Tylko w ub. tygodniu Polskie Sieci Elektroenergetyczne ogłosiły dwa okresy przywołania na rynku mocy. 6 sierpnia sytuacja się pogorszyła, bo po pierwsze coraz więcej bloków węglowych musi redukować prace, po drugie liczba godzin, kiedy przywołano rynek, wzrosła już do czterech (4 sierpnia były dwie godziny), a w krytycznym momencie rezerwa mocy potrzebna do bezpiecznej pracy systemu spadła poniżej 600 MW (4 sierpnia było 660 MW). Sama w sobie ta sytuacja nie grozi blackoutem. Operator sięga po to narzędzie, by nie zabrakło nam mocy do produkcji energii. Z danych PSE wynikało, że kilka bloków węglowych musiało ograniczyć prace i dostarczyć mniej mocy do systemu. Chodziło o obiekty Enei w Połańcu i Kozienicach, gdzie temperatura zrzutu wody przekracza dopuszczalne 35 stopni C.