Sprzedaż złota i obniżenie wartości rezerw NBP? „Skandal, łamanie zasad i znaczny wzrost ryzyka utraty wiarygodności. Rolą banku centralnego (BC) jest dbanie o stabilność waluty i bezpieczeństwo monetarne”. Nie ma tutaj miejsca na błąd, wymagany jest absolutny profesjonalizm, przewidywalność, spójna komunikacja z rynkami i decyzje oparte na danych.
Gdy inflacja przekroczy cel? Natychmiast podważana jest wiarygodność i kompetencje: „BC znów nawalił”. BC ma działać z chirurgiczną precyzyjną według zdefiniowanych lata temu jasnych reguł.
Tymczasem wobec polityki fiskalnej i rządów czy parlamentów podobne standardy praktycznie nie istnieją. Spójrzmy jak traktowane jest rutynowe łamanie zasad ekonomicznych jeśli chodzi o politykę fiskalną. 6 proc. deficyty budżetowe, zwiększające presję inflacyjną i zadłużające przyszłe – mniej liczne – pokolenia = nowa ekonomia. Kreatywna księgowość zamiast konsolidacji zadłużenia – wymóg chwili. Transfery zamiast reform, brak odpowiedzialności międzypokoleniowej – suweren tak zdecydował.
Kilkanaście lat temu podobne sytuacje wywołałaby alarm w mediach i dyskusje porównywalne z dzisiejszymi dotyczącymi złota. Dziś systematyczne i znaczące odchodzenie od zasad prowadzenia odpowiedzialnej polityki fiskalnej nie budzi już żadnych emocji. Standardem stało się np. uchwalanie kolejnych alogicznych czy realizujących doraźne potrzeby polityczne regulacji, które w dłuższym terminie powodują więcej szkód niż pożytku i tylko komplikują i tak już nieefektywny system. Wystarczy je nazwać „prospołecznymi” i już tarcza ochronna dla pomysłu plus brak wymogu przeprowadzenia rzetelnej analizy ekonomicznej zapewnione. Systematyczny przegląd takich programów i ich korekta w oparciu o dane? Analizy czy koszty programów są współmierne do ich wyników? Rzadkość.
Pamiętajmy też, że rzadko się zdarza, że błędy w polityce BC wymuszają działania po stronie rządów. Odwrotnie – bardzo często. BC często musi reagować na skutki decyzji fiskalnych, na które nie miał żadnego wpływu. Rząd do spółki z parlamentem uchwalają wysokie deficyty budżetowe, a BC, aby absorbować skutki tych działań często musi podnosić stopy procentowe aby chłodzić gospodarkę ew. przeciwdziałać odpływowi inwestorów zagranicznych (nie mówię tu o Polsce – jeszcze). Rząd – dobry wujek – dostawca świadczeń socjalnych na kredyt, bank centralny – zła teściowa podnosząca koszty kredytów i „hamująca gospodarkę”.
I dochodzimy, moim zdaniem, do najciekawszej kwestii: „Jak można w obecnej sytuacji manipulować rezerwami gdy sytuacja geopolityczna jest tak niepewna”. Autorzy tych wypowiedzi zapominają, że znacznie ważniejszym powodem, aby nie manipulować rezerwami i utrzymywać ich na jak najwyższym poziomie są raczej rosnące napięcia w polskim budżecie (mowa o zadłużeniu i deficycie), dla których wysokie rezerwy są pewną przeciwwagą, obniżając ryzyko kraju. Co więcej, mowa o napięciach za które niektórzy krytykujących są w części odpowiedzialni. Bo jak się ma jednorazowa utrata przez BC – nadzwyczajnie dodajmy – zarobionych 100 czy 150 mld zł rezerw po sprzedaży złota do kosztów utrzymywanego programu 800+, który kosztuje budżet 500–600 mld zł w ciągu 10 lat? Pomysły typu obniżenie składki zdrowotnej dla JDG, renty wdowie, 13/14-stki czy inne to znacznie więcej niż 150 mld zł dodatkowego zadłużenia budżetu i to nawet nie w skali 10, tylko 2–3 lat.
Bank centralny jest rozliczany z inflacji, tak jakby jej wysokość to była wyłącznie jego wina. Rządy natomiast rzadko są rozliczane z trwałego wzrostu wydatków publicznych, jakości usług świadczonych przez państwo czy ..... właśnie wpływu polityki fiskalnej na inflację. O tym, że stabilność gospodarcza wymaga spójnego działania obu polityk, dawno już zapomniano.
Dlatego obecne absolutne oczekiwanie od banku centralnego pełnego poszanowania reguł przy jednoczesnym braku podobnych standardów wobec rządów jest zwyczajnie niespójne. Wygląda na to, że to na barki BC złożono pełną odpowiedzialną za stabilność makroekonomiczną, choć on sam nie kontroluje wielu czynników, które tę stabilność umożliwiają. Co więcej, za próbę trzymania się tego zadania jest coraz częściej krytykowany (nie jest to tylko przypadłość Polski – patrz USA), nawet – gdy odchodząc od swojego klasycznego mandatu ale dzięki zyskom na złocie w sferze swoich możliwości – próbuje ograniczyć zadłużenie budżetu, który to czynnik widać traktuje jako bardziej niebezpieczny niż wykorzystanie nadzwyczajnych dochodów z Au.
Nie abstrahując od możliwych politycznych pobudek do takiego zachowania (jak w przypadku SAFE) i faktu, że banki centralne są na świecie ostatnio upolityczniane, warto może dopuścić myśl, że w tej logice coś jest. Być może NBP proponuje kroki nieortodoksyjne nie po to, by „ominąć mandat”, ale dlatego, że ktoś inny realizując swój mandat po prostu nie działa wystarczająco odpowiedzialnie i przesadza z zapożyczaniem się.
Pamiętajmy też, że pomysł wykorzystania złota może szybko powrócić po 2027 r., w scenariuszu zmiany na scenie politycznej. Na wydanie tych 100–150 mld zł mogą pojawić się wtedy zupełnie inne pomysły – i to znacznie bardziej kontrowersyjne. Możemy wtedy żałować, że tych parzących jak widać obecnie aktywów nie wydaliśmy jednak wcześniej zamiast de facto zwiększyć i tak już spore zadłużenie.