I znowu inwestorzy zmieniają oczekiwania odnośnie do kolejnych decyzji amerykańskiego banku centralnego, a to – wraz z szybko rosnącymi cenami ropy – pociąga za sobą pogorszenie nastrojów na rynkach akcji.
Trudno będzie zadowolić rynek
O 1,5 proc. zniżkował w czwartkowe popołudnie WIG20, co zapowiadało najgorszą sesję indeksu dużych spółek od miesiąca. Zachowanie krajowego rynku nie różniło się jednak niczym od tego, co mogliśmy zaobserwować w Europie, a później także i w USA. Spadki rozlały się szeroko przy jednoczesnym około 5-proc. wzroście ceny ropy naftowej. W zaledwie dwa tygodnie notowania ropy urosły już o 30 proc., a baryłka gatunku Brent przekraczała w czwartek pułap 100 dolarów.
Sesja w Azji, kiedy na rynku ropy było nieco spokojniej, zakończyła się całkiem nieźle. Koreański KOSPI urósł o 3,8 proc., aczkolwiek bez wątpienia pozostaje w średnioterminowym trendzie spadkowym, ograniczonym wąskim kanałem. Na rynku japońskim aż tak dużego optymizmu widać nie było, ale i tak udało się zakończyć handel na plusie. Zdobył się na to też tajwański TAIEX. W czołówce azjatyckich rynków w zestawieniach krótko- i średnioterminowych zaczyna się już regularnie pojawiać Hang Seng, który odrobił większość tegorocznych strat. Hang Seng może zyskiwać na transferze kapitału z rozgrzanych rynków, czyli zwłaszcza Korei.
Czytaj więcej
Cena ropy gatunku Brent doszła w czwartek po południu do 100 dol. za baryłkę. Rynek reagował w ten sposób na zaostrzenie konfliktu na Bliskim Wscho...
Tuż przed otwarciem sesji kasowej w USA kontrakty wskazywały na około 1-proc. spadek S&P 500 oraz 1,5-proc. zniżkę Nasdaqa. Amerykański rynek, a szczególnie spółki technologiczne, wyglądają już na mocno zmęczone wzrostami. Rynek przekonany jest co prawda o solidnych wynikach spółek, ale niewielkie rozczarowanie, a nawet brak pozytywnego zaskoczenia może zachęcać do realizacji zysków w obecnych warunkach. Dobrym przykładem może być Alphabet, który mimo przebicia oczekiwań zarówno pod względem przychodów 119,8 mld USD (wzrost o 24 proc. rok do roku), jak i zysku na akcję, który wyniósł 2,26 USD w handlu międzysesyjnym tracił 4 proc. „Inwestorów zaniepokoić mogły rosnące wydatki inwestycyjne. Nakłady CAPEX wzrosły o 101 proc. rok do roku, do poziomu 44,9 mld USD. To głównie efekt rozbudowy infrastruktury AI. Koncern podniósł także prognozę tegorocznych wydatków inwestycyjnych do 195-205 mld USD. Wcześniej zakładał 180-190 mld USD. W raportowanym kwartale wolne przepływy pieniężne były ujemne i wyniosły minus 5,9 mld USD” – wskazali analitycy mBanku.
Sytuacja w polityce międzynarodowej zdaje się wymykać spod kontroli. Do tego dochodzi wyraźna przecena obligacji skarbowych w USA, będąca odpowiedzią na dynamiczne zwyżki cen ropy naftowej.
Dolar znów na fali
Rentowności amerykańskich papierów dziesięcioletnich wybiły się w czwartek do 4,715 proc., a zatem znalazły się najwyżej od początku 2025 r., kiedy to ich dochodowość dotarła w rejon 4,8 proc. Po przebiciu tego poziomu kolejny szczyt rysuje się wokół 5 proc., gdzie wspomniany wskaźnik był ostatnio w połowie 2023 r. Jednocześnie oprocentowanie papierów trzydziestoletnich USA rosło w czwartek do 5,19 proc., niemal wyrównując szczyt z maja tego roku, który był zarazem najwyższym poziomem od końca pierwszej dekady wieku, czyli czasów kryzysu finansowego. Przecena obligacji w USA bierze się z powrotu obaw o inflację, którą podbijają rosnące ceny ropy naftowej.
Poranny spokój szybko wyparował z rynku walut, a po południu dolar znów rósł w siłę. Jak zauważa Krzysztof Ojczyk z Noble Securities, indeks dolara w połowie czerwca wybił się ponad serię szczytów z poprzednich 12 miesięcy, natomiast późniejsze cofnięcie mieściło się w ramach ruchu powrotnego i tym samym nie zanegowało układu sprzyjającego dalszemu umacnianiu się amerykańskiej waluty.
Czytaj więcej
O ile I półrocze przyniosło solidne wzrosty wielu indeksów giełdowych z państw rozwijających się, to MSCI Emerging Markets ostatnio tracił przez ob...
