Reklama

Kosmos, AI, biotech. Czy GPW zdąży na kolejną hossę?

Które sektory na giełdzie są dziś najbardziej atrakcyjne? Dyskutowali o tym uczestnicy panelu podczas Forum Rynku Finansowego, zastanawiając się, czy nowe technologie, kosmos i biotechnologia to na GPW już rzeczywistość, pieśń przyszłości, czy może pobożne życzenie.
W debacie „Nowe technologie, kosmos, biotechnologie. Gdzie dziś są najbardziej atrakcyjne sektory na

W debacie „Nowe technologie, kosmos, biotechnologie. Gdzie dziś są najbardziej atrakcyjne sektory na GPW?” dyskutowali (od lewej) : Michał Marczak (PKO BP), Jędrzej Łukomski (Rockbridge TFI), Jędrzej Kowalewski (Scanway), Sylwia Jaśkiewicz (DM BOŚ) i Mikołaj Raczyński (PFR). Debatę prowadził Przemysław Tychmanowicz („Parkiet”). Fot. Cezary Piwowarski

Foto: mat. pras.

Mikołaj Raczyński, wiceprezes zarządu ds. inwestycji w Polskim Funduszu Rozwoju, nie pozostawił złudzeń. – Trzeba sobie powiedzieć prawdę: to jest pieśń przyszłości, bo dzisiaj warszawska giełda w głównych indeksach to są banki, spółki energetyczne i spółki skarbu państwa. Spółek technologicznych mamy mało – zauważył.

Opinię tę podzielił Michał Marczak, Head of Capital Markets w PKO Banku Polskim. – Wynika to w dużej mierze z tego, że brakuje spółek, które zostały wystarczająco zeskalowane, żeby nadawały się na giełdę – stwierdził.

Pięć hoss na sześć było techowych

Marczak zaproponował szersze spojrzenie. Wskazał, że przez ostatnie 30 lat rynek przeżył sześć okresów hossy i pięć z nich napędzały spółki technologiczne – od internetowych i telekomów na przełomie wieków, przez deep techy finansowane dzięki ogromnej płynności po kryzysie finansowym, aż po sztuczną inteligencję ciągnącą notowania dziś. Tylko jedna hossa była „nie-techowa” – surowcowa, napędzana wejściem Chin na globalny rynek. – „Techy” cały czas się zmieniają. Kiedyś to były telekomy, w okresie covidu mieliśmy biotech i producentów gier, teraz mamy AI. Myślę, że wszyscy inwestorzy powinni zastanowić się, co będzie kolejną hossą. Cały obszar związany z kosmosem wygląda bardzo interesująco, być może ciekawe są też algorytmy kwantowe – dywagował Marczak.

Suwerenność technologiczna jako nowy motor

Raczyński przeniósł rozmowę z kosmosu na obronność i suwerenność, wskazując na trend, który według niego będzie zahaczał o coraz więcej sektorów. – Spółki, które będą w stanie dostarczyć element suwerenności technologicznej, suwerenności energetycznej, samowystarczalności w obronności na rzecz Europy, będą premiowane przez rynek. Wszystko wskazuje na to, że tam będą kierowane środki – mówił wiceprezes PFR.

Na tym tle opisał zjawisko, które nazwał „premią za odwagę”. – Obserwujemy sytuacje, w których spółka podpisała list intencyjny, nic z tego nie wynika, a spółka rośnie. Bo rynek wycenia szanse na wejście w nowe łańcuchy dostaw, nowe szlaki handlowe, nowe branże, podłączenie się pod nowe strumienie pieniądza, które właśnie są dzisiaj redefiniowane – wyjaśniał.

Reklama
Reklama

Był greenwashing, jest defencewashing

Z premią za odwagę wiąże się jednak ryzyko związane z modą na spółki zbrojeniowe. Raczyński uznał to za zjawisko nieuchronne, podobnie jak wcześniej tzw. greenwashing. – Przy każdym trendzie są próby podłączenia się pod niego. To nie jest pierwszy i nie ostatni raz – przyznał.

Marczak podkreślił jednak rosnącą zdolność selekcji po stronie inwestorów. – Są już nauczeni, że w każdym cyklu pojawiają się spółki, które próbują podpiąć się pod daną modę. Kiedyś to działało, ale wydaje mi się, że teraz już nie – mówił. Wskazał też na grupę firm, które nie próbują sprzedawać się inwestorom przez narrację o dual use, ale realnie wchodzą w łańcuchy dostaw dużych zamówień obronnych. – Duże firmy będą potrzebowały krajowych poddostawców, bo wszyscy dążą do tego, żeby łańcuchy dostaw były szybkie, lokalne, a nie chińskie. To jest bardzo pozytywne – ocenił.

Dolina Śmierci i problem 200 mln zł

Jędrzej Kowalewski, współwłaściciel i CEO Scanway – jednej z nielicznych polskich spółek kosmicznych notowanych na giełdzie – wskazał na konkretną barierę: spółki deep tech trafiają na finansową ścianę w okolicach 150-200 mln zł potrzebnego kapitału. – To „Dolina Śmierci” – spółki rozwijające się, które mają trochę więcej zleceń i kapitału, mają problem w Polsce z pozyskaniem dalszego finansowania na tym poziomie. Ciężko znaleźć kapitał, który mógłby takie coś wesprzeć – mówił.

