Sawicki.
Zdaniem Kiepasa w najbliższych miesiącach ryzyka związane z listopadowymi wyborami połówkowymi, wsparte przez nadzieje na nieco silniejsze ożywienie gospodarcze w Europie, mogą jeszcze wypchnąć notowania EUR/USD wyżej. – Jednak raczej nie wyżej niż 1,21-1,22. W drugiej połowie roku, jeszcze przed samymi wyborami w USA, ryzyka polityczne powinny już powoli ustępować – przewiduje analityk Tickmill. Według niego tak samo ustępować będą obawy o politykę Fedu pod nowym kierownictwem. – Stąd rynki finansowe skoncentrują się głównie na sile gospodarki USA, która będzie większa niż gospodarki europejskiej, co na nowo przyniesie umocnienie dolara. Dlatego na koniec 2026 r. kurs EUR/USD raczej będzie poniżej 1,15 dolara niż powyżej 1,20. Odnosząc to do notowań USD/PLN, pod koniec roku za dolara raczej zapłacimy bliżej 3,70 zł niż poniżej 3,50 zł – szacuje Kiepas.