KOSPI w kanale spadkowym
Główny indeks koreańskiej giełdy to antybohater ostatnich tygodni. Wciąż co prawda notuje imponującą, bo 67-proc. stopę zwrotu od początku tego roku, ale zarazem od czerwcowego, czyli nie tak dawnego rekordu, osunął się o niemal 25 proc., a był już i ponad 30 proc. niżej. Teraz KOSPI porusza się w ramach stromego kanału spadkowego, a czwartkową sesję zakończył w pobliżu jego górnej granicy. Wybicie górą mogłoby przerwać złą passę. Scenariusz pozytywny wspiera zatrzymanie spadków na 61,8-proc. zniesieniu fali wzrostowej, pociągniętej od końca marca. Przebicie strefy wokół 6400 pkt może nieuchronnie oznaczać wodospad do 5000 pkt.
W Japonii popyt nie złożył broni
Układ wykresu japońskiego Nikkei 225 wygląda niemal bliźniaczo do obrazu KOSPI. Tu także od około miesiąca obserwujemy ruch w kanale spadkowym. Sesja czwartkowa także zakończyła się podejściem do górnego ograniczenia kanału. Tu jednak dwa dni z rzędu wyrysowały się górne cienie, co sugeruje, że popyt raczej traci siły. Dołek Nikkei 225 w tym tygodniu powstał na 38,2-proc. zniesieniu fali wzrostowej od końca marca, a do tego zgrywa się z dołkiem z pierwszej połowy czerwca. Popyt zatem nie całkiem złożył broń. Jeśli jednak wsparcie wokół strefy 63600 pkt pęknie, kolejny przystanek w spadkach to rejon 58800 pkt.
Hang Seng na kursie północnym
Słabości rynków koreańskiego i japońskiego wykorzystał hongkoński Hang Seng, który w kilka tygodni umocnił się o 10 proc. Ten jednak nadal jest w tym roku pod kreską, choć już ledwie 1,6 proc. W czwartek Hang Seng zamknął się powyżej 61,8-proc. zniesienia fali spadkowej od początku maja. Zarazem Hang Seng wydostał się ponad 50-proc. zniesienie fali spadkowej od końca stycznia oraz powyżej oporu na 25040 pkt, a to może pozwolić rozwijać dalej impuls wzrostowy. Wygląda na to, że celem dla byków mogą być rejony 27000 pkt, gdzie przebiega górne ograniczenie kanału bocznego, którego początki sięgają zeszłego roku.
CAC 40 o krok od głębszej przeceny
Główny indeks paryskiej giełdy w lipcu - w przeciwieństwie np. do niemieckiego DAX-a - nie zdołał wzbić się na tegoroczny szczyt. CAC 40 zawrócił w okolicach 8500 pkt i w dwa dni zszedł do długoterminowego wsparcia na poziomie 8255 pkt. Tu naturalnie doszło do wyhamowania spadku, ale kontra popytu okazuje się letnia. Wszystko wskazuje na to, że niebawem wspomniane wsparcie zostanie zaatakowane po raz drugi i tym razem może się okazać, że popytowi zabraknie sił do obrony. To z kolei może zapowiadać głębszą przecenę CAC 40 i całkiem prawdopodobny wydaje się test marcowego dołka w okolicach 7500 pkt.
Podaż przejmie kontrolę na Wall Street?
Na amerykańskim rynku ponownie sporo mówi się o rentownościach obligacji, oczywiście w związku ze wzrostami tych rentowności. Jak dotąd rynek akcji większą uwagę przykładał do prezentowanych właśnie wyników finansowych spółek, ale nowe szczyty rentowności obligacji mogą to zmienić. W czwartek kontrakty na amerykański S&P 500 schodziły do poziomu najniższego od końcówki czerwca. W kilku poprzednich dniach natomiast S&P 500 nie był w stanie powalczyć o nowy szczyt. Nie świadczy to dobrze o sile popytu. Dodatkowym argumentem dla niedźwiedzi jest wybicie dołem z trójkąta, jaki ukształtował się na przestrzeni 1,5 miesiąca.
Sądne dni Argentyny
Argentyński Merval zamknął czwartkową sesję rekordem wszech czasów, a to najlepszy dowód trwającego trendu wzrostowego. Tyle w krótkim terminie. W dłuższym natomiast Merval porusza się w szerokim trójkącie, a obecnie zbliża się do jego górnego ograniczenia. Wygląda na to, że główny indeks rynku w Buenos Aires ma jeszcze odrobinę miejsca do zwyżek zanim dojdzie do kluczowej rozgrywki. Wybicie górą będzie oczywiście oznaczać nowy etap hossy. Odejście natomiast nie będzie jeszcze katastrofą, bo solidne wsparcie rysuje się niewiele niżej. Dopiero przebicie dolnej linii trójkąta może być zapowiedzią problemów dla byków.