Raczyński przyznał, że to realne wyzwanie. – Dzisiaj, żeby pójść na giełdę, trzeba mieć minimum 100 mln zł EBITDA. I do tego momentu firmy muszą jakoś się skalować. Na rynkach zachodnich i w USA rynki prywatne urosły gwałtownie i są w stanie dostarczyć to finansowanie. U nas jest z tym trudno. Rozwiązaniem długoterminowym jest zmobilizowanie środków prywatnych i rozbudowanie polskiego rynku kapitałowego w obszarze pre-IPO – żeby były fundusze zdolne brać udział w rundach na 150-200 mln zł i żeby te firmy nie były wykupywane przez bardziej wyporne rynki kapitałowe z Francji czy z Niemiec – mówił wiceprezes PFR.

Marczak zilustrował problem przykładem Eleven Labs. – Ostatnia tura finansowania – 500 mln dolarów – to mniej więcej tyle, co połowa programu Innovative Poland. To absolutnie nie jest krytyka, tylko trzymam kciuki, żeby takich programów powstawało jak najwięcej – zaznaczył. – Natomiast waluacja, która wynika z tej rundy finansowania, to 11 mld dolarów, 30-krotność rocznych przychodów spółki. To jest coś, co w polskich realiach na dzisiaj jest nieosiągalne – dodał.

Jędrzej Łukomski z Rockbridge TFI dorzucił obserwację dotyczącą tempa samego procesu wejścia na giełdę. Zwrócił uwagę, że czeska spółka obronna CSG zadebiutowała niedawno w Amsterdamie. – Od momentu rozpoczęcia bookbuildingu do dnia pierwszego notowania minął mniej niż tydzień. W Polsce trwa to zdecydowanie dłużej – zauważył.

Reklama
Reklama

Nie da się całkiem odsiać plew od ziarna

Do wątku suwerenności nawiązała Sylwia Jaśkiewicz, CFA i dyrektor zarządzająca Wydziału Analiz i Rekomendacji w Domu Maklerskim BOŚ, przenosząc go na sektor farmaceutyczny. – Europa jest bezbronna, bo większość substancji czynnych leków importujemy z Azji. Czasami bez jednego pocisku ktoś inny jest w stanie nas wyłączyć – mówiła, apelując o większe nakłady na bezpieczeństwo lekowe.

W wątku biotechnologicznym wskazała na ryzyko, które muszą wkalkulować inwestorzy. – Możemy doskonale poznać daną cząsteczkę, wszystko o niej wiedzieć, a i tak nie wiemy, jak wypadną badania kliniczne. Prawdopodobieństwo sukcesu dla cząsteczki małocząsteczkowej odkrywanej od zera to 3 proc. Ale jeśli się uda, zwrot jest gigantyczny – mówiła. Marczak dodał, że nie da się całkiem odsiać plew od ziarna: globalne fundusze specjalizujące się w biotechu zakładają z góry, że część spółek z ich portfela zbankrutuje. – To jest lekcja, którą jako branża finansowa musimy odrobić – stwierdził.

Jaśkiewicz zwróciła również uwagę na systemowy problem z tempem finansowania. – Ile z pieniędzy idących z jednostek publicznych w ramach dofinansowania faktycznie trafia do rozwoju projektu, a ile jest utylizowane na biurokrację? Może nie zawsze chodzi o więcej pieniędzy, tylko o to, by było szybciej i elastyczniej. Nigdy nie wygramy Wielkiej Warszawskiej jadąc na żółwiu – powiedziała. Dodała też postulat zmiany optyki przy ocenie spółek wzrostowych. – Wiele spółek zagranicznych podkreśla, że tam inwestorzy głównie patrzą na przychody. My się za bardzo skupiamy na zyskach, a żeby mieć przychody, musimy mieć koszty – tłumaczyła.

Więcej deep techów na giełdzie?

Na koniec debaty uczestnicy zostali zapytani, czy w ciągu najbliższych kilku lat GPW doczeka się wysypu innowacyjnych spółek. Jędrzej Kowalewski, którego Scanway szykuje się do transferu na główny parkiet po uzyskaniu zgody KNF, mówił o ożywieniu. – Creotech przetarł szlak, my też go przecieramy. W najbliższych latach zobaczymy znacznie więcej deep techów na giełdzie – prognozował.

Najbardziej optymistyczny był Michał Marczak, wskazując na szanse związane z rozwojem sztucznej inteligencji. Zdaniem Mikołaja Raczyńskiego „sukcesem będzie kilka do kilkunastu nowych podmiotów”. – Zyski z bycia dzisiaj spółką giełdową nie zawsze pokrywają koszty – zaznaczył. Wiceprezes PFR pytany o możliwość debiutu WB Electronics na warszawskiej giełdzie odparł, że spółka „analizuje różne możliwości rozwoju”, ale decyzja w tej sprawie nie została jeszcze podjęta.

Foto: Parkiet

Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama