Najpierw mieliśmy wyraźne umocnienie dolara, później przeszliśmy w tryb boczny, ale w poniedziałek widzieliśmy już z kolei mocniejsze cofnięcie amerykańskiej waluty. To będzie tylko epizod czy coś więcej?

Przede wszystkim trzeba wspomnieć o tym, że czynnikiem, który umacniał dolara, były i są oczekiwania związane z polityką amerykańskiej Rezerwy Federalnej, które zakładają dalsze podwyżki stóp procentowych nawet o 50 pkt baz. na kolejnych posiedzeniach i szybkie dotarcie do poziomu około 2,5 proc. Obserwując to, co się dzieje, można odnieść natomiast wrażenie, że rynek tym tematem już się zmęczył i wątek ten został już zdyskontowany.

Tym, co zaczyna się pojawiać jako nowy trend, są natomiast obawy, że Fed w swoich działaniach może przesadzić i tym samym doprowadzi do nadmiernego wyhamowania gospodarki. Osobiście uważam, że wkraczamy w erę, jaką znamy z czasów prezydentury Reagana oraz Cartera, co oznacza wysokie stopy procentowe i wysoką inflację. Tak jak jednak już wspomniałem, rynek zmęczył się trochę tematem podwyżek stóp i to pozwala na oddech innym walutom, które traciły w ostatnich miesiącach.

Jak długo może potrwać taka sytuacja?

Myślę, że przez jakiś czas to zjawisko może się utrzymać. Zapewne jednak w okolicach wakacji znów pojawi się temat tego, co we wrześniu zrobi Fed i czy nadal będą to mocne podwyżki. Poza tym trzeba sobie zadać pytanie, jak silny mógłby być dolar przy obawach o załamanie koniunktury na giełdach. Kwiecień był fatalnym miesiącem dla indeksów na Wall Street. To też pokazało, że w sytuacjach, w których następuje odpływ od aktywów ryzykownych, dolar zyskuje. Pytanie, czy znowu to samo będziemy obserwowali jesienią.

W poniedziałek pojawił się jeszcze wątek Europejskiego Banku Centralnego, który zaczyna brzmieć coraz bardziej jastrzębio. Skoro rynek zmęczył się tematem Fedu, to może teraz będzie koncentrował się na ruchach EBC?

Christine Lagarde dopełniła tego, o czym mówili inni członkowie EBC w ostatnich dwóch, trzech tygodniach. Ostatnia ankieta wskazywała zresztą, że wszyscy ekonomiści spodziewają się podwyżki stóp procentowych przez EBC w lipcu i szefowa EBC to potwierdziła. Dodała też jednak, że do końca III kwartału stopa depozytowa, która obecnie wynosi minus 0,5 proc., przestanie być ujemna. To powoduje, że rynek zaczyna spekulować, na ile podwyżek stóp mógłby sobie pozwolić EBC w tym roku.

Myślę, że Europejski Bank Centralny jest spóźniony z deklaracjami i podwyżkami i tutaj też pojawia się pytanie, na ile będzie spoglądał na sytuację na gospodarczą, a na ile na inflację, która przecież jest coraz wyższa. Istnieje duże ryzyko, że jeśli nie podejmie się żadnych działań, to wpadniemy w stagflację, która nie jest niczym pożądanym.

Mówiąc o parze EUR/USD, eksperci wskazują na poziom 1,078 jako ważną okolicę z punktu widzenia analizy technicznej. Dobijemy do tego poziomu? A jeśli tak, to co dalej?

Oceniam poziom 1,08 jako ten, gdzie na chwilę możemy się zatrzymać. Myślę, że zanim dojdzie do jakiegoś większego odbicia na parze EUR/USD, to rynek musi się jeszcze trochę pomęczyć w przedziale 1,05–1,08. Pamiętajmy jednak, że to odbicie i tak zaczęliśmy z 1,035, więc już dużą część ruchu wykonaliśmy. Trzeba jednak też zrozumieć, że bez słabszego dolara nie uda się zaatakować wyższych poziomów. EBC dokona podwyżek stóp procentowych, ale trzeba mieć świadomość, że stopy wzrosną z ujemnych na dodatnie, natomiast Fed jest w zupełnie innym punkcie cyklu. Inna sprawa to sytuacja na Ukrainie. Jeżeli pojawiłyby się sygnały dotyczące przełomu albo nawet końca wojny, to na pewno będzie to czynnik, który pomoże euro. Dzisiaj jednak tego nie widać.

Słabość dolara i podbicie notowań EUR/USD to dobra wiadomość, także dla naszej waluty, która znowu ostatnio złapała wiatr w żagle. Ma ona szansa na dalsze umocnienie?

Złoty faktycznie korzysta na odbiciu EUR/USD, ale też korzysta na tym, że cykl podwyżek stóp procentowych w Polsce może zakończyć się o wiele wyżej, niż się teraz wydaje. Myślę, że nie skończymy na poziomie 7 proc., tylko będzie to więcej. Aby natomiast złoty był faktycznie mocniejszy, potrzeba również podwyżek stóp w przyszłym roku. Dane z polskiej gospodarki, w szczególności te ostatnie dotyczące wynagrodzeń, pokazują, że spirala płacowa się rozkręciła na dobre. Mamy efekt drugiej rundy inflacji, co nie pozwala bankom centralnym spać spokojnie. RPP może więc dokonywać podwyżek w dość żwawym tempie, bo mamy silną gospodarkę. To pomaga naszej walucie.

Poza tym dochodzi nieśmiertelny wątek KPO. Pieniędzy jeszcze nie otrzymaliśmy, ale rynek wierzy, że jeśli tak się stanie, to będą one w dużej części – jeśli nie w całości – wymieniane na rynku międzybankowym. A kanał kursowy jest wskazywany przez decydentów jako jeden z elementów walki z inflacją. Widziałbym więc dalszy potencjał umocnienia naszej waluty. W przypadku pary USD/PLN myślę o poziomie 4,25, natomiast jeśli chodzi o EUR/PLN, stawiałbym na okolice 4,57.